Chciałabym abyśmy tutaj podzielili się swoimi doświadczeniami w tej kwestii...
Po co? aby nam uświadomić błędy z których być może sobie nie zdajemy sprawy, albo podpowiedzieć ciekawe, czy konieczne rozwiązania, dzięki którym nasze rośliny będą zdrowe, bujne i będą nas cieszyć obfitymi kwitnieniami.
Pozwolę sobie opowiedzieć o mojej największej wpadce w wyniku której straciłam całą kolekcję
Było to przed kilku laty, miałam wtedy "ambicje"prowadzenia roślin bez oprysków chemicznych.
Właściwie przez kilka lat nie sprawiało to większych trudności, rośliny nabywałam u sprawdzonego sprzedawcy, zawsze zdrowe, wolne od pasażerów na gapę
Będąc na wystawie za granicą kupiłam kolejną roślinę, przez miesiąc nic złego się nie działo, wyjechałam na 1,5 miesiąca na delegację, oczywiście rośliny zostały po opieką sprawdzonej wielokrotnie storczykomanianki
Ok. dwa tygodnie po wyjeździe otrzymałam informację, że coś się dzieje z moimi storczykami, że gniją.
Pomimo, że niemal od ręki zostały wykonane kilkakrotne opryski stosownymi środkami
p/ grzybiczymi zainfekowanych chorobą grzybową roślin nie udało się odratować.
Od tego czasu wyleczyłam się z marzeń o uprawie roślin bez oprysków, a szczególnie bez profilaktyki p/ grzybiczej.
Każda nowa roślina jest bezwzględnie izolowana i nim trafi na parapet, czy do orchidarium przechodzi oprysk, bądź podlewanie preparatem p/ grzybiczym i owadobójczym (dorzuciłam i to)w dawce stosownej do zaleceń producenta.
Również każda przesadzana roślina, niezależnie czy wycinane są jakieś korzenie, czy nie, jest moczona w roztworze środka p/ grzybiczego.
2 razy w roku wiosną i jesienią rośliny są podlewane środkiem p/ grzybiczym, wg zaleceń producenta.
To co, wrzucam do puli błędów popełnianych przy uprawie storczyków:
Brak profilaktyki p/grzybiczej i owadobójczej ...
Zapraszam do rozmowy.