logo forum

Storczykowe "Gadu-Gadu" - rozmawiamy o storczykach

Strona główna forum | Biblioteka | Szukaj | Problemy techniczne | Zarejestruj się | Zaloguj się | Strona główna Strona główna Storczyki.pl
Storczykowe "Gadu-Gadu" | Prezentujemy kwitnienia | Gatunki botaniczne
Cattleya i pokrewne | Cataseta i pokrewne | Dendrobium - gatunki i hybrydy | Powiększamy kolekcje

Przejdź do zawartości

Storczyki bliżej Natury

Dodaj komentarz do wiadomości


To pytanie służy do identyfikacji i odrzucenia automatycznych rejestracji oraz wiadomości wysyłanych przez roboty.
Uśmieszki
:D :) ;) :( :o :shock: :? 8-) :lol: :x :P :oops: :cry: :evil: :twisted: :roll: :!: :?: :idea: :arrow: :| :mrgreen: :geek: :ugeek:
   

Jeśli chcesz dołączyć jedno lub więcej zdjęć czy innych dokumentów prześlij plik z Twojego komputera.
Możesz także dodać opis do zdjęcia lub dołączyć inne informacje.
Umieszczając zdjęcie upewnij się, że jest ono Twoją własnością. W innym wypadku łamiesz prawa autorskie.

Rozszerz widok Przegląd wątku: Storczyki bliżej Natury

  • Cytuj Agabella

Re: Storczyki bliżej Natury

Post Autor Agabella » 03-11-2012, 23:59

Witam

Przypadkowo niedawno natrafiłam na ten wątek. Bardzo mnie zainteresował. Aktualnie próbuję ratować tym sposobem jednego falenopsisa hybr. właśnie metodą knotową.
Problem w tym, że swojego storczyka umieściłam w podłożu mieszanym: kora, seramis, keramzyt i odrobina sphagnum, które szybko nasiąka wodą. Doniczka jest przezroczysta, dla lepszej wentylacji ma po bokach dodatkowe dziurki. Obawiam się zastosować takiego głębokiego naczynia jakie pokazane jest na schemacie. Po tygodniu mojego eksperymentowania, podłoże stało się bardzo mokre, choć wody wlałam mało, sięgała 1 cm poniżej dna doniczki z rośliną. Pojawiły się nowe korzenie i nadzieja na udaną reanimację. Niestety w doniczce znów było dużo pary na ściankach, a podłoże non stop mokre. W tej sytuacji zamieniłam osłonkę na płytsze szklane naczynie, do którego włożyłam odwócony plastikowy koszyczek, a na nim postawiłam doniczkę. Knot sięga dna naczynia z wodą, ale doniczka prawie w całości wystaje ponad to naczynie. Dlaczego zaleca się używać głębokich naczyń? Z tego, co czytałam, falenopsisy potrzebują dostępu powietrza do korzeni, które trzymane cały czas w mokrym podłożu, w osłonce na lustrem wody, nie mają możliwości przeschnąć.
Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam Agnieszka
Witam

Przypadkowo niedawno natrafiłam na ten wątek. Bardzo mnie zainteresował. Aktualnie próbuję ratować tym sposobem jednego falenopsisa hybr. właśnie metodą knotową.
Problem w tym, że swojego storczyka umieściłam w podłożu mieszanym: kora, seramis, keramzyt i odrobina sphagnum, które szybko nasiąka wodą. Doniczka jest przezroczysta, dla lepszej wentylacji ma po bokach dodatkowe dziurki. Obawiam się zastosować takiego głębokiego naczynia jakie pokazane jest na schemacie. Po tygodniu mojego eksperymentowania, podłoże stało się bardzo mokre, choć wody wlałam mało, sięgała 1 cm poniżej dna doniczki z rośliną. Pojawiły się nowe korzenie i nadzieja na udaną reanimację. Niestety w doniczce znów było dużo pary na ściankach, a podłoże non stop mokre. W tej sytuacji zamieniłam osłonkę na [b]płytsze [/b]szklane naczynie, do którego włożyłam odwócony plastikowy koszyczek, a na nim postawiłam doniczkę. Knot sięga dna naczynia z wodą, ale doniczka prawie w całości wystaje ponad to naczynie. Dlaczego zaleca się używać [b]głębokich naczyń[/b]? Z tego, co czytałam, falenopsisy potrzebują dostępu powietrza do korzeni, które trzymane cały czas w mokrym podłożu, w osłonce na lustrem wody, nie mają możliwości przeschnąć.
Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam Agnieszka
  • Cytuj Argo

Re: Storczyki bliżej Natury

Post Autor Argo » 27-03-2012, 17:16

Mery pisze:
Rysunek przedstawiony dnia 10-03-2012, pokazuje doniczkę i naczynie na wodę o tym samym kształcie jedynie różniące się wielkością.
Jaka powinna być różnica w obwodach, tj. jaka odległość doniczki od naczynia , by zachować odpowiednie warunki napowietrzenia i parowania? [ Może jest tu duża tolerancja?]....


Przygotowałam rysunek, który mam nadzieję coś nie coś wyjaśni, wiadomo obraz jest wart więcej niż tysiąc słów.
Geometria naczyń.JPG
Geometria naczyń.JPG (24.71 KiB) Przeglądane 4544 razy

Mamy trzy warianty zestawów naczyń, każdy z nich ma swoje wady i zalety.

1. Zestaw ten można najszybciej zrealizować, przeważnie takie kształty mają naczynia powszechnie dostępne. Niestety poza estetyką, bo nadają konstrukcji niejaką lekkość optyczną, mają same wady: pojemność dolnego naczynia stanowiąca rezerwuar wody jest dużo mniejsza niż naczyń w zestawach 2 i 3. Poza tym takie naczynia są wywrotne. Przy rozbudowanej masie zielonej storczyków zwłaszcza tych o asymetrycznym bądź zwisłym pokroju, stanowi to nie mały problem. Często środek ciężkości jest poza podstawą naczynia.

2. Trudno taki zestaw sporządzić, bo ciężko jest znaleźć naczynia o cylindrycznym kształcie, ale jeszcze do zrealizowania z niejakim trudem. Stanowi on wariant pośredni między schematem 1 i 3.

3. Moim zdaniem najlepszy, ale właściwie pozostający w świecie marzeń. Całkowity brak jest takich naczyń. Nie ma on wad zestawu 1, jakkolwiek optycznie robi wrażenie trochę ciężkiego. Pogodzenie estetyki z wymaganiami storczyków w warunkach domowych trudne jest do zrealizowania. Nie bez powodu wymieniałam problem doboru naczyń jako najbardziej kłopotliwy, jednak ze względu na późniejsze korzyści staram się te problemy z lepszym lub gorszym skutkiem rozwiązywać.

Mery pisze:
Jaka powinna być różnica w obwodach, tj. jaka odległość doniczki od naczynia , by zachować odpowiednie warunki napowietrzenia i parowania? [ Może jest tu duża tolerancja?]....



Drugim problemem jest sprawa połączenia owych dwóch naczyń, dolnego i górnego ze sobą. Ponieważ musi być zachowana przestrzeń między jednym a drugim naczyniem i naczynie górne nie może przecież wisieć tak po prostu w powietrzu, to musi być na czymś zawieszona. Moim zdaniem najlepsza byłaby przestrzeń nie mniejsza niż 0,5 ale i nie większa niż 1cm. W przypadku małych naczyń poradziłam sobie wprowadzając swojego rodzaju odstępniki w postaci plastikowych elementów. Są to poprostu kołeczki do mocowania instalacji elektrycznej jakie można nabyć w marketach budowlanych. Są one widoczne na zdjęciach jakie zamieściłam wcześniej. Jeśli chodzi o większe naczynia przydałaby się trochę większa przestrzeń, ale też z braku lepszych rozwiązań stosuję takie zawleczki. Jest to rozwiązanie prowizoryczne. W przyszłości mam zamiar wprowadzić jakieś odstępniki mocowane na stałe do naczyń górnych lub dolnych za pomocą jakiegoś kleju silikonowego (pomysł w trakcie przemyśleń ale jeszce nie realizowany). Można też zawieszać górne baczynie na jakiś plastikowych koszyczkach itp. Myślę, że rozwiązań może być dużo i zależy to od pomysłowości, której mam nadzieję nie brakuje Forumowiczom i każdy może tu coś wnieść ciekawego.

Mery pisze:
Na zdjęciach widzę , że doniczka z naczyniem na wodę umieszczone są w ceramicznej osłonce. Czy nie można wykorzystać takiej osłonki jako pojemnika na wodę?....



Uciekam się często do rozwiązań prowizorycznych jak w przypadku zastosowania ceramicznej osłonki, w którą wstawiony jest zestaw z knotem w celu wyrównania ciężaru masy zielonej rośliny i jej bardzo lekkiej części dolnej z korzeniami.
Oczywiście można do takiego naczynia wlać wodę, będzie to dodatkowe źródło parowania, a więc zwiększania wilgotności powietrza wokół rośliny, dodatkowy bufor temperaturowy jak i dodatkowy obciążnik. To jest rozwiązanie typu rosyjskiej zabawki - "baby w babie". Bardzo korzystne dla storczyków.

Mery pisze:
Czy korzenie storczyka przenoszonego do tej nowej uprawy można lekko owinąć spiralnie paskiem ciętym z maty podsiąkowej , a potem wszystko umieścić na drenażu w doniczce i wtedy podsypać podłożem? ....


Trzecia sprawa dotycząca knota. Przy dość luźnym podłożu jakie ja stosuję (tu ogólnie przyjęta zasada nie zmienia się w związku z metodą) to chciałabym podkreślić, że żaden drenaż nie jest potrzebny, a to dlatego, że drenażem jest tu...knot. Działa on w obie strony, jeśli jest nadmiar wody zalegajacej w naczyniu górnym z rośliną, woda zostanie odprowadzona do dolnego naczynia. W dobrze zrównoważonym podłożu wody jest tylko tyle ile wynika z pojemności samego podłoża a nie pojemności naczynia i wyrównywana jest w miarę ubywania na skutek pobierania przez roślinę i parowania. Wilgotność podłoża w naczyniu górnym, przy stałej dostępności wody w naczyniu dolnym powinna być stała i nie zmieniać się w czasie. Takie zaleganie jest możliwe tylko wówczas gdy w podłożu znajdują się enklawy zbitego podłoża lub jest ono rozłożone lub zamulone. Nawet jesli dodaje się z jakiś powodów ciężkie komponenty podłoża jak keramzyt lub grys kamienny w postaci granitu lub dolomitu powinien on trafić na dno doniczki, jednak nie ze względu na własności drenujące ale po to aby nie uciskał podłoża i nie powodował jego sprasowania w miarę upływu czasu. Storczyki i tak znajdą sobie do tych komponentów dostęp rozbudowując masę korzeniową. Oczywiście nie owijam korzeni storczyków knotem przed posadzeniem i może on być umieszczony dotykając nawet ścianek doniczki. Później oczywiście korzenie rosną jak chcą. Barbara
[quote="Mery"]
Rysunek przedstawiony dnia 10-03-2012, pokazuje doniczkę i naczynie na wodę o tym samym kształcie jedynie różniące się wielkością.
Jaka powinna być różnica w obwodach, tj. jaka odległość doniczki od naczynia , by zachować odpowiednie warunki napowietrzenia i parowania? [ Może jest tu duża tolerancja?]....[/quote]

Przygotowałam rysunek, który mam nadzieję coś nie coś wyjaśni, wiadomo obraz jest wart więcej niż tysiąc słów.
[attachment=0]Geometria naczyń.JPG[/attachment]
Mamy trzy warianty zestawów naczyń, każdy z nich ma swoje wady i zalety.

1. Zestaw ten można najszybciej zrealizować, przeważnie takie kształty mają naczynia powszechnie dostępne. Niestety poza estetyką, bo nadają konstrukcji niejaką lekkość optyczną, mają same wady: pojemność dolnego naczynia stanowiąca rezerwuar wody jest dużo mniejsza niż naczyń w zestawach 2 i 3. Poza tym takie naczynia są wywrotne. Przy rozbudowanej masie zielonej storczyków zwłaszcza tych o asymetrycznym bądź zwisłym pokroju, stanowi to nie mały problem. Często środek ciężkości jest poza podstawą naczynia.

2. Trudno taki zestaw sporządzić, bo ciężko jest znaleźć naczynia o cylindrycznym kształcie, ale jeszcze do zrealizowania z niejakim trudem. Stanowi on wariant pośredni między schematem 1 i 3.

3. Moim zdaniem najlepszy, ale właściwie pozostający w świecie marzeń. Całkowity brak jest takich naczyń. Nie ma on wad zestawu 1, jakkolwiek optycznie robi wrażenie trochę ciężkiego. Pogodzenie estetyki z wymaganiami storczyków w warunkach domowych trudne jest do zrealizowania. Nie bez powodu wymieniałam problem doboru naczyń jako najbardziej kłopotliwy, jednak ze względu na późniejsze korzyści staram się te problemy z lepszym lub gorszym skutkiem rozwiązywać.

[quote="Mery"]
Jaka powinna być różnica w obwodach, tj. jaka odległość doniczki od naczynia , by zachować odpowiednie warunki napowietrzenia i parowania? [ Może jest tu duża tolerancja?]....[/quote]


Drugim problemem jest sprawa połączenia owych dwóch naczyń, dolnego i górnego ze sobą. Ponieważ musi być zachowana przestrzeń między jednym a drugim naczyniem i naczynie górne nie może przecież wisieć tak po prostu w powietrzu, to musi być na czymś zawieszona. Moim zdaniem najlepsza byłaby przestrzeń nie mniejsza niż 0,5 ale i nie większa niż 1cm. W przypadku małych naczyń poradziłam sobie wprowadzając swojego rodzaju odstępniki w postaci plastikowych elementów. Są to poprostu kołeczki do mocowania instalacji elektrycznej jakie można nabyć w marketach budowlanych. Są one widoczne na zdjęciach jakie zamieściłam wcześniej. Jeśli chodzi o większe naczynia przydałaby się trochę większa przestrzeń, ale też z braku lepszych rozwiązań stosuję takie zawleczki. Jest to rozwiązanie prowizoryczne. W przyszłości mam zamiar wprowadzić jakieś odstępniki mocowane na stałe do naczyń górnych lub dolnych za pomocą jakiegoś kleju silikonowego (pomysł w trakcie przemyśleń ale jeszce nie realizowany). Można też zawieszać górne baczynie na jakiś plastikowych koszyczkach itp. Myślę, że rozwiązań może być dużo i zależy to od pomysłowości, której mam nadzieję nie brakuje Forumowiczom i każdy może tu coś wnieść ciekawego.

[quote="Mery"]
Na zdjęciach widzę , że doniczka z naczyniem na wodę umieszczone są w ceramicznej osłonce. Czy nie można wykorzystać takiej osłonki jako pojemnika na wodę?....[/quote]


Uciekam się często do rozwiązań prowizorycznych jak w przypadku zastosowania ceramicznej osłonki, w którą wstawiony jest zestaw z knotem w celu wyrównania ciężaru masy zielonej rośliny i jej bardzo lekkiej części dolnej z korzeniami.
Oczywiście można do takiego naczynia wlać wodę, będzie to dodatkowe źródło parowania, a więc zwiększania wilgotności powietrza wokół rośliny, dodatkowy bufor temperaturowy jak i dodatkowy obciążnik. To jest rozwiązanie typu rosyjskiej zabawki - "baby w babie". Bardzo korzystne dla storczyków.

