logo forum

Storczykowe "Gadu-Gadu" - rozmawiamy o storczykach

Strona główna forum | Biblioteka | Szukaj | Problemy techniczne | Zarejestruj się | Zaloguj się | Strona główna Strona główna Storczyki.pl
Storczykowe "Gadu-Gadu" | Prezentujemy kwitnienia | Gatunki botaniczne
Cattleya i pokrewne | Cataseta i pokrewne | Dendrobium - gatunki i hybrydy | Powiększamy kolekcje

Przejdź do zawartości

O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiotyk

Dodaj komentarz do wiadomości


To pytanie służy do identyfikacji i odrzucenia automatycznych rejestracji oraz wiadomości wysyłanych przez roboty.
Uśmieszki
:D :) ;) :( :o :shock: :? 8-) :lol: :x :P :oops: :cry: :evil: :twisted: :roll: :!: :?: :idea: :arrow: :| :mrgreen: :geek: :ugeek:
   

Jeśli chcesz dołączyć jedno lub więcej zdjęć czy innych dokumentów prześlij plik z Twojego komputera.
Możesz także dodać opis do zdjęcia lub dołączyć inne informacje.
Umieszczając zdjęcie upewnij się, że jest ono Twoją własnością. W innym wypadku łamiesz prawa autorskie.

Rozszerz widok Przegląd wątku: O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiotyk

  • Cytuj Assa

Re: O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiot

Post Autor Assa » 18-04-2017, 08:05

Dzięki Gosia :-)
Dzięki Gosia :-)
  • Cytuj gggoska

Re: O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiot

Post Autor gggoska » 16-04-2017, 17:58

Dzięki Asia; taka determinacja połączona z wiedzą jest godna podziwu i naśladowania. Ja zawsze też reanimuje wszystko- bez względu na "rasowość" rośliny- poza oczywistym celem uratowania delikwenta robię to żeby zdobywać nowe doświadczenia i weryfikować wiedzę. Antybiotyków jeszcze nie próbowałam ale w zaistniałej sytuacji- kto wie?
Dzięki Asia; taka determinacja połączona z wiedzą jest godna podziwu i naśladowania. Ja zawsze też reanimuje wszystko- bez względu na "rasowość" rośliny- poza oczywistym celem uratowania delikwenta robię to żeby zdobywać nowe doświadczenia i weryfikować wiedzę. Antybiotyków jeszcze nie próbowałam ale w zaistniałej sytuacji- kto wie?
  • Cytuj Dorra

Re: O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiot

Post Autor Dorra » 14-04-2017, 11:33

:D
:D
  • Cytuj Assa

Re: O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiot

Post Autor Assa » 14-04-2017, 11:19

Są już 4 korzonki! Idzie jak burza... ;-)
Są już 4 korzonki! Idzie jak burza... ;-)
  • Cytuj Assa

Re: O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiot

Post Autor Assa » 09-04-2017, 19:20

Dziękuję  za powitanie.  Ja ten eksperyment uważam za porządną lekcję.  Dużo mnie nauczył. Trwał 4 miesiące. A kwitnienie, na które trzeba poczekać, jest sprawą drugorzędną.  Ci, którzy kupują siewki, też liczą się z czekaniem. Antybiotyk, który zastosowałam, to Dalacin C.  Dzielę się doświadczeniem, bo okazało się, że nie zawsze "już wszystko stracone" ;-)
Podkreślam, że to był eksperyment. Ale przyniósł efekt.
Dziękuję  za powitanie.  Ja ten eksperyment uważam za porządną lekcję.  Dużo mnie nauczył. Trwał 4 miesiące. A kwitnienie, na które trzeba poczekać, jest sprawą drugorzędną.  Ci, którzy kupują siewki, też liczą się z czekaniem. Antybiotyk, który zastosowałam, to Dalacin C.  Dzielę się doświadczeniem, bo okazało się, że nie zawsze "już wszystko stracone" ;-)
Podkreślam, że to był eksperyment. Ale przyniósł efekt.
  • Cytuj Aga