[quote="Mery"]
Czy korzenie storczyka przenoszonego do tej nowej uprawy można lekko owinąć spiralnie paskiem ciętym z maty podsiąkowej , a potem wszystko umieścić na drenażu w doniczce i wtedy podsypać podłożem? ....[/quote]

Trzecia sprawa dotycząca knota. Przy dość luźnym podłożu jakie ja stosuję (tu ogólnie przyjęta zasada nie zmienia się w związku z metodą) to chciałabym podkreślić, że żaden drenaż nie jest potrzebny, a to dlatego, że drenażem jest tu...knot. Działa on w obie strony, jeśli jest nadmiar wody zalegajacej w naczyniu górnym z rośliną, woda zostanie odprowadzona do dolnego naczynia. W dobrze zrównoważonym podłożu wody jest tylko tyle ile wynika z pojemności samego podłoża a nie pojemności naczynia i wyrównywana jest w miarę ubywania na skutek pobierania przez roślinę i parowania. Wilgotność podłoża w naczyniu górnym, przy stałej dostępności wody w naczyniu dolnym powinna być stała i nie zmieniać się w czasie. Takie zaleganie jest możliwe tylko wówczas gdy w podłożu znajdują się enklawy zbitego podłoża lub jest ono rozłożone lub zamulone. Nawet jesli dodaje się z jakiś powodów ciężkie komponenty podłoża jak keramzyt lub grys kamienny w postaci granitu lub dolomitu powinien on trafić na dno doniczki, jednak nie ze względu na własności drenujące ale po to aby nie uciskał podłoża i nie powodował jego sprasowania w miarę upływu czasu. Storczyki i tak znajdą sobie do tych komponentów dostęp rozbudowując masę korzeniową. Oczywiście nie owijam korzeni storczyków knotem przed posadzeniem i może on być umieszczony dotykając nawet ścianek doniczki. Później oczywiście korzenie rosną jak chcą. Barbara
  • Cytuj Argo

Re: Storczyki bliżej Natury

Post Autor Argo » 20-03-2012, 15:33

titus1 pisze:...a czy czasem nie przeceniasz roli glonów? Niektóre produkują substancje toksyczne. ..


Co do glonów, to i owszem są wśród nich gatunki toksyczne, dotyczy to głównie glonów z grupy sinic bowiem wydzielają one toksyny trujące dla ryb i innych zwierząt i oczywiście człowieka. Nie należy zatem pić nawet przegotownej wody, w którym są zakwity tych organizmów. To nie one same trują, tylko ich produkty toksyczne rozpuszczone w wodzie a więc nie pomogłoby nawet odzielenie tych glonów od wody. Poza tym istnieje spór wśród algologów czy są to glony czy bakterie. Posiadają tylko jeden rodzaj chlorofilu i w związku z tym kolor ich kolonii jest sinozielony (stąd nazwa). Są prawdziwym utrapieniem akwarystów. Nigdzie jednak nie natknęłam się na informację o ich toksyczności wobec roślin a więc pytanie o toksyczność należałoby rozpatrywać zawsze w stosuku do czego lub kogo. Glony te najczęściej przyjmują formę różnych kolonii w postaci nitek lub powierzchniowych kożuchów i po tym najłatwiej je rozpoznać. W hodowli storczyków raczej rzadko występują, u mnie spotkałam się z tego rodzaju glonami, ale zawsze po jakimś czasie zostają one zastępowane przez inne glony, na ogół zielenice (o kolorze żywozielonym, tworzace luźną zawiesinę) i okrzemki (brunatne naloty na ściankach). Tu jednak chciałabym podkreślić, że poza aspektem toksyn wydzielanych do środowiska i to wtedy gdy rozrosną sie w nadmiarze, to na ogół ich działanie w przyrodzie uważa się za korzystne, ponieważ nie tylko są organizmami samożywnymi ale jeszcze do tego potrafią wiązać azot z powietrza. Niektóre z nich wchodzą w symbiozę z grzybami i to sa porosty. Nie można jednak problemu toksyczności niektórych glonów wrzucać do zagadnienia glony jako pojęcia ogólnego, bo cała rzesza glonów nie jest toksyczna, ba nawet jadalna. Istnieją nawet specjalne hodowle glonów w celach leczniczych i jako suplementów diety. Z glonami zatem jest tak jak z bakteriami tylko nie wiele jest chorobotwórczych natomiast niezliczona masa pożytecznych: tak samo z grzybami, są pasożytnicze (dla niektórych trujące) ale też i mikoryzowe i saprofityczne. Przy ograniczonej liczbie organizmów niekorzystnych istnieje cała reszta tych bez których świat nie mógłby się obejść. Powiem przy tej okazji więcej, zwykle jest tak, że im bardziej eliminujemy ze środowiska organizmy saprofityczne i te, które są nieszkodliwe tym większe dajemy pole do popisu organizmom szkodliwym. Wyobraźmy sobie hodowlę storczyków, w której wszystko jest jałowe: pozbyliśmy sie wszystkich bakterii, grzybów, wprowadziliśmy sztuczne podłoża, sztuczne nawozy ale kto tam oprócz storczyków może wytrzymać? A no tylko patogeny, bo tylko one mają co jeść.. nasze storczyki. Potem musimy je przeganiać pestycydami, ale przyroda nie znosi próżni więc powrócą, napewno.
Filozofia bliżej natury skłania raczej do działań odwrotnych, do wypełnienia wszystkich miejsc organizmami pożytecznymi aby dla intruzów ich zabrakło. Łączy się to z pojęciem probiotyków, które są wprowadzane do ogrodnictwa i medycyny człowieka i zwierząt.To skłania tak myślących ludzi do stwarzania takich warunków aby mogły one zagościć i bedą miały co jeść. Jest to przyczynek do idei "odżywiania podłoża".
[quote="titus1"]
...a czy czasem nie przeceniasz roli glonów? Niektóre produkują substancje toksyczne. ..[/quote]

Co do glonów, to i owszem są wśród nich gatunki toksyczne, dotyczy to głównie glonów z grupy sinic bowiem wydzielają one toksyny trujące dla ryb i innych zwierząt i oczywiście człowieka. Nie należy zatem pić nawet przegotownej wody, w którym są zakwity tych organizmów. To nie one same trują, tylko ich produkty toksyczne rozpuszczone w wodzie a więc nie pomogłoby nawet odzielenie tych glonów od wody. Poza tym istnieje spór wśród algologów czy są to glony czy bakterie. Posiadają tylko jeden rodzaj chlorofilu i w związku z tym kolor ich kolonii jest sinozielony (stąd nazwa). Są prawdziwym utrapieniem akwarystów. Nigdzie jednak nie natknęłam się na informację o ich toksyczności wobec roślin a więc pytanie o toksyczność należałoby rozpatrywać zawsze w stosuku do czego lub kogo. Glony te najczęściej przyjmują formę różnych kolonii w postaci nitek lub powierzchniowych kożuchów i po tym najłatwiej je rozpoznać. W hodowli storczyków raczej rzadko występują, u mnie spotkałam się z tego rodzaju glonami, ale zawsze po jakimś czasie zostają one zastępowane przez inne glony, na ogół zielenice (o kolorze żywozielonym, tworzace luźną zawiesinę) i okrzemki (brunatne naloty na ściankach). Tu jednak chciałabym podkreślić, że poza aspektem toksyn wydzielanych do środowiska i to wtedy gdy rozrosną sie w nadmiarze, to na ogół ich działanie w przyrodzie uważa się za korzystne, ponieważ nie tylko są organizmami samożywnymi ale jeszcze do tego potrafią wiązać azot z powietrza. Niektóre z nich wchodzą w symbiozę z grzybami i to sa porosty. Nie można jednak problemu toksyczności niektórych glonów wrzucać do zagadnienia glony jako pojęcia ogólnego, bo cała rzesza glonów nie jest toksyczna, ba nawet jadalna. Istnieją nawet specjalne hodowle glonów w celach leczniczych i jako suplementów diety. Z glonami zatem jest tak jak z bakteriami tylko nie wiele jest chorobotwórczych natomiast niezliczona masa pożytecznych: tak samo z grzybami, są pasożytnicze (dla niektórych trujące) ale też i mikoryzowe i saprofityczne. Przy ograniczonej liczbie organizmów niekorzystnych istnieje cała reszta tych bez których świat nie mógłby się obejść. Powiem przy tej okazji więcej, zwykle jest tak, że im bardziej eliminujemy ze środowiska organizmy saprofityczne i te, które są nieszkodliwe tym większe dajemy pole do popisu organizmom szkodliwym. Wyobraźmy sobie hodowlę storczyków, w której wszystko jest jałowe: pozbyliśmy sie wszystkich bakterii, grzybów, wprowadziliśmy sztuczne podłoża, sztuczne nawozy ale kto tam oprócz storczyków może wytrzymać? A no tylko patogeny, bo tylko one mają co jeść.. nasze storczyki. Potem musimy je przeganiać pestycydami, ale przyroda nie znosi próżni więc powrócą, napewno.
Filozofia bliżej natury skłania raczej do działań odwrotnych, do wypełnienia wszystkich miejsc organizmami pożytecznymi aby dla intruzów ich zabrakło. Łączy się to z pojęciem probiotyków, które są wprowadzane do ogrodnictwa i medycyny człowieka i zwierząt.To skłania tak myślących ludzi do stwarzania takich warunków aby mogły one zagościć i bedą miały co jeść. Jest to przyczynek do idei "odżywiania podłoża".
  • Cytuj Argo

Re: Storczyki bliżej Natury

Post Autor Argo » 14-03-2012, 23:27

Marysiu, ja tnę zwykle paski szerokości ok. 1,5cm tylko do bardzo małych doniczek troszkę cieńsze 0,75-1cm. Ważniejsza jest długość knota. Knotów nie skręcam wokół własnej osi ale staram sie w miarę możliwości zakreślać w podłożu spiralę wstępującą do góry, tak aby wszystkie warstwy miały dostęp do knota. Korzenie chętnie przerastają matę zwłaszcza tych storczyków, które mają cieńsze korzenie ale to nie przeszkadza. Oczywiście taki knot jest bardzo trwały i z powodzeniem służy kilka lat. Gdyby trzeba było przesadzić storczyka to można tego knota nie wydłubywać spomiędzy korzeni (jeśli będzie poprzerastany), tylko razem z nim posadzić do nowego podłoża. Zatem knotów nie trzeba wymieniać. Wodę w pojemniku uzupełniam zależnie od szybkości jej ubywania. Zwykle te objętości, które mieszczą się w zastosowanych naczyniach starczają latem na ok 2 tygodnie. Zimą kiedy grzeją kaloryfery i powietrze jest suche to i zdarza się, że co 4 dni. Wsród storczyków znajdują sie też "pijacy" np. taka Beallara Peggy Ruth Carpenter wypija dwa razy więcej wody niż duży Phalaenopsis. Trudność polega tu na tym aby dobrać pojemność dolnego pojemnika do wielkości rośliny i jej apetytu na wodę, tak aby wszystkie storczyki można było podlewać w tym samym czasie ale to już trzeba wypraktykować. Oczywiście od czasu do czasu taki pojemnik trzeba oczyścić bo łatwo lęgną sie w nim glony, ale ja nie walczę z nimi tylko redukuję populację. Wtedy też opłukuję pod bieżącą wodą wystające z doniczki knoty. Glony są nawet potrzebne w niedużej ilości bo pochłaniają ewentualny nadmiar nawozów i przyczyniaja się do zachowania jako takiej równowagi. Pełnią one rolę owych hiacyntów wodnych z kanałów "chinampas". Więc robię to wtedy gdy widzę, że tych glonów robi się za dużo. Ale o tym będę jeszcze pisać. Basia
Marysiu, ja tnę zwykle paski szerokości ok. 1,5cm tylko do bardzo małych doniczek troszkę cieńsze 0,75-1cm. Ważniejsza jest długość knota. Knotów nie skręcam wokół własnej osi ale staram sie w miarę możliwości zakreślać w podłożu spiralę wstępującą do góry, tak aby wszystkie warstwy miały dostęp do knota. Korzenie chętnie przerastają matę zwłaszcza tych storczyków, które mają cieńsze korzenie ale to nie przeszkadza. Oczywiście taki knot jest bardzo trwały i z powodzeniem służy kilka lat. Gdyby trzeba było przesadzić storczyka to można tego knota nie wydłubywać spomiędzy korzeni (jeśli będzie poprzerastany), tylko razem z nim posadzić do nowego podłoża. Zatem knotów nie trzeba wymieniać. Wodę w pojemniku uzupełniam zależnie od szybkości jej ubywania. Zwykle te objętości, które mieszczą się w zastosowanych naczyniach starczają latem na ok 2 tygodnie. Zimą kiedy grzeją kaloryfery i powietrze jest suche to i zdarza się, że co 4 dni. Wsród storczyków znajdują sie też "pijacy" np. taka Beallara Peggy Ruth Carpenter wypija dwa razy więcej wody niż duży Phalaenopsis. Trudność polega tu na tym aby dobrać pojemność dolnego pojemnika do wielkości rośliny i jej apetytu na wodę, tak aby wszystkie storczyki można było podlewać w tym samym czasie ale to już trzeba wypraktykować. Oczywiście od czasu do czasu taki pojemnik trzeba oczyścić bo łatwo lęgną sie w nim glony, ale ja nie walczę z nimi tylko redukuję populację. Wtedy też opłukuję pod bieżącą wodą wystające z doniczki knoty. Glony są nawet potrzebne w niedużej ilości bo pochłaniają ewentualny nadmiar nawozów i przyczyniaja się do zachowania jako takiej równowagi. Pełnią one rolę owych hiacyntów wodnych z kanałów "chinampas". Więc robię to wtedy gdy widzę, że tych glonów robi się za dużo. Ale o tym będę jeszcze pisać. Basia
  • Cytuj Argo

Re: Storczyki bliżej Natury

Post Autor Argo » 14-03-2012, 18:47

Witam
Zgodnie z obietnicą zamieszczam kilka zdjęć hodowanych opisaną metodą „knotową”. Chciałam tu przedstawić storczyki o różnych wymaganiach uprawowych.
Na początek Cycnoches chlorochilon. Storczyka kupiłam w marcu 2011, mam go więc rok.
Cycnoches Chlorochilon.JPG
Fot. 1 Cycnoches chlorochilon
Cycnoches Chlorochilon.JPG (122.99 KiB) Przeglądane 4790 razy

Zdjęcia 1A i 1B zostały zrobione jesienią ubiegłego roku. Strzałki na zdjęciu B wskazują na pseudobulwy, które zostały zakupione: było ich dwie, większa miała 10cm. Kwitnący przyrost jest już mojej hodowli i osiągnął wielkość 13 cm, mimo, że nie jest dużo dłuższy od poprzedniczki to jednak był grubszy i stosunkowo dorodny, obdarował mnie też dwoma kwiatami (zdjęcie 1A). Niewielkie zażółcenia na końcach liści wskazują na pierwsze objawy wchodzenia storczyka w stan uśpienia. Storczyk ten przez cały okres wegetacyjny rósł na knocie. Po kwitnieniu knot został podwinięty do góry i przymocowany do brzegu doniczki. W czasie zasypiania był od czasu do czasu przelewany wodą. Kiedy wszedł już w głęboki sen zaprzestałam podlewania całkowicie. Ale zawsze stała woda w dolnym naczyniu. Ponieważ knot nie dostawał do wody, podłoże nie nasiąkało, jednak para wodna obecna zawsze w podłożu sprzyjała zachowaniu korzeni tak, że storczyk przezimował w dobrym stanie mimo suchego powietrza w mieszkaniu i obudził się już w lutym.
Gdy zaczęły wyrastać korzenie z nowego przyrostu storczyk został przesadzony do nowego podłoża. Jednocześnie odcięłam stare pseudobulwy w celu rozmnożenia. (cychnochesy w przeciwieństwie do innych sympodialnych storczyków można dzielić na poszczególne pseudobulwy bez szkody dla ich wzrostu). Zdjęcia 1C i 1D przedstawiają stan aktualny (zdjęcia robiłam dwa dni temu). Na zdjęciu 1C zaznaczony czerwoną strzałką widoczny jest knot wybiegający z doniczki. W tym momencie storczyk już od tygodnia czerpie wodę do woli, macierzysta pseudobulwa jest jędrna i widać, że jej korzenie funkcjonują. Gdy korzenie młodego przyrostu jeszcze trochę podrosną zacznę roślinę nawozić.
Dendrobium friedericksianum.JPG
Fot. 2 Dendrobium friedericksianum
Dendrobium friedericksianum.JPG (130.88 KiB) Przeglądane 4790 razy


Dendrobium friedericksianum. Jest to dendrobium zaliczane do sekcji nobile, ma zwisające pseudobulwy, na starszych z nich liście opadadają, kwitnie też na starszych bezlistnych już pseudobulwach. Ten storczyk jest rośliną o wymaganiach temperaturowych umiarkowanych, jednak jest bardzo tolerancyjny, znosi zarówno ciepło jak i chłód. U mnie zimuje bardzo blisko szyby okiennej, Fot. 2A. W okresie spoczynku jest niepodlewany i momo dość suchego powietrza nie zgubił liści z najmłodszych pseudobulw. Roślinę zakupiłam dwa lata temu, na wiosnę 2010, z czterema małymi pseudobulwami zaznaczonymi na fot. 2D żółtymi strzałkami. Najdłuższa z nich miała10cm. W okresie wegetacyjnym dochowałam się trzech pseudobulw zaznaczonych czerwonymi strzałkami, były one średnio 2-3 razy dłuższe od swoich poprzedniczek. W ubiegłorocznym sezonie dochowałam się następnych trzech pseudobulw, z których najdłuższa osiągnęła 70cm fot. 2B (płytka glazury w tle ma 20cm szerokości). Nie wiem jakiej długości mogą być maksymalnie pseudobulwy u tego storczyka; w arkuszu uprawy zamieszczonym w Orchidarium napisane jest 40-50cm. Widać może być więcej. Ku mojej uciesze na jednej z dwuletnich pseudobulw zauważyłam wypuszczony pęd kwiatowy (fot 2D, niebieska strzałka). Może wreszcie zobaczę co hoduję. Roślinę uprawiam dokładnie w takim samym cyklu jak opisanego wyżej Cycnochesa.
Phalaenopsis lindenii.JPG
Fot. 3 Phalaenopsis lindenii
Phalaenopsis lindenii.JPG (93.71 KiB) Przeglądane 4790 razy

Phalaenopsis lindeni, storczyk botaniczny. Roślina jest mała, zakupiona późnym latem ubiegłego roku i prawie od razu posadzona metodą knotową. Do jesieni ładnie się ukorzeniła i nawet zaczęła wypuszczać nowy liść, który jednak w czasie zimy bardzo wolno rósł. Nie mniej w tej chwili osiągnął wielkość porównywalną do poprzednich i chyba nadal rośnie (fot. 3 zdjęcie prawe). Na pierwszym zdjęciu widać prześwitujący przez półprzezroczyste naczynie knot. Cały rok wodę ma pod dostatkiem. Roślinę zalicza się do dosyć trudnych w uprawie. U mnie oczywiście nie kwitł, ale też jest u mnie dosyć krótko.
Phalaenopsis hybr..jpg
Fot. 4 Phalaenopsis hybr.
Phalaenopsis hybr..jpg (90.93 KiB) Przeglądane 4790 razy

Phalenopsis hybryda. Nieoznaczona hybryda rośnie u mnie już 7 lat. Jest to najdłużej hodowany storczyk ta metodą, w tej chwili wymaga już odmłodzenia. Stał się zbyt duży, zbyt ciężki i co za tym idzie kłopotliwy. Dla ułatwienia określenia jego wielkości umieściłam pudełko zapałek przed naczyniem, w którym rośnie. Jego liście mają długość ponad 30 cm, a długość pędu kwiatowego ok. 90cm (mój balkon ma właśnie taką szerokość więc manewrowanie takim kwiatem w czasie kwitnienia wymaga nie lada ekwilibrystyki). Niestety już przekwitł. Miał w sumie 18 kwiatów na pędzie. Swoich hybrydowych falaenopsisów nie przesadzam, kiedy stają się zbyt duże po prostu je odmładzam. Kiedyś zachowywałam starą karpę, z której uzyskiwałam tzw. „basal keiki”, teraz z braku miejsca już tego nie robię. Roślina rośnie cały rok ze swobodnym dostępem do wody.

Tą metodą uprawiam wszystkie swoje storczyki (Paphiopedila, Cattleye, Aerangisy …itp.) nawet te najmniejsze (inne rośliny także), dzięki temu mogę spokojnie opuścić je na dwa tygodnie latem nie martwiąc się, że wyschnie mi cała kolekcja”

Co do tej metody, należy zrobić jeszcze jedną uwagę, jeśliby woda w dolnym naczyniu została wyczerpana i knot wysechł, to oczywiście nie wystarczy wtedy nalać wody do naczynia; suchy knot nie pociągnie wody!!! Trzeba wtedy niestety zanurzyć całą doniczkę z knotem w wodzie tak jak to się robi w metodzie standardowej. Ale gdy knot jest mokry i jest nawet odrobina wody w naczyniu dolnym można po prostu tylko wodę uzupełniać. Pozdrawiam Barbara.
Witam
Zgodnie z obietnicą zamieszczam kilka zdjęć hodowanych opisaną metodą „knotową”. Chciałam tu przedstawić storczyki o różnych wymaganiach uprawowych.
Na początek Cycnoches chlorochilon. Storczyka kupiłam w marcu 2011, mam go więc rok.
[attachment=3]Cycnoches Chlorochilon.JPG[/attachment]
Zdjęcia 1A i 1B zostały zrobione jesienią ubiegłego roku. Strzałki na zdjęciu B wskazują na pseudobulwy, które zostały zakupione: było ich dwie, większa miała 10cm. Kwitnący przyrost jest już mojej hodowli i osiągnął wielkość 13 cm, mimo, że nie jest dużo dłuższy od poprzedniczki to jednak był grubszy i stosunkowo dorodny, obdarował mnie też dwoma kwiatami (zdjęcie 1A). Niewielkie zażółcenia na końcach liści wskazują na pierwsze objawy wchodzenia storczyka w stan uśpienia. Storczyk ten przez cały okres wegetacyjny rósł na knocie. Po kwitnieniu knot został podwinięty do góry i przymocowany do brzegu doniczki. W czasie zasypiania był od czasu do czasu przelewany wodą. Kiedy wszedł już w głęboki sen zaprzestałam podlewania całkowicie. Ale zawsze stała woda w dolnym naczyniu. Ponieważ knot nie dostawał do wody, podłoże nie nasiąkało, jednak para wodna obecna zawsze w podłożu sprzyjała zachowaniu korzeni tak, że storczyk przezimował w dobrym stanie mimo suchego powietrza w mieszkaniu i obudził się już w lutym.
Gdy zaczęły wyrastać korzenie z nowego przyrostu storczyk został przesadzony do nowego podłoża. Jednocześnie odcięłam stare pseudobulwy w celu rozmnożenia. (cychnochesy w przeciwieństwie do innych sympodialnych storczyków można dzielić na poszczególne pseudobulwy bez szkody dla ich wzrostu). Zdjęcia 1C i 1D przedstawiają stan aktualny (zdjęcia robiłam dwa dni temu). Na zdjęciu 1C zaznaczony czerwoną strzałką widoczny jest knot wybiegający z doniczki. W tym momencie storczyk już od tygodnia czerpie wodę do woli, macierzysta pseudobulwa jest jędrna i widać, że jej korzenie funkcjonują. Gdy korzenie młodego przyrostu jeszcze trochę podrosną zacznę roślinę nawozić.
[attachment=2]Dendrobium friedericksianum.JPG[/attachment]

Dendrobium friedericksianum. Jest to dendrobium zaliczane do sekcji nobile, ma zwisające pseudobulwy, na starszych z nich liście opadadają, kwitnie też na starszych bezlistnych już pseudobulwach. Ten storczyk jest rośliną o wymaganiach temperaturowych umiarkowanych, jednak jest bardzo tolerancyjny, znosi zarówno ciepło jak i chłód. U mnie zimuje bardzo blisko szyby okiennej, Fot. 2A. W okresie spoczynku jest niepodlewany i momo dość suchego powietrza nie zgubił liści z najmłodszych pseudobulw. Roślinę zakupiłam dwa lata temu, na wiosnę 2010, z czterema małymi pseudobulwami zaznaczonymi na fot. 2D żółtymi strzałkami. Najdłuższa z nich miała10cm. W okresie wegetacyjnym dochowałam się trzech pseudobulw zaznaczonych czerwonymi strzałkami, były one średnio 2-3 razy dłuższe od swoich poprzedniczek. W ubiegłorocznym sezonie dochowałam się następnych trzech pseudobulw, z których najdłuższa osiągnęła 70cm fot. 2B (płytka glazury w tle ma 20cm szerokości). Nie wiem jakiej długości mogą być maksymalnie pseudobulwy u tego storczyka; w arkuszu uprawy zamieszczonym w Orchidarium napisane jest 40-50cm. Widać może być więcej. Ku mojej uciesze na jednej z dwuletnich pseudobulw zauważyłam wypuszczony pęd kwiatowy (fot 2D, niebieska strzałka). Może wreszcie zobaczę co hoduję. Roślinę uprawiam dokładnie w takim samym cyklu jak opisanego wyżej Cycnochesa.
[attachment=1]Phalaenopsis lindenii.JPG[/attachment]
Phalaenopsis lindeni, storczyk botaniczny. Roślina jest mała, zakupiona późnym latem ubiegłego roku i prawie od razu posadzona metodą knotową. Do jesieni ładnie się ukorzeniła i nawet zaczęła wypuszczać nowy liść, który jednak w czasie zimy bardzo wolno rósł. Nie mniej w tej chwili osiągnął wielkość porównywalną do poprzednich i chyba nadal rośnie (fot. 3 zdjęcie prawe). Na pierwszym zdjęciu widać prześwitujący przez półprzezroczyste naczynie knot. Cały rok wodę ma pod dostatkiem. Roślinę zalicza się do dosyć trudnych w uprawie. U mnie oczywiście nie kwitł, ale też jest u mnie dosyć krótko.
[attachment=0]Phalaenopsis hybr..jpg[/attachment]
Phalenopsis hybryda. Nieoznaczona hybryda rośnie u mnie już 7 lat. Jest to najdłużej hodowany storczyk ta metodą, w tej chwili wymaga już odmłodzenia. Stał się zbyt duży, zbyt ciężki i co za tym idzie kłopotliwy. Dla ułatwienia określenia jego wielkości umieściłam pudełko zapałek przed naczyniem, w którym rośnie. Jego liście mają długość ponad 30 cm, a długość pędu kwiatowego ok. 90cm (mój balkon ma właśnie taką szerokość więc manewrowanie takim kwiatem w czasie kwitnienia wymaga nie lada ekwilibrystyki). Niestety już przekwitł. Miał w sumie 18 kwiatów na pędzie. Swoich hybrydowych falaenopsisów nie przesadzam, kiedy stają się zbyt duże po prostu je odmładzam. Kiedyś zachowywałam starą karpę, z której uzyskiwałam tzw. „basal keiki”, teraz z braku miejsca już tego nie robię. Roślina rośnie cały rok ze swobodnym dostępem do wody.

Tą metodą uprawiam wszystkie swoje storczyki (Paphiopedila, Cattleye, Aerangisy …itp.) nawet te najmniejsze (inne rośliny także), dzięki temu mogę spokojnie opuścić je na dwa tygodnie latem nie martwiąc się, że wyschnie mi cała kolekcja”

Co do tej metody, należy zrobić jeszcze jedną uwagę, jeśliby woda w dolnym naczyniu została wyczerpana i knot wysechł, to oczywiście nie wystarczy wtedy nalać wody do naczynia; suchy knot nie pociągnie wody!!! Trzeba wtedy niestety zanurzyć całą doniczkę z knotem w wodzie tak jak to się robi w metodzie standardowej. Ale gdy knot jest mokry i jest nawet odrobina wody w naczyniu dolnym można po prostu tylko wodę uzupełniać. Pozdrawiam Barbara.
  • Cytuj Argo

Re: Storczyki bliżej Natury

Post Autor Argo » 10-03-2012, 03:44

Witam serdecznie, jakoś dyskutanci nie dopisują, a obok widzę jeden z takich pomysłów zastosowanych do Phalaenopsis

viewtopic.php?f=3&t=2126

a także wcześniej:

viewtopic.php?f=3&t=1923&p=12761&hilit=Storczyki+w+szkle#p12761.

Nie znalazłam tam jednak informacji jak długo daje się utrzymywać tak hodowane storczyki. Może eksperyment nie trwał jeszcze zbyt długo i trudno powiedzieć... No cóż poczekamy.

Jedynie Mery pochwaliła się swoim nowym pomysłem, tu z kolei w zastosowaniu do storczyków rosnących na podkładkach. Bardzo mnie to zainteresowało. Mery może opisałabyś jak długo uprawiasz tą metodą storczyki i podzieliła się z nami swoimi obserwacjami.

Metodę, którą chcę tu opisać stosuję już bardzo długo. Pierwszego storczyka posadziłam w ten sposób ok. 5 lat temu. Był to oczywiście Phalaenopsis. Zwykle biedne, popularne hybrydy służą za króliki doświadczalne. Nie jestem jednak okrutna, i gdyby szło coś nie tak na pewno zmieniłabym w porę metodę. Dopóki jednak wszystko przebiegało dobrze i storczyk był zadowolony, obserwowałam tylko jak rośnie. Dopiero po dwóch latach, gdy nie działo się nic złego z moim "króliczkiem" odważyłam się metodę zastosować do kolejnych roślin. Tą metodą uprawiam nawet... "śpiocha", którego posiadam czyli Cycnoches chlorochilon. Ale o tym później.

W ostatniej podróży do "chinampas" dowiedzieliśmy się o zjawisku podsiąkania. Oczywiście swoich storczyków nie posadziłam na wysokim nasypie podłoża, byłoby to niemożliwe. Natomiast w małej doniczce w warunkach bezodpływowych moim zdaniem istnieje zbyt duże ryzyko postania warunków beztlenowych i zagniwania korzeni. Zastosowałam zatem połączenie podłoża ze zbiornikiem wodnym za pomocą knota. Zresztą metoda nie jest tak całkiem nowa, stosowana była tu i ówdzie np. do fiołków afrykańskich. Opis takiej hodowli znalazłam niegdyś na jakimś rosyjskim forum. Nowością jest tutaj zastosowanie do storczyków.