Re: O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiot

Post Autor Aga » 09-04-2017, 17:32

Gratulacje!
Ja też bardzo lubię takie sukcesy. Nie liczy się wtedy ile czasu trzeba będzie czekać na kwiaty ;) Liczy się to, żeby uratować naszą roślinę.
Fajnie, że podzieliłaś się swoim doświadczeniem ;)
Gratulacje!
Ja też bardzo lubię takie sukcesy. Nie liczy się wtedy ile czasu trzeba będzie czekać na kwiaty ;) Liczy się to, żeby uratować naszą roślinę.
Fajnie, że podzieliłaś się swoim doświadczeniem ;)
  • Cytuj Dorra

Re: O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiot

Post Autor Dorra » 09-04-2017, 17:14

No... cały rok walki i już tylko 3 lata do zakwitnięcia.

Przepraszam... nie chcę tu być arogancka... chcę tylko powiedzieć że ja bym chyba takiej cierpliwości nie miała... z drugiej strony po tych przygodach masz tyle umiejętności że dasz radę ze storczykami które więcej wymagają niż Phalaenopsis 8-)


Witamy na naszym forum!
No... cały rok walki i już tylko 3 lata do zakwitnięcia.

Przepraszam... nie chcę tu być arogancka... chcę tylko powiedzieć że ja bym chyba takiej cierpliwości nie miała... z drugiej strony po tych przygodach masz tyle umiejętności że dasz radę ze storczykami które więcej wymagają niż Phalaenopsis 8-)


Witamy na naszym forum!
  • Cytuj Marta

Re: O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiot

Post Autor Marta » 09-04-2017, 17:09

Gratulacje! Aaaależ satysfakcję masz! Jeszcze podaj nazwy tych antybiotyków. Marta
Gratulacje! Aaaależ satysfakcję masz! Jeszcze podaj nazwy tych antybiotyków. Marta
  • Cytuj Assa

O zmartwychwstaniu storczyka - po co nam w domu antybiotyk

Post Autor Assa » 09-04-2017, 16:11

O zmartwychwstaniu storczyka, czyli po co nam w domu antybiotyk..

Święta się zbliżają, więc pora na niezwykłą opowieść z cudem w tle.

Kupiłam Phal. Yaphon Lobspis Phon "Circle", piękną krzyżówkę z listy moich chciejstw. Z pędem i z obietnicą rychłego kwitnienia.
Chyba chciałam dla niej za dobrze i przemoczyłam roslinę, zapominając, że w okresie zimowym trzeba uważać ze spryskiwaniem podłoża.

Po dwóch miesiącach niektóre liście zmiękły, a korzenie w wiekszości obumarły. Liście ewidentnie zaatakowała zgnilizna bakteryjna.

1.jpg
1.jpg (20.67 KiB) Przeglądane 1655 razy

2.jpg
2.jpg (24.17 KiB) Przeglądane 1655 razy


Pęd kwiatowy i 2 pierwsze liście sybciutko usunęłam, ale zgnilizna nie dała za wygraną, ujawniła się na kolejnych liściach. Usunęłam więc następne.

4.jpg
4.jpg (27.45 KiB) Przeglądane 1653 razy

3.jpg
3.jpg (18.68 KiB) Przeglądane 1653 razy


W tym czasie do końca padły wszystkie korzenie, a zgnilizna pojawiła się na 2 najmłodszych liściach. Zdecydowanie, choć z bólem ucięłam je jak najniżej. Roślina wyglądała jak kikut bez stożka wzrostu. Pozostałość trzonu pokryła się pleśnią, mimo traktowania wodą utlenioną i propolisem. Z całej rośliny został mi jeden (!) liść i zero gwarancji, że stożek nie obumarł. Myślę, że wiele osób uznałoby to za koniec rośliny...

Nie mialam nic do stracenia. Przeszukałam apteczkę i znalazłam 2 antybiotyki. Co szkodzi spróbować?