I tu pozwolę sobie dać pewną uwagę: nie radzę wpadać w związku z tą całą moją pisaniną w 'hurra optymizm" i przestawianiu hurtem wszystkich storczyków z parapetu na nową metodę. Tym, którzy odważą się, radzę na początku spróbować na jednym storczyku i zobaczyć przynajmniej przez jeden sezon jak to pracuje w naszych rękach. Warunek storczyk musi być zdrowy a do tego trochę przed tym przygotowany.

Rysunek, który przedstawia tę ideę zamieszczam poniżej.(Proszę o wyrozumiałość dla niezdarności mojego dzieła)

Przebieg knota w naczyniach.JPG
Przebieg knota w naczyniach
Przebieg knota w naczyniach.JPG (45.81 KiB) Przeglądane 4887 razy


Jest to oczywiście tylko schemat, przedstawiający jej zasadnicze elementy i nie uwzględnia żadnych szczegółów technicznych. A wiadomo co tkwi w szczegółach.

Zacznijmy od podstawowego elementu tego urządzenia tj. od knota. Knotem może być oczywiście wszystko co wykazuje zdolność do nasiąkania wodą np. bawełna lub wełna: niestety te materiały są nietrwałe i po pewnym czasie uległyby biodegradacji i... byłoby po knocie. Są oczywiście w handlu maty podsiąkowe, specjalne do tych celów a więc trwałe. Można je także przycinać w zależności od potrzeb. I takich ja używam. Niestety w tym miejscu nie mogę podać nazwy producenta, aby nie być posądzoną o reklamę. Zainteresowani jednak mogą znaleźć informację wpisując w wyszukiwarkę internetową hasło: "mata podsiąkowa". Lojalnie jednak uprzedzam, że nie jest to produkt tani, choć starcza na zrobienie bardzo dużej ilości knotów. Nie uważam też aby na początek było to potrzebne, bo może okazać się, że metoda jednak nie będzie nam odpowiadać, więc lepiej nie śpieszyć się z wydatkami. Jest wyjście zastępcze, można taki knot zrobić z... damskiej pończochy. Czy z każdej? Nie, wiadomo że zrobione są z różnych włókien i nie każdy jego rodzaj będzie miał odpowiednie właściwości. Sprawdzić to można bardzo łatwo mocząc i zanurzając materiał w wodzie, jeśli tonie - jest dobry , jeśli pływa po powierzchni wody - trzeba poszukać wyrobu z innego włókna. Potem trzeba sprawdzić czy wybrany przez nas knot przewodzi wodę. W tym celu przygotowujemy dwa niewielkie naczynia; do jednego wlewamy wody i stawiamy je na jakiejś podstawce tak aby było wyżej od drugiego naczynia, do którego nie nalewamy wody. Oba naczynia łączymy mokrym (to ważne!!!) knotem, jeśli woda z wyższego naczynia przechodzi do naczynia niższego to znaczy, że dobraliśmy odpowiedni materiał. Trzeba też wziąć pod uwagę kierunek nici w knocie zwłaszcza w przypadku dzianin; w jednym kierunku mogą wodę przewodzić dobrze a w prostopadłym już nie.
Teraz ważna jest długość knota. Musi on sięgać do dna dolnego naczynia, natomiast w naczyniu górnym, w którym posadzimy naszą roślinę zwijamy go w spiralę pnącą się do góry, tak aby kolejne warstwy podłoża miały z nim styczność, nie może on jednak wystawać nad podłoże. Knot taki oczywiście przeprowadzamy przez jeden z otworów w dnie doniczki bądź koszyczka.

Następnym ważnym elementem jest przestrzeń powietrzna między naczyniem dolnym i górnym, pojemnik z rośliną nie może dotykać do lustra wody w pojemniku dolnym. Ważne jest też odpowietrzenie czyli przestrzeń między naczyniami tak aby umożliwić tam cyrkulację powietrza i pary wodnej. Tu jednak sprawa jest najtrudniejsza gdyż bardzo trudno dobrać tak dwa naczynia: górne i dolne aby wszystko dopasować do naszych potrzeb. Sprawa pojemności dolnego naczynia też jest nie bagatelna gdyż nalana tam woda musi starczyć na określony czas. Gotowych rozwiązań tu nie ma. Nawet ja, jak dotychczas konstruuję tylko prowizorki. Mam oczywiście wyobrażenie o takim idealnym naczyniu, trudność jednak leży w realizacji.

W ten oto sposób uwzględniłam dwa spośród wymienionych czynników: ciągły dostęp do wody i bufor temperaturowy. Woda parując pochłania ciepło co chroni korzenie przed przegrzaniem, z kolei jej obecność w pojemniku powoli oddaje ciepło co powoduje, że podłoże nie wyziębia się tak gwałtownie. Różnice temperatur mogą oczywiście wystąpić w przeciągu doby, jednak nie są one wtedy tak gwałtowne. Tu przydałoby się kilka zdjęć obrazujących metodę, muszę jednak je dopiero zrobić. Cóż cały ten wątek prowadzę "na żywo" więc nie wszystko mam przygotowane a i czasu nie zawsze starcza. Pozdrawiam Barbara
Witam serdecznie, jakoś dyskutanci nie dopisują, a obok widzę jeden z takich pomysłów zastosowanych do Phalaenopsis

http://www.forum.storczyki.pl/viewtopic.php?f=3&t=2126

a także wcześniej:

http://www.forum.storczyki.pl/viewtopic.php?f=3&t=1923&p=12761&hilit=Storczyki+w+szkle#p12761.

Nie znalazłam tam jednak informacji jak długo daje się utrzymywać tak hodowane storczyki. Może eksperyment nie trwał jeszcze zbyt długo i trudno powiedzieć... No cóż poczekamy.

Jedynie Mery pochwaliła się swoim nowym pomysłem, tu z kolei w zastosowaniu do storczyków rosnących na podkładkach. Bardzo mnie to zainteresowało. Mery może opisałabyś jak długo uprawiasz tą metodą storczyki i podzieliła się z nami swoimi obserwacjami.

Metodę, którą chcę tu opisać stosuję już bardzo długo. Pierwszego storczyka posadziłam w ten sposób ok. 5 lat temu. Był to oczywiście Phalaenopsis. Zwykle biedne, popularne hybrydy służą za króliki doświadczalne. Nie jestem jednak okrutna, i gdyby szło coś nie tak na pewno zmieniłabym w porę metodę. Dopóki jednak wszystko przebiegało dobrze i storczyk był zadowolony, obserwowałam tylko jak rośnie. Dopiero po dwóch latach, gdy nie działo się nic złego z moim "króliczkiem" odważyłam się metodę zastosować do kolejnych roślin. Tą metodą uprawiam nawet... "śpiocha", którego posiadam czyli Cycnoches chlorochilon. Ale o tym później.

W ostatniej podróży do "chinampas" dowiedzieliśmy się o zjawisku podsiąkania. Oczywiście swoich storczyków nie posadziłam na wysokim nasypie podłoża, byłoby to niemożliwe. Natomiast w małej doniczce w warunkach bezodpływowych moim zdaniem istnieje zbyt duże ryzyko postania warunków beztlenowych i zagniwania korzeni. Zastosowałam zatem połączenie podłoża ze zbiornikiem wodnym za pomocą knota. Zresztą metoda nie jest tak całkiem nowa, stosowana była tu i ówdzie np. do fiołków afrykańskich. Opis takiej hodowli znalazłam niegdyś na jakimś rosyjskim forum. Nowością jest tutaj zastosowanie do storczyków.

I tu pozwolę sobie dać pewną uwagę: nie radzę wpadać w związku z tą całą moją pisaniną w 'hurra optymizm" i przestawianiu hurtem wszystkich storczyków z parapetu na nową metodę. Tym, którzy odważą się, radzę na początku spróbować na jednym storczyku i zobaczyć przynajmniej przez jeden sezon jak to pracuje w naszych rękach. Warunek storczyk musi być zdrowy a do tego trochę przed tym przygotowany.

Rysunek, który przedstawia tę ideę zamieszczam poniżej.(Proszę o wyrozumiałość dla niezdarności mojego dzieła)

[attachment=0]Przebieg knota w naczyniach.JPG[/attachment]

Jest to oczywiście tylko schemat, przedstawiający jej zasadnicze elementy i nie uwzględnia żadnych szczegółów technicznych. A wiadomo co tkwi w szczegółach.

Zacznijmy od podstawowego elementu tego urządzenia tj. od knota. Knotem może być oczywiście wszystko co wykazuje zdolność do nasiąkania wodą np. bawełna lub wełna: niestety te materiały są nietrwałe i po pewnym czasie uległyby biodegradacji i... byłoby po knocie. Są oczywiście w handlu maty podsiąkowe, specjalne do tych celów a więc trwałe. Można je także przycinać w zależności od potrzeb. I takich ja używam. Niestety w tym miejscu nie mogę podać nazwy producenta, aby nie być posądzoną o reklamę. Zainteresowani jednak mogą znaleźć informację wpisując w wyszukiwarkę internetową hasło: "mata podsiąkowa". Lojalnie jednak uprzedzam, że nie jest to produkt tani, choć starcza na zrobienie bardzo dużej ilości knotów. Nie uważam też aby na początek było to potrzebne, bo może okazać się, że metoda jednak nie będzie nam odpowiadać, więc lepiej nie śpieszyć się z wydatkami. Jest wyjście zastępcze, można taki knot zrobić z... damskiej pończochy. Czy z każdej? Nie, wiadomo że zrobione są z różnych włókien i nie każdy jego rodzaj będzie miał odpowiednie właściwości. Sprawdzić to można bardzo łatwo mocząc i zanurzając materiał w wodzie, jeśli tonie - jest dobry , jeśli pływa po powierzchni wody - trzeba poszukać wyrobu z innego włókna. Potem trzeba sprawdzić czy wybrany przez nas knot przewodzi wodę. W tym celu przygotowujemy dwa niewielkie naczynia; do jednego wlewamy wody i stawiamy je na jakiejś podstawce tak aby było wyżej od drugiego naczynia, do którego nie nalewamy wody. Oba naczynia łączymy mokrym (to ważne!!!) knotem, jeśli woda z wyższego naczynia przechodzi do naczynia niższego to znaczy, że dobraliśmy odpowiedni materiał. Trzeba też wziąć pod uwagę kierunek nici w knocie zwłaszcza w przypadku dzianin; w jednym kierunku mogą wodę przewodzić dobrze a w prostopadłym już nie.
Teraz ważna jest długość knota. Musi on sięgać do dna dolnego naczynia, natomiast w naczyniu górnym, w którym posadzimy naszą roślinę zwijamy go w spiralę pnącą się do góry, tak aby kolejne warstwy podłoża miały z nim styczność, nie może on jednak wystawać nad podłoże. Knot taki oczywiście przeprowadzamy przez jeden z otworów w dnie doniczki bądź koszyczka.

Następnym ważnym elementem jest przestrzeń powietrzna między naczyniem dolnym i górnym, pojemnik z rośliną nie może dotykać do lustra wody w pojemniku dolnym. Ważne jest też odpowietrzenie czyli przestrzeń między naczyniami tak aby umożliwić tam cyrkulację powietrza i pary wodnej. Tu jednak sprawa jest najtrudniejsza gdyż bardzo trudno dobrać tak dwa naczynia: górne i dolne aby wszystko dopasować do naszych potrzeb. Sprawa pojemności dolnego naczynia też jest nie bagatelna gdyż nalana tam woda musi starczyć na określony czas. Gotowych rozwiązań tu nie ma. Nawet ja, jak dotychczas konstruuję tylko prowizorki. Mam oczywiście wyobrażenie o takim idealnym naczyniu, trudność jednak leży w realizacji.

W ten oto sposób uwzględniłam dwa spośród wymienionych czynników: ciągły dostęp do wody i bufor temperaturowy. Woda parując pochłania ciepło co chroni korzenie przed przegrzaniem, z kolei jej obecność w pojemniku powoli oddaje ciepło co powoduje, że podłoże nie wyziębia się tak gwałtownie. Różnice temperatur mogą oczywiście wystąpić w przeciągu doby, jednak nie są one wtedy tak gwałtowne. Tu przydałoby się kilka zdjęć obrazujących metodę, muszę jednak je dopiero zrobić. Cóż cały ten wątek prowadzę "na żywo" więc nie wszystko mam przygotowane a i czasu nie zawsze starcza. Pozdrawiam Barbara
  • Cytuj Argo

Re: Storczyki bliżej Natury

Post Autor Argo » 06-03-2012, 23:24

Uff... już jestem. Witam. Miałoby o Aztekach...

Kiedy hiszpański konkwistador Ferdynad Cortez zdobył 1521 roku miasto Tenochtitlan (obecna nazwa Meksyk) położone na wyspie jeziora Texcoco pogrzebał równocześnie jedną najbardziej rozwiniętych cywilizacji Ameryki tamtego czasu, cywilizacji Azteków. Miasto otoczone wodami jeziora, połączone z brzegami nitkami grobli-dróg, bogate w pałace i świątynie-piramidy liczyło wówczas ok. 200tys mieszkańców. Tak rozwinięte miasto, położone na terenach gdzie występują pory suche i okresowo brakuje wody a okoliczne tereny zbyt kamieniste aby nadawały się pod duże pola uprawne, nie mogłoby wyżywić tak dużej liczby mieszkańców. Woda była jednak pod dostatkiem w jeziorze. Oczywiście nie stworzono żadnego systemu irygacyjnego. Wodę wykorzystano in situ. I tam pomysłowi Aztekowie ok. 1100 roku utworzyli swoje „pływające ogrody” zwane „chinampas”. Ponieważ jezioro było na brzegach dosyć płytkie, tworzono zagrody o wymiarach 30-100m długości i 2-4m szerokości, wbijając pale w dno jeziora tak, że ich wierzchołki wystawały ponad wodę. Miedzy tymi palami tworzono coś w rodzaju plecionki (wzorem naszej faszyny). Tak przygotowane „kosze” wypełniano tłuczniem skalnym, materiałem podjętym z dna jeziora, odpadkami gospodarstw domowych, następnie układano materiał pochodzenia organicznego: chwasty, muł i nawozy zwierzęce. Na wierzch układano jeszcze warstwę mułu. Warstwa tak ułożonego materiału wystawała przynajmniej 30cm ponad lustro wody (z czasem gdy nanoszono następne warstwy mogły wystawać i 1m). Na brzegach tak utworzonych „zagonów” sadzono drzewa znoszące zanurzenie w wodzie, przeważnie tamtejszy gatunek wierzby (Salix bonplandiana) i cypryśnika (Taxodium mucronatum), których rozrastające się korzenie utrwalały strukturę tak powstałej sztucznej wyspy (nazwa „pływające ogrody’ jest zatem myląca) i zastępowały nietrwałą konstrukcję z pali. Takich wysp tworzono mnóstwo, miedzy nimi powstawały kanały, po których ludzie uprawiający te poletka (chinamperos) poruszali się na swoich łódkach-canoe. Na takich poletkach Indianie uprawiali kukurydzę, pomidory, warzywa a także małe krzewy oraz oczywiście kwiaty. Plony z takich pól były bardzo wysokie i dostarczały 3-4 zbiorów rocznie. Cały system wysp i kanałów tworzył układ samo wystarczający. Woda jeziora podsiąkała do góry poletka tam, gdzie rosły uprawiane rośliny nawadniając je, jednocześnie składniki odżywcze przesączające się do okolicznych kanałów zaopatrywały w pożywienie liczne pływające rośliny wodne, głównie hiacynt wodny, który rozmnaża się tak szybko, ze jego populacja podwaja się co dwa tygodnie. Oczywiście tak bujny rozrost hiacyntów uniemożliwiłby żeglugę po kanałach więc głównym zajęciem owych „chinamperos” było wyławianie tych chwastów wodnych z przeznaczeniem na nawóz zielony. Wybierano także muł z dna kanałów. Wszelka materia organiczna służyła do użyźniania „chinampas”. Oprócz tego kanały dostarczały ryb, jako uzupełnienia jadłospisu tamtejszych mieszkańców. Ale kanały spełniały jeszcze dodatkową rolę, zapewniały specyficzny mikroklimat, nawilżały powietrze ale także pełniły rolę „buforu” temperaturowego, pochłaniały ciepło podczas upałów nie dopuszczając do przegrzania i oddawały ciepło gdy było chłodno. Cała ta struktura zapewniająca egzystencję tysiącom ludzi posypała się z chwilą najazdu przez Hiszpanów, którzy nie mieli zrozumienia dla tego typu przedsięwzięć. Na gruzach Tenochtitlan wybudowano miasto Meksyk, okoliczne “chinampas” pochłonęło miasto. Do dzisiaj przetrwały nieliczne obszary tych sztucznych wysp w rejonie jeziora Xochimilco i Chaico (które są odnogami dawnego jeziora Texcoco) i dalej są uprawiane przez nielicznych farmerów, niektóre pustoszeją i zarastają. Dziś stanowią głównie atrakcję turystyczną. Gdyby ktoś był zainteresowany polecam stronę internetową:
http://www.chinampas.info/
co prawda strona jest w języku angielskim ale jej główny walor to dużo zdjęć obrazujących „chinampas” i sposób uprawy roślin. Zachęcam.


Zapewne, niektórzy dziwią się po co ja to opowiadam, przecież miało być o storczykach a te wiadomo, nie rosną w gruncie (chociaż i takie też są) ani nie pływają po wodzie jak hiacynty wodne. W tej opowieści nie chodzi o rośliny a o metodę. Podstawowe elementy to:

- samo-nawadnianie metodą podsiąkową -> stały dostęp do wody (przeważnie hodujący
storczyki nawadniają storczyki przez zanurzenie co pewien okres czasu doniczki z
podłożem w wodzie, cykl mokro-sucho)
- brak zalewania górnej warstwy ziemi (podłoża) -> dostęp powietrza do korzeni
- nawożenie organiczne
- wypłukiwanie nadmiaru związków organicznych -> rośliny wodne
- zwiększenie wilgotności powietrza
- „bufor” temperaturowy

Czy któryś z tych elementów da się zastosować do hodowli storczyków epifitycznych? Jak najbardziej i to WSZYSTKIE!.

Jako ciekawostkę mogę dodać, że metoda wypracowana przez Azteków już została przeniesiona do uprawy roślin pod nazwą „terraponika” ale nie należy mylić jej z „hydroponiką”, która została „wymyślona” w laboratoriach fizjologów roślin a później rozwijana jakoby miała być przydatna w czasie lotów kosmicznych. Tymczasem ta ostatnia została dziwnym trafem zastosowana tu na Ziemi w produkcji szklarniowych roślin. Ja w kosmos się nie wybieram, a pomidory wolę hodowane tradycyjną metodą, storczyki też.

Wiem z opisów, że niektórzy storczykomaniacy próbują uprawiać swoje storczyki bardzo blisko tej metody, może się odezwą. Następnym razem przejdę już do konkretów. Pozdrawiam Barbara.
Uff... już jestem. Witam. Miałoby o Aztekach...

Kiedy hiszpański konkwistador Ferdynad Cortez zdobył 1521 roku miasto Tenochtitlan (obecna nazwa Meksyk) położone na wyspie jeziora Texcoco pogrzebał równocześnie jedną najbardziej rozwiniętych cywilizacji Ameryki tamtego czasu, cywilizacji Azteków. Miasto otoczone wodami jeziora, połączone z brzegami nitkami grobli-dróg, bogate w pałace i świątynie-piramidy liczyło wówczas ok. 200tys mieszkańców. Tak rozwinięte miasto, położone na terenach gdzie występują pory suche i okresowo brakuje wody a okoliczne tereny zbyt kamieniste aby nadawały się pod duże pola uprawne, nie mogłoby wyżywić tak dużej liczby mieszkańców. Woda była jednak pod dostatkiem w jeziorze. Oczywiście nie stworzono żadnego systemu irygacyjnego. Wodę wykorzystano in situ. I tam pomysłowi Aztekowie ok. 1100 roku utworzyli swoje „pływające ogrody” zwane „chinampas”. Ponieważ jezioro było na brzegach dosyć płytkie, tworzono zagrody o wymiarach 30-100m długości i 2-4m szerokości, wbijając pale w dno jeziora tak, że ich wierzchołki wystawały ponad wodę. Miedzy tymi palami tworzono coś w rodzaju plecionki (wzorem naszej faszyny). Tak przygotowane „kosze” wypełniano tłuczniem skalnym, materiałem podjętym z dna jeziora, odpadkami gospodarstw domowych, następnie układano materiał pochodzenia organicznego: chwasty, muł i nawozy zwierzęce. Na wierzch układano jeszcze warstwę mułu. Warstwa tak ułożonego materiału wystawała przynajmniej 30cm ponad lustro wody (z czasem gdy nanoszono następne warstwy mogły wystawać i 1m). Na brzegach tak utworzonych „zagonów” sadzono drzewa znoszące zanurzenie w wodzie, przeważnie tamtejszy gatunek wierzby (Salix bonplandiana) i cypryśnika (Taxodium mucronatum), których rozrastające się korzenie utrwalały strukturę tak powstałej sztucznej wyspy (nazwa „pływające ogrody’ jest zatem myląca) i zastępowały nietrwałą konstrukcję z pali. Takich wysp tworzono mnóstwo, miedzy nimi powstawały kanały, po których ludzie uprawiający te poletka (chinamperos) poruszali się na swoich łódkach-canoe. Na takich poletkach Indianie uprawiali kukurydzę, pomidory, warzywa a także małe krzewy oraz oczywiście kwiaty. Plony z takich pól były bardzo wysokie i dostarczały 3-4 zbiorów rocznie. Cały system wysp i kanałów tworzył układ samo wystarczający. Woda jeziora podsiąkała do góry poletka tam, gdzie rosły uprawiane rośliny nawadniając je, jednocześnie składniki odżywcze przesączające się do okolicznych kanałów zaopatrywały w pożywienie liczne pływające rośliny wodne, głównie hiacynt wodny, który rozmnaża się tak szybko, ze jego populacja podwaja się co dwa tygodnie. Oczywiście tak bujny rozrost hiacyntów uniemożliwiłby żeglugę po kanałach więc głównym zajęciem owych „chinamperos” było wyławianie tych chwastów wodnych z przeznaczeniem na nawóz zielony. Wybierano także muł z dna kanałów. Wszelka materia organiczna służyła do użyźniania „chinampas”. Oprócz tego kanały dostarczały ryb, jako uzupełnienia jadłospisu tamtejszych mieszkańców. Ale kanały spełniały jeszcze dodatkową rolę, zapewniały specyficzny mikroklimat, nawilżały powietrze ale także pełniły rolę „buforu” temperaturowego, pochłaniały ciepło podczas upałów nie dopuszczając do przegrzania i oddawały ciepło gdy było chłodno. Cała ta struktura zapewniająca egzystencję tysiącom ludzi posypała się z chwilą najazdu przez Hiszpanów, którzy nie mieli zrozumienia dla tego typu przedsięwzięć. Na gruzach Tenochtitlan wybudowano miasto Meksyk, okoliczne “chinampas” pochłonęło miasto. Do dzisiaj przetrwały nieliczne obszary tych sztucznych wysp w rejonie jeziora Xochimilco i Chaico (które są odnogami dawnego jeziora Texcoco) i dalej są uprawiane przez nielicznych farmerów, niektóre pustoszeją i zarastają. Dziś stanowią głównie atrakcję turystyczną. Gdyby ktoś był zainteresowany polecam stronę internetową:
http://www.chinampas.info/
co prawda strona jest w języku angielskim ale jej główny walor to dużo zdjęć obrazujących „chinampas” i sposób uprawy roślin. Zachęcam.


Zapewne, niektórzy dziwią się po co ja to opowiadam, przecież miało być o storczykach a te wiadomo, nie rosną w gruncie (chociaż i takie też są) ani nie pływają po wodzie jak hiacynty wodne. W tej opowieści nie chodzi o rośliny a o metodę. Podstawowe elementy to:

- samo-nawadnianie metodą podsiąkową -> stały dostęp do wody (przeważnie hodujący
storczyki nawadniają storczyki przez zanurzenie co pewien okres czasu doniczki z
podłożem w wodzie, cykl mokro-sucho)
- brak zalewania górnej warstwy ziemi (podłoża) -> dostęp powietrza do korzeni
- nawożenie organiczne
- wypłukiwanie nadmiaru związków organicznych -> rośliny wodne
- zwiększenie wilgotności powietrza
- „bufor” temperaturowy

Czy któryś z tych elementów da się zastosować do hodowli storczyków epifitycznych? Jak najbardziej i to WSZYSTKIE!.

Jako ciekawostkę mogę dodać, że metoda wypracowana przez Azteków już została przeniesiona do uprawy roślin pod nazwą „terraponika” ale nie należy mylić jej z „hydroponiką”, która została „wymyślona” w laboratoriach fizjologów roślin a później rozwijana jakoby miała być przydatna w czasie lotów kosmicznych. Tymczasem ta ostatnia została dziwnym trafem zastosowana tu na Ziemi w produkcji szklarniowych roślin. Ja w kosmos się nie wybieram, a pomidory wolę hodowane tradycyjną metodą, storczyki też.

Wiem z opisów, że niektórzy storczykomaniacy próbują uprawiać swoje storczyki bardzo blisko tej metody, może się odezwą. Następnym razem przejdę już do konkretów. Pozdrawiam Barbara.
  • Cytuj Argo

Re: Storczyki bliżej Natury

Post Autor Argo » 01-03-2012, 02:29

Ryszard 410 pisze: Tu wrócę do problemu fotosyntezy bo o niej tu mowa i przypomnę rozmowę w której podkreślaliśmy także znaczenie temperatury jako istotnego katalizatora przemiany materii - viewtopic.php?f=3&t=544&p=3830#p3796 . To wyjaśnia dlaczego koniecznym jest dbanie o utrzymanie różnic temperatury miedzy dniem a nocą na naszych parapetach...


Ryszardzie, zwróciłeś uwagę na fotosyntezę i jej związek z temperaturą. I słusznie, ale ja dodam, że głównie z wodą. I dlatego odpowiem natychmiast, ponieważ właśnie jesteśmy przy wodzie. Przeczytałam wątek, do którego mnie odesłałeś, zajrzałam tu i nawet pobieżnie do odsyłacza do Wikipedii, po to aby zorientować się co może być wiadome a co nie. Wiem, że niektórzy pomyślą: to za dużo. Tylko, że z tą fotosyntezą to nie zupełnie jest tak jak to przedstawiłeś. Bo akurat u storczyków jest troche na opak. Tutaj mogę tylko powiedzieć nie zagłębiając się w szczegóły tego procesu (żeby nie wystraszyć i tak już przestraszonych Forumowiczów), że są różne rodzaje fotosyntezy. Tę którą ty masz na myśli nazwałabym "klasyczną" a ta druga nazywa się fotosyntezą CAM (skrót od pierwszych liter angielskiego Crassulacean Acid Metabolism), czyli tego rodzaju fotosyntezy, który początkowo stwierdzono u roślin gruboszowatych. Rośliny gruboszowate (Crassulaceae) rosną w warunkach półpustynnych, tam gdzie w dzień praży słońce a w nocy jest zimno; mają też wykształcone tkanki magazynujące wodę. Z powodu upału i żeby oszczędzić wodę zamykają szparki w dzień a otwierają w nocy. Obecne prace wskazują, że ten rodzaj fotosyntezy jest charakterystyczny nie tylko dla roślin gruboszowatych ale także dla większości roślin epifitycznych w tym i storczyków. Szacuje się, że ok. 90% roślin epifitycznych jest CAM. Zwróćmy przy okazji uwagę, iż większość epifitycznych storczyków posiada także sukkulentową budowę, nawet Phalaenopsis ma grube liście, a to dlatego, że w naturze często borykają się z niedostatkiem wody; drugim takim przystosowaniem jest właśnie fotosynteza CAM (nazwa tego typu fotosyntezy pozostała ze względu na tradycję badań, chociaż już nie odzwierciedla obecnego stanu wiedzy).
Fotosynteza składa się z dwóch faz: jasnej i ciemnej. Faza jasna to ta, która zachodzi bezpośrednio pod wpływem pochłaniania kwantów światła zaś faza ciemna zachodzi już bez światła jest tylko przekształceniem energii zgromadzonej w pierwszej fazie, niezbędnej do asymilacji dwutlenku węgla (CO2) i dalej do wytworzenia glukozy. Oczywiście nie należy tych dwóch faz mylić z cyklem dzień-noc. W "klasycznej" fotosyntezie dwutlenek węgla jest pobierany z powietrza na bieżąco tzn. w dzień (wtedy szparki są otwarte) i od razu przekształcany do glukozy, natomiast przy fotosyntezie CAM głównie w nocy (wtedy szparki są otwarte) i jest przechowywany w specjalnych magazynach do czasu aż nie pojawi się światło dnia, wtedy to z tych magazynów jest transportowany do chloroplastów aby roślina mogła wykorzystać energię uzyskaną ze światła (szparki są zamknięte aby oszczędzić wodę). Reasumując: u zwykłych roślin światło i dwutlenek węgla pobierane są w tym samym czasie tzn w dzień, u roślin CAM te procesy są rozdzielone w czasie; dwutlenek węgla pobierany jest w nocy a przekształcany w dzień, kiedy jest światło. A żeby bardziej skomplikować sprawę to te rośliny są jeszcze bardziej sprytne. Zależnie od podaży wody i temperatury a więc w sumie od bilansu wody mogą zachowywać się i tak i tak.
Moim zdaniem wynika z tego bardzo ciekawy wniosek praktyczny, jeśli nie ma deficytu wody to różnice dobowe w umiarkowanych temperaturach nie są aż tak ważne. Mogą one natomiast mieć znaczenie wtedy gdy temperatury dnia stają się ekstremalnie wysokie a podaż wody jest niewystarczająca co często występuje w naturze.
Wiem Ryszardzie, że lubisz parametry, natomiast ja nie zajmuję się ich ciągłym mierzeniem bo nie mam na to czasu. Każdy organizm w tym i roślina ma tzw. normę reakcji tzn., rozpiętość warunków, które może tolerować bez większego uszczerbku na zdrowiu. Wiem też, że zawsze obowiązuje Prawo Minimum (Łańcuch jest tylko tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo). Jest to prawo bezwzględne, kategoryczne i nie dające się nijak ominąć, jak Prawo Powszechnego Ciążenia, a jednocześnie jest najbardziej ignorowane. Nie pomoże dbanie o jakikolwiek czynnik, a nawet jego nadmierne zwiększanie jeśli inne czynniki zaspokajane są w sposób niedostateczny. Ale tu z pomocą przychodzi nam właśnie wyjaśnianie i rozumienie pewnych procesów. Dlatego pozwoliłam sobie na omówienie zagadnienia fotosyntezy w tym miejscu, bo akurat ten aspekt dotyczy... wody.
Zresztą problem suszy fizjologicznej sprowadza się nie tylko do braku dostępności samej wody dla rośliny ale jest on też spowodowany innymi czynnikami nawet wtedy gdy tej wody jest pozornie pod dostatkiem: za wysokie ciśnienie osmotyczne na skutek przenawożenia lub odwrotnie - deficyt niektórych składników w pożywce. Najważniejszym jonem decydującym o stopniu uwodnienia tkanek roślinnych jest jon potasu (K). Tu warto dodać, że potas w roślinie należy do tzw. pierwiastków "ruchliwych" tzn. że w przypadku deficytu roślina wycofuje go ze starszych liści i przemieszcza je w kierunku młodszych części, to samo dzieje się z wodą; zauważmy, że najszybciej "flaczeją" i marszczą się najstarsze liście. Ja tu tylko sygnalizuję problem bo przecież każdy z tych czynników wymagałby oddzielnego omówienia.