Wybrałam antybiotyk w kapsułkach, łatwy do rozpuszczania. Od razu się przyznam - nie zrobiłam rozpoznania, co do jego skuteczności w stosunku najczęstszej przyczyny zgnilizny bakteryjnej - Erwinia sp. Gdybym to zrobiła, uznałabym, że nie jest to właściwy specyfik (z ulotki wynikło później, że działa na bakterie Gram (+) i beztlenowe Gram (-), podczas gdy Erwinia sp. należy do Enterobacteriaceae, czyli jest pałeczką tlenową Gram (-)). Nieświadoma tego rozpuściłam 1 kapsułkę w niewielkiej ilości wody, namoczyłam w tym roztworze trzon i przetarłam liść z obu stron, pozwalając antybiotykowi wyschnąć na powierzchni. Po tym zabiegu umieściłam liść w misce szklanej wypełnionej wilgotnym sphagnum (woda RO).

5.jpg

6.jpg


Bałam się pleśni na dole trzonu, więc z paska plastiku zrobiłam podkładkę pod końcówkę trzonu, a nieco wyżej otuliłam go mokrym sphagnum. Całość przykryłam w miarę dopasowaną drugą szklaną miską. Zabieg z antybiotykiem powtarzałam co drugi dzień, 3 razy. Liść wracał na miejsce w misce, zwilżałam codziennie torf i zraszałam liść, uważając, żeby nie zmoczyć stożka wzrostu. Liść zachowywał ciemnozielony kolor i był jędrny, a koniec trzonu - jasnozieleny, twardy, lekko błyszczący. Minimalnie wystający fragmencik nowego pędu nie obumarł i nie zgnił.

Ostatni liść obronił się przed zgnilizną, ale w pewnym momencie wróciła pleśń u dołu trzonu. Kupiłam Miedzian, bo jego działanie jest podwójne - przeciwgrzybicze i przeciwbakteryjne. Namoczyłam trzon, zanurzyłam liść na ok. 30 min., zostawiając znów warstwę specyfiku do obeschnięcia. Zabieg powtórzony 3-4 razy, co drugi dzień.
Wszelkie zarazy ustały. Reszta usuniętych liści "środkowych " zaschła i los stożka wzrostu wydał mi się przesądzony... Póki jednak liść był jędrny, póty nadzieja nie umarła. Codzienne zaglądanie, sprawdzanie, zraszanie.

Po 3 miesiącach zauważyłam 1 milimetrowy wystający ze stożka wzrostu czubek nowego liścia 

7.jpg

8.jpg


Zaczął przyrastać dość szybko, a po kolejnym miesiącu wyjrzał drugi nowy listek. Wow!
Teraz już tylko cierpliwości, żeby ruszyły korzenie...

Dziś mogę powiedzieć, że najtrudniejsze już za nami. Po 4 miesiącach walki pojawił się czubek korzonka .

9.jpg


Po kolejnych 2 tygodniach roślina wypuściła 2 kolejne korzenie.

korzonki3.jpg


Bardzo dużo się nauczyłam przez ten czas. I nadal trzymam kciuki za moją Phal. 
O zmartwychwstaniu storczyka, czyli po co nam w domu antybiotyk..

Święta się zbliżają, więc pora na niezwykłą opowieść z cudem w tle.

Kupiłam Phal. Yaphon Lobspis Phon "Circle", piękną krzyżówkę z listy moich chciejstw. Z pędem i z obietnicą rychłego kwitnienia.
Chyba chciałam dla niej za dobrze i przemoczyłam roslinę, zapominając, że w okresie zimowym trzeba uważać ze spryskiwaniem podłoża.

Po dwóch miesiącach niektóre liście zmiękły, a korzenie w wiekszości obumarły. Liście ewidentnie zaatakowała zgnilizna bakteryjna.

[attachment=9]1.jpg[/attachment]
[attachment=8]2.jpg[/attachment]

Pęd kwiatowy i 2 pierwsze liście sybciutko usunęłam, ale zgnilizna nie dała za wygraną, ujawniła się na kolejnych liściach. Usunęłam więc następne.