Titus1
Dziękuję Ci bardzo Titus1 za radę z fotoogniwami, przerobię to, ale wiem z doświadczenia, że za tym kryje się mnóstwo problemów technicznych m. in. uzgodnienie podaży mocy przez takie ogniwo a zapotrzebowaniem na nią przez wiatraczki.

Titus1 pisze: ... Ok, ludzi "siedzący" w storczykach od kilku lat coś sobie z tego przyswoją, natomiast "młodzi" się wystrasza i uciekną. Ja już zaczynam "uciekać" kiedy słyszę o pomiarach twardości wody, właściwości buforowych podłoża. ..


Titus1, nie uciekaj.
W hodowli roślin wszystko ze wszystkim się łączy i nie sposób jest oddzielić jedno od drugiego, stąd siłą rzeczy każde zagadnienie stanowi niejako centrum od którego prowadzi poprzez skojarzenia, wiele dróg. Mamy więc niejako model sieci zagadnień, tymczasem słowo pisane jest jednowymiarowe czyli liniowe. I jak tu "upchać" coś wielowymiarowego w jeden wymiar? To prawie niewykonalne, a jednak staram się.... lub może Ryszard coś wymyśli...Tymczasem tę sieć musi nam zastąpić własny umysł poprzez skojarzenia różnych wątków i próbę scalenia w jedność. Myślę jednak, że aby wszystko było jasne musimy najpierw przejść pewną drogę. Nie można przecież poznać treści całej książki przeczytawszy tylko pierwszą stronę. Wiele osób skarży się na to, że skaczę po zagadnieniach, tymczasem wraca temat "węgiel drzewny" choć wydawało mi się, że już go wyczerpałam i że będzie można przekształcić go w jedną, zwartą całość. Tymczasem nie, potrzebne będą uzupełnienia i wyjaśnienia.

Padło np. pytanie:

Titus1 pisze:...Męczy mnie sprawa węgla drzewnego.
- Brakuje mi jednoznacznego..., tak albo nie? jeśli tak to
- z jakiego gatunku drewna?
- Jeśli węgiel drzewny w podłożu to jakie proporcje? -
- Kiedy węgiel przestanie działać a zacznie szkodzić, czyli kiedy go wymieniać? Rok, dwa lata, może pół roku?...


Pozwoliłam sobie ten cytat trochę przekształcić tak dla większej przejrzystości.
Na pierwsze wydaje mi się, że odpowiedziałam choć nie wprost: nie napisałam nigdzie, że węgiel jest niedobry, nie napisałam też, że należy go bezwzględnie stosować. Nie mam żadnych doświadczeń jeśli chodzi o hodowlę na samym węglu, nigdy takiej nie prowadziłam. Natomiast kierowałam pytanie do osób , które się z tym spotkały ( między innymi do Ciebie Titus1) aby powiedziały jakimi nawozami zasilali swoje storczyki owi egzotyczni hodowcy. Do dziś nie uzyskałam odpowiedzi. Może być tak, że nie wiecie, bo nie zapytaliście, ale trzeba to wyartykułować. Wtedy będę wiedziała, że nie mam na co czekać.

Pytanie 2. Z jakiego gatunku drewna? też odpowiedziałam, zatem odsyłam:

Argo pisze: viewtopic.php?f=3&t=2042
Data » 20-02-2012, 13:31
akapit:
od "Praktycy zalecają węgiel pozyskany ......do: Można jeszcze pokusić się o wypalanie węgla samemu lub pozyskiwać niedopalone węgle z letniego ogniska.....


Więcej informacji nie jestem w stanie udzielić, a to z tego powodu, że ani ja ani jak przypuszczam nikt inny nie przeprowadzał badań porównawczych z węglem z różnych gatunków. Świat jest wielki i w różnych krainach Ziemi rosną różne drzewa i jak świat szeroki ludzie z nich wypalają węgiel. Są tylko pewne ogólne obserwacje dotyczące różnic między węglem z drzew iglastych i liściastych i to z powodu krzemionki, która bardzo ogranicza własności chłonne węgla. Potem znacząca jest struktura drewna, która zachowuje się w węglu. Drewno twarde, a więc o większej gęstości, ma mniejsze pory a tym samym większą powierzchnię adsorpcyjną w porównaniu z drewnem drzew miękkich i lekkich jak lipa, brzoza. Innym parametrem i chyba najmniej istotnym jest zawartość minerałów, drewno buka i dębu ma najwięcej potasu i magnezu, w porównaniu z innymi pospolitymi u nas drzewami. Ja dodaję własny węgiel, przeważnie wypalany z brzozy i drzew owocowych bo takie drewno mam do palenia.

Pytanie 3

Stosowane są różne proporcje jak sam widzisz, można i sam węgiel ale zawsze ważne jest co dalej. Nawet jak napiszę jak ja robię to i tak w tym momencie Ci to nic nie da, bo nie wiem absolutnie co ty z tym dalej zrobisz. To wiąże się z ostatnim, czwartym pytaniem. I tu jestem bliska rozpaczy. Titus zlituj się… jak ja mogę dać odpowiedź na tak szczegółowe pytanie, podczas gdy zupełnie nie wiem, co kto stosuje a w szczególności jakie nawozy i w jakich ilościach oraz jaką wodę. Pewnie są tacy co będą musieli co pół roku a są i tacy jak ja, że co 4-5 lat. Jak widać nie jestem fanką ciągłego przesadzania storczyków.
Ale to wszystko raczej wiąże się nie z pytaniem co, ale jak? i po to prowadzę ten wątek. Jedyne co mogę obiecać to to, że jak skończę temat wody, to przejdę do kompozycji podłoża, bo to wiąże się zarówno z wodą jak i owym „odżywianiem” podłoża tj. mikroorganizmów w nim.

Na koniec muszę wszystkich przeprosić, że z powodu Wystawy storczyków w Warszawie prawdopodobnie nie będę obecna na Forum do poniedziałku - wtorku. Zatem podróż w krainę Azteków odbędziemy z opóźnieniem. Pozdrawiam Barbara.
[quote="Ryszard 410"] Tu wrócę do problemu fotosyntezy bo o niej tu mowa i przypomnę rozmowę w której podkreślaliśmy także znaczenie temperatury jako istotnego katalizatora przemiany materii - viewtopic.php?f=3&t=544&p=3830#p3796 . To wyjaśnia dlaczego koniecznym jest dbanie o utrzymanie różnic temperatury miedzy dniem a nocą na naszych parapetach...[/quote]

Ryszardzie, zwróciłeś uwagę na fotosyntezę i jej związek z temperaturą. I słusznie, ale ja dodam, że głównie z wodą. I dlatego odpowiem natychmiast, ponieważ właśnie jesteśmy przy wodzie. Przeczytałam wątek, do którego mnie odesłałeś, zajrzałam tu i nawet pobieżnie do odsyłacza do Wikipedii, po to aby zorientować się co może być wiadome a co nie. Wiem, że niektórzy pomyślą: to za dużo. Tylko, że z tą fotosyntezą to nie zupełnie jest tak jak to przedstawiłeś. Bo akurat u storczyków jest troche na opak. Tutaj mogę tylko powiedzieć nie zagłębiając się w szczegóły tego procesu (żeby nie wystraszyć i tak już przestraszonych Forumowiczów), że są różne rodzaje fotosyntezy. Tę którą ty masz na myśli nazwałabym "klasyczną" a ta druga nazywa się fotosyntezą CAM (skrót od pierwszych liter angielskiego Crassulacean Acid Metabolism), czyli tego rodzaju fotosyntezy, który początkowo stwierdzono u roślin gruboszowatych. Rośliny gruboszowate (Crassulaceae) rosną w warunkach półpustynnych, tam gdzie w dzień praży słońce a w nocy jest zimno; mają też wykształcone tkanki magazynujące wodę. Z powodu upału i żeby oszczędzić wodę zamykają szparki w dzień a otwierają w nocy. Obecne prace wskazują, że ten rodzaj fotosyntezy jest charakterystyczny nie tylko dla roślin gruboszowatych ale także dla większości roślin epifitycznych w tym i storczyków. Szacuje się, że ok. 90% roślin epifitycznych jest CAM. Zwróćmy przy okazji uwagę, iż większość epifitycznych storczyków posiada także sukkulentową budowę, nawet Phalaenopsis ma grube liście, a to dlatego, że w naturze często borykają się z niedostatkiem wody; drugim takim przystosowaniem jest właśnie fotosynteza CAM (nazwa tego typu fotosyntezy pozostała ze względu na tradycję badań, chociaż już nie odzwierciedla obecnego stanu wiedzy).
Fotosynteza składa się z dwóch faz: jasnej i ciemnej. Faza jasna to ta, która zachodzi bezpośrednio pod wpływem pochłaniania kwantów światła zaś faza ciemna zachodzi już bez światła jest tylko przekształceniem energii zgromadzonej w pierwszej fazie, niezbędnej do asymilacji dwutlenku węgla (CO2) i dalej do wytworzenia glukozy. Oczywiście nie należy tych dwóch faz mylić z cyklem dzień-noc. W "klasycznej" fotosyntezie dwutlenek węgla jest pobierany z powietrza na bieżąco tzn. w dzień (wtedy szparki są otwarte) i od razu przekształcany do glukozy, natomiast przy fotosyntezie CAM głównie w nocy (wtedy szparki są otwarte) i jest przechowywany w specjalnych magazynach do czasu aż nie pojawi się światło dnia, wtedy to z tych magazynów jest transportowany do chloroplastów aby roślina mogła wykorzystać energię uzyskaną ze światła (szparki są zamknięte aby oszczędzić wodę). Reasumując: u zwykłych roślin światło i dwutlenek węgla pobierane są w tym samym czasie tzn w dzień, u roślin CAM te procesy są rozdzielone w czasie; dwutlenek węgla pobierany jest w nocy a przekształcany w dzień, kiedy jest światło. A żeby bardziej skomplikować sprawę to te rośliny są jeszcze bardziej sprytne. Zależnie od podaży wody i temperatury a więc w sumie od bilansu wody mogą zachowywać się i tak i tak.
Moim zdaniem wynika z tego bardzo ciekawy wniosek praktyczny, jeśli nie ma deficytu wody to różnice dobowe w umiarkowanych temperaturach nie są aż tak ważne. Mogą one natomiast mieć znaczenie wtedy gdy temperatury dnia stają się ekstremalnie wysokie a podaż wody jest niewystarczająca co często występuje w naturze.
Wiem Ryszardzie, że lubisz parametry, natomiast ja nie zajmuję się ich ciągłym mierzeniem bo nie mam na to czasu. Każdy organizm w tym i roślina ma tzw. normę reakcji tzn., rozpiętość warunków, które może tolerować bez większego uszczerbku na zdrowiu. Wiem też, że zawsze obowiązuje Prawo Minimum (Łańcuch jest tylko tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo). Jest to prawo bezwzględne, kategoryczne i nie dające się nijak ominąć, jak Prawo Powszechnego Ciążenia, a jednocześnie jest najbardziej ignorowane. Nie pomoże dbanie o jakikolwiek czynnik, a nawet jego nadmierne zwiększanie jeśli inne czynniki zaspokajane są w sposób niedostateczny. Ale tu z pomocą przychodzi nam właśnie wyjaśnianie i rozumienie pewnych procesów. Dlatego pozwoliłam sobie na omówienie zagadnienia fotosyntezy w tym miejscu, bo akurat ten aspekt dotyczy... wody.
Zresztą problem suszy fizjologicznej sprowadza się nie tylko do braku dostępności samej wody dla rośliny ale jest on też spowodowany innymi czynnikami nawet wtedy gdy tej wody jest pozornie pod dostatkiem: za wysokie ciśnienie osmotyczne na skutek przenawożenia lub odwrotnie - deficyt niektórych składników w pożywce. Najważniejszym jonem decydującym o stopniu uwodnienia tkanek roślinnych jest jon potasu (K). Tu warto dodać, że potas w roślinie należy do tzw. pierwiastków "ruchliwych" tzn. że w przypadku deficytu roślina wycofuje go ze starszych liści i przemieszcza je w kierunku młodszych części, to samo dzieje się z wodą; zauważmy, że najszybciej "flaczeją" i marszczą się najstarsze liście. Ja tu tylko sygnalizuję problem bo przecież każdy z tych czynników wymagałby oddzielnego omówienia.


Titus1
Dziękuję Ci bardzo Titus1 za radę z fotoogniwami, przerobię to, ale wiem z doświadczenia, że za tym kryje się mnóstwo problemów technicznych m. in. uzgodnienie podaży mocy przez takie ogniwo a zapotrzebowaniem na nią przez wiatraczki.

[quote="Titus1"] ... Ok, ludzi "siedzący" w storczykach od kilku lat coś sobie z tego przyswoją, natomiast "młodzi" się wystrasza i uciekną. Ja już zaczynam "uciekać" kiedy słyszę o pomiarach twardości wody, właściwości buforowych podłoża. ..[/quote]

Titus1, nie uciekaj.
W hodowli roślin wszystko ze wszystkim się łączy i nie sposób jest oddzielić jedno od drugiego, stąd siłą rzeczy każde zagadnienie stanowi niejako centrum od którego prowadzi poprzez skojarzenia, wiele dróg. Mamy więc niejako model sieci zagadnień, tymczasem słowo pisane jest jednowymiarowe czyli liniowe. I jak tu "upchać" coś wielowymiarowego w jeden wymiar? To prawie niewykonalne, a jednak staram się.... lub może Ryszard coś wymyśli...Tymczasem tę sieć musi nam zastąpić własny umysł poprzez skojarzenia różnych wątków i próbę scalenia w jedność. Myślę jednak, że aby wszystko było jasne musimy najpierw przejść pewną drogę. Nie można przecież poznać treści całej książki przeczytawszy tylko pierwszą stronę. Wiele osób skarży się na to, że skaczę po zagadnieniach, tymczasem wraca temat "węgiel drzewny" choć wydawało mi się, że już go wyczerpałam i że będzie można przekształcić go w jedną, zwartą całość. Tymczasem nie, potrzebne będą uzupełnienia i wyjaśnienia.