[attachment=7]4.jpg[/attachment]
[attachment=6]3.jpg[/attachment]

W tym czasie do końca padły wszystkie korzenie, a zgnilizna pojawiła się na 2 najmłodszych liściach. Zdecydowanie, choć z bólem ucięłam je jak najniżej. Roślina wyglądała jak kikut bez stożka wzrostu. Pozostałość trzonu pokryła się pleśnią, mimo traktowania wodą utlenioną i propolisem. Z całej rośliny został mi jeden (!) liść i zero gwarancji, że stożek nie obumarł. Myślę, że wiele osób uznałoby to za koniec rośliny...

Nie mialam nic do stracenia. Przeszukałam apteczkę i znalazłam 2 antybiotyki. Co szkodzi spróbować?

Wybrałam antybiotyk w kapsułkach, łatwy do rozpuszczania. Od razu się przyznam - nie zrobiłam rozpoznania, co do jego skuteczności w stosunku najczęstszej przyczyny zgnilizny bakteryjnej - Erwinia sp. Gdybym to zrobiła, uznałabym, że nie jest to właściwy specyfik (z ulotki wynikło później, że działa na bakterie Gram (+) i beztlenowe Gram (-), podczas gdy Erwinia sp. należy do Enterobacteriaceae, czyli jest pałeczką tlenową Gram (-)). Nieświadoma tego rozpuściłam 1 kapsułkę w niewielkiej ilości wody, namoczyłam w tym roztworze trzon i przetarłam liść z obu stron, pozwalając antybiotykowi wyschnąć na powierzchni. Po tym zabiegu umieściłam liść w misce szklanej wypełnionej wilgotnym sphagnum (woda RO).

[attachment=5]5.jpg[/attachment]
[attachment=4]6.jpg[/attachment]

Bałam się pleśni na dole trzonu, więc z paska plastiku zrobiłam podkładkę pod końcówkę trzonu, a nieco wyżej otuliłam go mokrym sphagnum. Całość przykryłam w miarę dopasowaną drugą szklaną miską. Zabieg z antybiotykiem powtarzałam co drugi dzień, 3 razy. Liść wracał na miejsce w misce, zwilżałam codziennie torf i zraszałam liść, uważając, żeby nie zmoczyć stożka wzrostu. Liść zachowywał ciemnozielony kolor i był jędrny, a koniec trzonu - jasnozieleny, twardy, lekko błyszczący. Minimalnie wystający fragmencik nowego pędu nie obumarł i nie zgnił.

Ostatni liść obronił się przed zgnilizną, ale w pewnym momencie wróciła pleśń u dołu trzonu. Kupiłam Miedzian, bo jego działanie jest podwójne - przeciwgrzybicze i przeciwbakteryjne. Namoczyłam trzon, zanurzyłam liść na ok. 30 min., zostawiając znów warstwę specyfiku do obeschnięcia. Zabieg powtórzony 3-4 razy, co drugi dzień.
Wszelkie zarazy ustały. Reszta usuniętych liści "środkowych " zaschła i los stożka wzrostu wydał mi się przesądzony... Póki jednak liść był jędrny, póty nadzieja nie umarła. Codzienne zaglądanie, sprawdzanie, zraszanie.

Po 3 miesiącach zauważyłam 1 milimetrowy wystający ze stożka wzrostu czubek nowego liścia 

[attachment=3]7.jpg[/attachment]
[attachment=2]8.jpg[/attachment]

Zaczął przyrastać dość szybko, a po kolejnym miesiącu wyjrzał drugi nowy listek. Wow!
Teraz już tylko cierpliwości, żeby ruszyły korzenie...

Dziś mogę powiedzieć, że najtrudniejsze już za nami. Po 4 miesiącach walki pojawił się czubek korzonka .

[attachment=1]9.jpg[/attachment]

Po kolejnych 2 tygodniach roślina wypuściła 2 kolejne korzenie.

[attachment=0]korzonki3.jpg[/attachment]

Bardzo dużo się nauczyłam przez ten czas. I nadal trzymam kciuki za moją Phal. 

Na górę

  • Zespół administracyjny •
  • Zmień rozmiar tekstu
Hosting Telvinet, Wdrożenie DLACIEBIE.NET