Padło np. pytanie:

[quote="Titus1"]...Męczy mnie sprawa węgla drzewnego.
- Brakuje mi jednoznacznego..., tak albo nie? jeśli tak to
- z jakiego gatunku drewna?
- Jeśli węgiel drzewny w podłożu to jakie proporcje? -
- Kiedy węgiel przestanie działać a zacznie szkodzić, czyli kiedy go wymieniać? Rok, dwa lata, może pół roku?...[/quote]

Pozwoliłam sobie ten cytat trochę przekształcić tak dla większej przejrzystości.
Na pierwsze wydaje mi się, że odpowiedziałam choć nie wprost: nie napisałam nigdzie, że węgiel jest niedobry, nie napisałam też, że należy go bezwzględnie stosować. Nie mam żadnych doświadczeń jeśli chodzi o hodowlę na samym węglu, nigdy takiej nie prowadziłam. Natomiast kierowałam pytanie do osób , które się z tym spotkały ( między innymi do Ciebie Titus1) aby powiedziały jakimi nawozami zasilali swoje storczyki owi egzotyczni hodowcy. Do dziś nie uzyskałam odpowiedzi. Może być tak, że nie wiecie, bo nie zapytaliście, ale trzeba to wyartykułować. Wtedy będę wiedziała, że nie mam na co czekać.

Pytanie 2. Z jakiego gatunku drewna? też odpowiedziałam, zatem odsyłam:

[quote="Argo"] http://www.forum.storczyki.pl/viewtopic.php?f=3&t=2042
Data » 20-02-2012, 13:31
akapit:
od "Praktycy zalecają węgiel pozyskany ......do: Można jeszcze pokusić się o wypalanie węgla samemu lub pozyskiwać niedopalone węgle z letniego ogniska.....[/quote]

Więcej informacji nie jestem w stanie udzielić, a to z tego powodu, że ani ja ani jak przypuszczam nikt inny nie przeprowadzał badań porównawczych z węglem z różnych gatunków. Świat jest wielki i w różnych krainach Ziemi rosną różne drzewa i jak świat szeroki ludzie z nich wypalają węgiel. Są tylko pewne ogólne obserwacje dotyczące różnic między węglem z drzew iglastych i liściastych i to z powodu krzemionki, która bardzo ogranicza własności chłonne węgla. Potem znacząca jest struktura drewna, która zachowuje się w węglu. Drewno twarde, a więc o większej gęstości, ma mniejsze pory a tym samym większą powierzchnię adsorpcyjną w porównaniu z drewnem drzew miękkich i lekkich jak lipa, brzoza. Innym parametrem i chyba najmniej istotnym jest zawartość minerałów, drewno buka i dębu ma najwięcej potasu i magnezu, w porównaniu z innymi pospolitymi u nas drzewami. Ja dodaję własny węgiel, przeważnie wypalany z brzozy i drzew owocowych bo takie drewno mam do palenia.

Pytanie 3

Stosowane są różne proporcje jak sam widzisz, można i sam węgiel ale zawsze ważne jest co dalej. Nawet jak napiszę jak ja robię to i tak w tym momencie Ci to nic nie da, bo nie wiem absolutnie co ty z tym dalej zrobisz. To wiąże się z ostatnim, czwartym pytaniem. I tu jestem bliska rozpaczy. Titus zlituj się… jak ja mogę dać odpowiedź na tak szczegółowe pytanie, podczas gdy zupełnie nie wiem, co kto stosuje a w szczególności jakie nawozy i w jakich ilościach oraz jaką wodę. Pewnie są tacy co będą musieli co pół roku a są i tacy jak ja, że co 4-5 lat. Jak widać nie jestem fanką ciągłego przesadzania storczyków.
Ale to wszystko raczej wiąże się nie z pytaniem co, ale jak? i po to prowadzę ten wątek. Jedyne co mogę obiecać to to, że jak skończę temat wody, to przejdę do kompozycji podłoża, bo to wiąże się zarówno z wodą jak i owym „odżywianiem” podłoża tj. mikroorganizmów w nim.

Na koniec muszę wszystkich przeprosić, że z powodu Wystawy storczyków w Warszawie prawdopodobnie nie będę obecna na Forum do poniedziałku - wtorku. Zatem podróż w krainę Azteków odbędziemy z opóźnieniem. Pozdrawiam Barbara.
  • Cytuj Argo

Re: Storczyki bliżej Natury

Post Autor Argo » 28-02-2012, 16:13

Po przemyśleniu uznałam, że problemy związane z nawożeniem organicznym, wprowadzaniem użytecznych mikroorganizmów i wszelkich zagadnień związanych z utrzymywaniem równowagi biologicznej w naszych doniczkach, są tak szerokie, że omawianie ich tu w szczegółach jest chyba przedwczesne. Oczywiście wrócimy do tego, bo jest to temat i ciekawy i niezmiernie ważny. Może też w międzyczasie znajdą się osoby, które stosują naturalne dokarmianie storczyków i zechcą się z nami podzielić swoimi doświadczeniami. Zachęcam. Poza tym jeśli ktoś czegoś nie rozumie, niech nie krepuje się zapytać, w miarę możliwości zamieszczę dodatkowe wyjaśnienia. Nie wstyd jest nie wiedzieć, wstyd nie chcieć wiedzieć. Skoro oprowadzam po "dżungli" różnych skomplikowanych problemów, to jako przewodnik muszę nie tylko znać teren i cel podróży, a więc iść na przedzie, ale także baczyć aby nie pogubić uczestników wyprawy. Głupio by było gdyby przewodnik wrócił do bazy sam.

Ho, ho, ho... ale się porobiło. Obawiam się, że w kwestia wody akwariowej za bardzo oddali nas od tematu. Mogę tylko powiedzieć, że żadnego doświadczenia w tym względzie nie mam bo... nie mam akwarium. Zresztą kwestia parametrów w wodzie do podlewania storczyków była "wałkowana" już na tym forum wielokrotnie np. TUTAJ
i nie byłoby dobrze ten problem przenosić tutaj.
Nie mniej sprawa dostępu naszych storczyków do wody jako takiej, pomijając jej różne parametry, pozostaje zagadnieniem dość ważnym. Wiele osób zadawało pytania, jak podlewać, ile podlewać i jak często? W naturze dostęp do wody jest zapewniany głównie przez opady, zależnie od klimatu, mniej lub bardziej regularnie; my dostarczamy jej przez podlewanie. Wielu z nas hoduje różne rodzaje storczyków, które różnią się także cyklem wegetacyjnym; jedne potrzebują stałego zaopatrywania w wodę (np Phalaenopsis, Vanda, niektóre Cattleye), inne w okresach spoczynku zadawalają się mniejsza jej ilością (niektóre Dendrobia, niektóre Cattleye) a jeszcze inne nie potrzebują w pewnym okresie jej prawie wcale (tzw. "śpiochy" -np. Cycnoches, Mormodes, Haenarie). Te wszystkie informacje można znaleźć oczywiście w arkuszach uprawy i nie sposób tu tego omówić. Nie mniej niezależnie od rodzaju storczyka i jego cyklu wegetacyjnego każdy z nich ma okres kiedy tej wody potrzebuje stosunkowo dużo. Jest to okres intensywnej wegetacji. Przesuszanie roślin w tym okresie powoduje, że roślina zaczyna się bronić przed utratą wody, ogranicza transpirację, zamyka aparaty szparkowe co skutkuje zahamowaniem wymiany gazowej i pobieraniem dwutlenku węgla niezbędnego do fotosyntezy. To z kolei prowadzi do deficytu energii niezbędnej do podtrzymywania procesów życiowych rośliny, roślina zaczyna głodować, ba... nawet zaczyna "zjadać siebie samą" wycofując ze starszych liści wszystko co się da aby zaopatrzyć w niezbędne składniki swoje młodsze organy i stożki wzrostu. Roślina wyraźnie słabnie a później atakują ją wszelkie możliwe plagi. Wiadomo, na pochyłe drzewo... Oczywiście, byłby to przykład skrajnego zaniedbania ale przecież tak drastyczne objawy obserwujemy gdy roślina straci korzenie, tu zjawisko fizjologicznej suszy objawia się tak samo. No tak, ale ciągłe zalewanie storczyka doprowadzi do powstania warunków beztlenowych co właśnie skończy się na zgniciu korzeni i doprowadzi do tego samego, więc co tu robić? Cały problem sprowadza się do pogodzenia dwóch żywiołów: powietrza i wody (pamiętajmy, że nasi sprzymierzeńcy czyli mikroorganizmy także potrzebują wody i tlenu). Rozwiązań proponowanych przez hodowców storczyków jest kilka:

1. podlewanie obfite i krótki okres przesuszenia; stosowanie przewiewnych, o duże granulacji komponentów podłoża. (w koszyczkach, w doniczkach)
2. naśladowanie deszczu, zraszanie (hodowla na podkładkach)
3. metody hydroponiczne i jej różne modyfikacje, w podłożach tzw. inertnych czyli obojętnych biologicznie, jak wszelkiego rodzaju wypalane glinki, waty mineralne, włókniny syntetyczne, i gąbki.

Do tego dochodzi zagadnienie ograniczania strat wody przez zapewnianie odpowiedniej wilgotności powietrza ( temat najtrudniejszy a dyskusja toczy się w innym miejscu na tym Forum). viewtopic.php?f=3&t=2080
Tu, chciałabym niedługo przedstawić swoją metodę nawadniania storczyków a do znalezienia tej metody zmusiło mnie... samo życie. Latem wyjeżdżam bardzo często i zostawiam swoje storczyki na "pastwę losu". Tym losem są oczywiście warunki w jakich mieszkam: bardzo małe pomieszczenie w jakim uprawiam storczyki (jest to obudowana loggia, nie całe 2mkw) z wystawą zachodnią ( w letnie upały mieszkanie zamienia się w piekarnik, temp powyżej 30 stopni nie jest wtedy rzadkością), brak wentylacji (zamykam okna, na wypadek burzy i huraganu), wyłączam wszelkie urządzenia elektryczne (wentylatory nie chodzą, nigdy nie wiadomo, o pożar nie trudno a licho nie śpi). Czy można sobie wyobrazić bardziej okropne warunki dla storczyków? No cóż w takich warunkach rozsądniej byłoby zrezygnować z hodowli storczyków w ogóle albo z wyjazdów. Tylko ja kocham szeroki kontakt z przyrodą i mój oddalony ogród, zaś w przypadku storczyków o rozsądek trudno... sami wiecie. Ciasno, nie ma się gdzie ruszyć a doniczek przybywa...przybywa. Czasami myślę, że powinnam się rozwieść.. sama z sobą. Ale wracajmy do wody. Zimą z kolei kaloryfery grzeją, wilgotność powietrza spada niemiłosiernie i wszelkie próby jej znaczącego podniesienia przypominają walkę z wiatrakami. W okresie zimy moje storczyki zużywają przynajmniej trzykrotnie więcej wody niż latem i mają gdzieś wszelkie zalecenia aby ograniczyć podlewanie w tym okresie, bo jednocześnie musiałabym obniżyć temperaturę w mieszkaniu; a ja już wiekowa jestem i nie lubię marznąć (dlatego nie hoduję „chłodolubów”, a posiadanie Coelogyne cristata na zawsze pozostanie marzeniem, niestety). Na pewno wiele osób zaglądających na to forum ma podobne warunki i te rozważania kieruję przede wszystkim do nich. Ci, którzy mają szklarnię lub orchidarium zapewne problem rozwiązują inaczej i też dobrze.

Gdzie zatem szukałam inspiracji? A państwie pomysłowych ludzi. W następnym "odcinku" zaproszę Was w podróż...znów odwiedzimy Indian, tym razem Azteków. Pozdrawiam Barbara.
Po przemyśleniu uznałam, że problemy związane z nawożeniem organicznym, wprowadzaniem użytecznych mikroorganizmów i wszelkich zagadnień związanych z utrzymywaniem równowagi biologicznej w naszych doniczkach, są tak szerokie, że omawianie ich tu w szczegółach jest chyba przedwczesne. Oczywiście wrócimy do tego, bo jest to temat i ciekawy i niezmiernie ważny. Może też w międzyczasie znajdą się osoby, które stosują naturalne dokarmianie storczyków i zechcą się z nami podzielić swoimi doświadczeniami. Zachęcam. Poza tym jeśli ktoś czegoś nie rozumie, niech nie krepuje się zapytać, w miarę możliwości zamieszczę dodatkowe wyjaśnienia. Nie wstyd jest nie wiedzieć, wstyd nie chcieć wiedzieć. Skoro oprowadzam po "dżungli" różnych skomplikowanych problemów, to jako przewodnik muszę nie tylko znać teren i cel podróży, a więc iść na przedzie, ale także baczyć aby nie pogubić uczestników wyprawy. Głupio by było gdyby przewodnik wrócił do bazy sam.

Ho, ho, ho... ale się porobiło. Obawiam się, że w kwestia wody akwariowej za bardzo oddali nas od tematu. Mogę tylko powiedzieć, że żadnego doświadczenia w tym względzie nie mam bo... nie mam akwarium. Zresztą kwestia parametrów w wodzie do podlewania storczyków była "wałkowana" już na tym forum wielokrotnie np. [url=http://www.forum.storczyki.pl/viewtopic.php?f=3&t=1651]TUTAJ[/url]
i nie byłoby dobrze ten problem przenosić tutaj.
Nie mniej sprawa dostępu naszych storczyków do wody jako takiej, pomijając jej różne parametry, pozostaje zagadnieniem dość ważnym. Wiele osób zadawało pytania, jak podlewać, ile podlewać i jak często? W naturze dostęp do wody jest zapewniany głównie przez opady, zależnie od klimatu, mniej lub bardziej regularnie; my dostarczamy jej przez podlewanie. Wielu z nas hoduje różne rodzaje storczyków, które różnią się także cyklem wegetacyjnym; jedne potrzebują stałego zaopatrywania w wodę (np Phalaenopsis, Vanda, niektóre Cattleye), inne w okresach spoczynku zadawalają się mniejsza jej ilością (niektóre Dendrobia, niektóre Cattleye) a jeszcze inne nie potrzebują w pewnym okresie jej prawie wcale (tzw. "śpiochy" -np. Cycnoches, Mormodes, Haenarie). Te wszystkie informacje można znaleźć oczywiście w arkuszach uprawy i nie sposób tu tego omówić. Nie mniej niezależnie od rodzaju storczyka i jego cyklu wegetacyjnego każdy z nich ma okres kiedy tej wody potrzebuje stosunkowo dużo. Jest to okres intensywnej wegetacji. Przesuszanie roślin w tym okresie powoduje, że roślina zaczyna się bronić przed utratą wody, ogranicza transpirację, zamyka aparaty szparkowe co skutkuje zahamowaniem wymiany gazowej i pobieraniem dwutlenku węgla niezbędnego do fotosyntezy. To z kolei prowadzi do deficytu energii niezbędnej do podtrzymywania procesów życiowych rośliny, roślina zaczyna głodować, ba... nawet zaczyna "zjadać siebie samą" wycofując ze starszych liści wszystko co się da aby zaopatrzyć w niezbędne składniki swoje młodsze organy i stożki wzrostu. Roślina wyraźnie słabnie a później atakują ją wszelkie możliwe plagi. Wiadomo, na pochyłe drzewo... Oczywiście, byłby to przykład skrajnego zaniedbania ale przecież tak drastyczne objawy obserwujemy gdy roślina straci korzenie, tu zjawisko fizjologicznej suszy objawia się tak samo. No tak, ale ciągłe zalewanie storczyka doprowadzi do powstania warunków beztlenowych co właśnie skończy się na zgniciu korzeni i doprowadzi do tego samego, więc co tu robić? Cały problem sprowadza się do pogodzenia dwóch żywiołów: powietrza i wody (pamiętajmy, że nasi sprzymierzeńcy czyli mikroorganizmy także potrzebują wody i tlenu). Rozwiązań proponowanych przez hodowców storczyków jest kilka:

1. podlewanie obfite i krótki okres przesuszenia; stosowanie przewiewnych, o duże granulacji komponentów podłoża. (w koszyczkach, w doniczkach)
2. naśladowanie deszczu, zraszanie (hodowla na podkładkach)
3. metody hydroponiczne i jej różne modyfikacje, w podłożach tzw. inertnych czyli obojętnych biologicznie, jak wszelkiego rodzaju wypalane glinki, waty mineralne, włókniny syntetyczne, i gąbki.

Do tego dochodzi zagadnienie ograniczania strat wody przez zapewnianie odpowiedniej wilgotności powietrza ( temat najtrudniejszy a dyskusja toczy się w innym miejscu na tym Forum). http://www.forum.storczyki.pl/viewtopic.php?f=3&t=2080
Tu, chciałabym niedługo przedstawić swoją metodę nawadniania storczyków a do znalezienia tej metody zmusiło mnie... samo życie. Latem wyjeżdżam bardzo często i zostawiam swoje storczyki na "pastwę losu". Tym losem są oczywiście warunki w jakich mieszkam: bardzo małe pomieszczenie w jakim uprawiam storczyki (jest to obudowana loggia, nie całe 2mkw) z wystawą zachodnią ( w letnie upały mieszkanie zamienia się w piekarnik, temp powyżej 30 stopni nie jest wtedy rzadkością), brak wentylacji (zamykam okna, na wypadek burzy i huraganu), wyłączam wszelkie urządzenia elektryczne (wentylatory nie chodzą, nigdy nie wiadomo, o pożar nie trudno a licho nie śpi). Czy można sobie wyobrazić bardziej okropne warunki dla storczyków? No cóż w takich warunkach rozsądniej byłoby zrezygnować z hodowli storczyków w ogóle albo z wyjazdów. Tylko ja kocham szeroki kontakt z przyrodą i mój oddalony ogród, zaś w przypadku storczyków o rozsądek trudno... sami wiecie. Ciasno, nie ma się gdzie ruszyć a doniczek przybywa...przybywa. Czasami myślę, że powinnam się rozwieść.. sama z sobą. Ale wracajmy do wody. Zimą z kolei kaloryfery grzeją, wilgotność powietrza spada niemiłosiernie i wszelkie próby jej znaczącego podniesienia przypominają walkę z wiatrakami. W okresie zimy moje storczyki zużywają przynajmniej trzykrotnie więcej wody niż latem i mają gdzieś wszelkie zalecenia aby ograniczyć podlewanie w tym okresie, bo jednocześnie musiałabym obniżyć temperaturę w mieszkaniu; a ja już wiekowa jestem i nie lubię marznąć (dlatego nie hoduję „chłodolubów”, a posiadanie Coelogyne cristata na zawsze pozostanie marzeniem, niestety). Na pewno wiele osób zaglądających na to forum ma podobne warunki i te rozważania kieruję przede wszystkim do nich. Ci, którzy mają szklarnię lub orchidarium zapewne problem rozwiązują inaczej i też dobrze.

Gdzie zatem szukałam inspiracji? A państwie pomysłowych ludzi. W następnym "odcinku" zaproszę Was w podróż...znów odwiedzimy Indian, tym razem Azteków. Pozdrawiam Barbara.
  • Cytuj Argo

Re: Storczyki bliżej Natury

Post Autor Argo » 24-02-2012, 06:46

W odpowiedzi Michałowi...
Cóż Michale, postawiłeś mnie w dość kłopotliwej sytuacji. Chciałabym tego uniknąć jednak wyczuwam, że niektórzy będą wyczekiwać mojego komentarza jako "arbitra" w sporach w tym wątku. Widzisz, każda krytyka ma pewien ciężar i zwraca na siebie uwagę często odwracając ją od zasadniczego problemu. Dlatego używajmy jej z namysłem. Nie wylewajmy dziecka z kompielą. Opracowanie Romka jest naprawdę bardzo dobre. Jak napisała to Marzena NM , nie jest to błąd. Aby uzasadnić to co powiedziałam, przyjrzyjmy się owym tajemniczym rzymskim cyfrom w nawiasach. Są to stopnie ulenienia azotu w tych związkach, i tu musielibyśmy wytłumaczyć co to takiego jest a i tak nie wszyscy by to zrozumieli a na dokładkę nie wniosłoby to nic do głównego wątku storczykowego. Z czasem niejeden pożegnałby nas ozięble. Moją intencją nie jest robienie wykładów z chemi. Chemia pełni w tym wątku wyłącznie rolę służebną. Czytając niektóre Twoje posty domyślam się, że jesteś świeżo upieczonym adeptem nauki i należysz do "młodych gniewnych". Twoje prawo, może z czasem nabierzesz więcej dystansu do wszelkiego rodzaju formalizmów i poczujesz pewną lekkość w obcowaniu z nauką, czego Ci szczerze życzę. Tu chodzi raczej o to abyśmy się dobrze rozumieli. I oczywiście zapraszam do dalszej dyskusji. Barbara
W odpowiedzi Michałowi...
Cóż Michale, postawiłeś mnie w dość kłopotliwej sytuacji. Chciałabym tego uniknąć jednak wyczuwam, że niektórzy będą wyczekiwać mojego komentarza jako "arbitra" w sporach w tym wątku. Widzisz, każda krytyka ma pewien ciężar i zwraca na siebie uwagę często odwracając ją od zasadniczego problemu. Dlatego używajmy jej z namysłem. Nie wylewajmy dziecka z kompielą. Opracowanie Romka jest naprawdę bardzo dobre. Jak napisała to Marzena NM , nie jest to błąd. Aby uzasadnić to co powiedziałam, przyjrzyjmy się owym tajemniczym rzymskim cyfrom w nawiasach. Są to stopnie ulenienia azotu w tych związkach, i tu musielibyśmy wytłumaczyć co to takiego jest a i tak nie wszyscy by to zrozumieli a na dokładkę nie wniosłoby to nic do głównego wątku storczykowego. Z czasem niejeden pożegnałby nas ozięble. Moją intencją nie jest robienie wykładów z chemi. Chemia pełni w tym wątku wyłącznie rolę służebną. Czytając niektóre Twoje posty domyślam się, że jesteś świeżo upieczonym adeptem nauki i należysz do "młodych gniewnych". Twoje prawo, może z czasem nabierzesz więcej dystansu do wszelkiego rodzaju formalizmów i poczujesz pewną lekkość w obcowaniu z nauką, czego Ci szczerze życzę. Tu chodzi raczej o to abyśmy się dobrze rozumieli. I oczywiście zapraszam do dalszej dyskusji. Barbara
  • Cytuj Argo

Storczyki bliżej Natury

Post Autor Argo » 23-02-2012, 20:36

Witam wszystkich bardzo serdecznie. W tym miejscu chciałabym kontynuować tematy rozpoczęte w poprzednim wątku:
viewtopic.php?f=3&t=2042
Być może w niedługim czasie niektóre treści z poprzedniego wątku zostaną przeniesione i z integrowane z bieżącą dyskusją. Prawdopodobnie też, jeśli będzie taka potrzeba i życzenie Forumowiczów, opracuję bardziej zwartą formę tematu, która będzie umieszczona w Bibliotece Forum. Zapraszam do dyskusji.


W odpowiedzi "Piromanowi" (na post zamieszczony w wymienionym wątku)

Brawo Romku !!! Cieszę się, że tak ładnie to opisałeś. Jest tam bardzo dużo przydatnych informacji dla storczykomaniaków i pewnie nawet się nie spodziewają jakich. Wykorzystamy je nie do filtracji wody co prawda ale do hodowli storczyków w podłożu. Bardzo mi pomogłeś, bedę mogła się w ten sposób uchylić rąbka tajemnicy jak hoduję swoje storczyki. Akwarystą nie jestem ale zawsze ten świat mnie fascynował więc śledziłam także fora akwarystyczne i stamtąd dowiedziałam się o tym, że można takie bakterie kupić. Używam ich od dawna z dobrym skutkiem. Azotyny, jony amonowe oraz amoniak są toksyczne nie tylko dla ryb ale także źle wpływają na rośliny i warunki glebowe (podwyższają pH). Ponadto w tym procesie dochodzi do dużych strat azotu. Produkowane są one zwłaszcza tam gdzie mamy bardzo dużo związków azotowych pochodzenia organicznego, podobnie jak w akwarium. Sa one zawarte w nawozach typu mocznik, guano, mączka rybna itp. Wśród nawet światowej sławy storczykarzy jak Pan Wang (przewodniczący AOS) panuje pogląd, że dla storczyków niekorzystne jest nawożenie mocznikiem i należy go unikać. Twierdzą, że lepsze są nawozy w postaci azotanowej. Pewnie mają rację ale tylko wtedy gdy ograniczymy się do nawożenia mineralnego. Jeśli chcemy używać nawozów organicznych to te bakterie są zbawieniem. A ponadto wymagają jak nasze storczyki tlenu, i miejsca porowatego do zasiedlenia (węgiel, kora, keramzyt). No i nie śmierdzi! Widzimy więc pewną analogię między filtrem akwarystycznym a podłożem storczykowym. Tak to się zbiegły dwa światy i widzimy, że procesy w nich zachodzące nie są tak różne jakby się na pierwszy rzut oka wydawało. Na styku dwóch dziedzin wiedzy może zaiskrzyć.

Na razie zapamiętajmy to co najważniejsze w opracowaniu Romka (będę się do niego odwoływać jeszcze nie raz).

piroman pisze:...Proces nitryfikacyjny zamienia jony amonowe (NH4) na azotyny (NO2) a te z kolei przez inny gatunek bakterii są zamieniane na azotany (NO3). Azotany są znacznie mniej toksyczne od tych dwóch poprzednich, nie wspominając o amoniaku (NH3), który jest bardzo toksyczny, ale w normalnych warunkach akwarystycznych szybko zamienia się na mniej toksyczną formę (NH4). ..


Dziękuję Ci Romku i proszę abyś podzielił się z nami doświadczeniem jakiej firmy preparaty bakteryjne sa najlepsze.
Pozdrawiam wszystkich Barbara

Ps. Mery, masz jak widzę niezwykłą pamięć, mój wkład był więcej niż skromny, pamiętam tylko, że stanęłam w obronie jednego przemiłego pożytecznego roztocza, nazywa się Hypoaspis miles. Mam go do dzisiaj czuje się świetnie i dzielnie patroluje moje storczyki, ziemiórki nie są już takie straszne jak niegdyś, no i chemii nie trzeba. Chciałabym Cię prosić abyś zechciałan nam bardziej szczególowo opisać jakich naturalnych sposobów używałaś w swojej uprawie storczyków. To przykre, że Twoim storczykom przydarzył się najazd "konwistadorów" ale mam nadzieję, że je już wyleczyłaś?. Proszę zwracać się do mnie po imieniu.Pozdrawiam serdecznie Barbara
[color=#000080]Witam wszystkich bardzo serdecznie. W tym miejscu chciałabym kontynuować tematy rozpoczęte w poprzednim wątku:
http://www.forum.storczyki.pl/viewtopic.php?f=3&t=2042
Być może w niedługim czasie niektóre treści z poprzedniego wątku zostaną przeniesione i z integrowane z bieżącą dyskusją. Prawdopodobnie też, jeśli będzie taka potrzeba i życzenie Forumowiczów, opracuję bardziej zwartą formę tematu, która będzie umieszczona w Bibliotece Forum. Zapraszam do dyskusji.[/color]

W odpowiedzi "Piromanowi" (na post zamieszczony w wymienionym wątku)

Brawo Romku !!! Cieszę się, że tak ładnie to opisałeś. Jest tam bardzo dużo przydatnych informacji dla storczykomaniaków i pewnie nawet się nie spodziewają jakich. Wykorzystamy je nie do filtracji wody co prawda ale do hodowli storczyków w podłożu. Bardzo mi pomogłeś, bedę mogła się w ten sposób uchylić rąbka tajemnicy jak hoduję swoje storczyki. Akwarystą nie jestem ale zawsze ten świat mnie fascynował więc śledziłam także fora akwarystyczne i stamtąd dowiedziałam się o tym, że można takie bakterie kupić. Używam ich od dawna z dobrym skutkiem. Azotyny, jony amonowe oraz amoniak są toksyczne nie tylko dla ryb ale także źle wpływają na rośliny i warunki glebowe (podwyższają pH). Ponadto w tym procesie dochodzi do dużych strat azotu. Produkowane są one zwłaszcza tam gdzie mamy bardzo dużo związków azotowych pochodzenia organicznego, podobnie jak w akwarium. Sa one zawarte w nawozach typu mocznik, guano, mączka rybna itp. Wśród nawet światowej sławy storczykarzy jak Pan Wang (przewodniczący AOS) panuje pogląd, że dla storczyków niekorzystne jest nawożenie mocznikiem i należy go unikać. Twierdzą, że lepsze są nawozy w postaci azotanowej. Pewnie mają rację ale tylko wtedy gdy ograniczymy się do nawożenia mineralnego. Jeśli chcemy używać nawozów organicznych to te bakterie są zbawieniem. A ponadto wymagają jak nasze storczyki tlenu, i miejsca porowatego do zasiedlenia (węgiel, kora, keramzyt). No i nie śmierdzi! Widzimy więc pewną analogię między filtrem akwarystycznym a podłożem storczykowym. Tak to się zbiegły dwa światy i widzimy, że procesy w nich zachodzące nie są tak różne jakby się na pierwszy rzut oka wydawało. Na styku dwóch dziedzin wiedzy może zaiskrzyć.

Na razie zapamiętajmy to co najważniejsze w opracowaniu Romka (będę się do niego odwoływać jeszcze nie raz).

[quote="piroman"]
...Proces nitryfikacyjny zamienia jony amonowe (NH4) na azotyny (NO2) a te z kolei przez inny gatunek bakterii są zamieniane na azotany (NO3). Azotany są znacznie mniej toksyczne od tych dwóch poprzednich, nie wspominając o amoniaku (NH3), który jest bardzo toksyczny, ale w normalnych warunkach akwarystycznych szybko zamienia się na mniej toksyczną formę (NH4). ..[/quote]

Dziękuję Ci Romku i proszę abyś podzielił się z nami doświadczeniem jakiej firmy preparaty bakteryjne sa najlepsze.
Pozdrawiam wszystkich Barbara

Ps. Mery, masz jak widzę niezwykłą pamięć, mój wkład był więcej niż skromny, pamiętam tylko, że stanęłam w obronie jednego przemiłego pożytecznego roztocza, nazywa się Hypoaspis miles. Mam go do dzisiaj czuje się świetnie i dzielnie patroluje moje storczyki, ziemiórki nie są już takie straszne jak niegdyś, no i chemii nie trzeba. Chciałabym Cię prosić abyś zechciałan nam bardziej szczególowo opisać jakich naturalnych sposobów używałaś w swojej uprawie storczyków. To przykre, że Twoim storczykom przydarzył się najazd "konwistadorów" ale mam nadzieję, że je już wyleczyłaś?. Proszę zwracać się do mnie po imieniu.Pozdrawiam serdecznie Barbara

Na górę

  • Zespół administracyjny •
  • Zmień rozmiar tekstu
Hosting Telvinet, Wdrożenie DLACIEBIE.NET