logo forum

Storczykowe "Gadu-Gadu" - rozmawiamy o storczykach

Strona główna forum | Biblioteka | Szukaj | Problemy techniczne | Zarejestruj się | Zaloguj się | Strona główna Strona główna Storczyki.pl
Storczykowe "Gadu-Gadu" | Prezentujemy kwitnienia | Gatunki botaniczne
Cattleya i pokrewne | Cataseta i pokrewne | Dendrobium - gatunki i hybrydy | Powiększamy kolekcje

Przejdź do zawartości

Galopująca choroba liści.

Dodaj komentarz do wiadomości


To pytanie służy do identyfikacji i odrzucenia automatycznych rejestracji oraz wiadomości wysyłanych przez roboty.
Uśmieszki
:D :) ;) :( :o :shock: :? 8-) :lol: :x :P :oops: :cry: :evil: :twisted: :roll: :!: :?: :idea: :arrow: :| :mrgreen: :geek: :ugeek:
   

Jeśli chcesz dołączyć jedno lub więcej zdjęć czy innych dokumentów prześlij plik z Twojego komputera.
Możesz także dodać opis do zdjęcia lub dołączyć inne informacje.
Umieszczając zdjęcie upewnij się, że jest ono Twoją własnością. W innym wypadku łamiesz prawa autorskie.

Rozszerz widok Przegląd wątku: Galopująca choroba liści.

  • Cytuj Mery

Re: Galopująca choroba liści.

Post Autor Mery » 14-03-2011, 12:26

titus1 pisze: Sądząc po zniszczeniach liści i tempie zmian, to te przędziorki powinny być wielkości pszczoły.
A to uważam za żart.
Zmiana jest początkowo maleńka. Zupełnie nie widoczna. Grzyb z czasem robi swoje i plamka powiększa się stopniowo.. Dlatego pisałam, że nie są to objawy powstałe w jednym tygodniu.
Gdyby była to mokra zgnilizna[ o której nic nie było napisane] , proces chorobowy postępuje znacznie szybciej.
Takie jest moje zdanie.
Podnoszenie odporności storczyków po takiej ilości preparatów biologicznych??? i chemicznych , przy pomocy chemii, moim zdaniem jest niewskazane.
Może ktoś inny poradzi, coś lepszego.
Ja nie stosowałabym już innych środków podnoszących odporność., poza dbałością o dobre warunki uprawy i obserwowaniem stanu roślin.
[quote="titus1"] Sądząc po zniszczeniach liści i tempie zmian, to te przędziorki powinny być wielkości pszczoły.
[/quote] A to uważam za żart.
Zmiana jest początkowo maleńka. Zupełnie nie widoczna. Grzyb z czasem robi swoje i plamka powiększa się stopniowo.. Dlatego pisałam, że nie są to objawy powstałe w jednym tygodniu.
Gdyby była to mokra zgnilizna[ o której nic nie było napisane] , proces chorobowy postępuje znacznie szybciej.
Takie jest moje zdanie.
Podnoszenie odporności storczyków po takiej ilości preparatów biologicznych??? i chemicznych , przy pomocy chemii, moim zdaniem jest niewskazane.
Może ktoś inny poradzi, coś lepszego.
Ja nie stosowałabym już innych środków podnoszących odporność., poza dbałością o dobre warunki uprawy i obserwowaniem stanu roślin.
  • Cytuj titus1

Re: Galopująca choroba liści.

Post Autor titus1 » 14-03-2011, 10:46

Dlatego wykluczyłem przędziorki, bo oglądałem liście pod lupą. Poza tym nie ma na nich charakterystycznego zniszczenia komórek po wysysaniu. Sądząc po zniszczeniach liści i tempie zmian, to te przędziorki powinny być wielkości pszczoły. Nie ma również charakterystycznej pajęczynki, którą można dopatrzyć się zaraz po spryskaniu rośliny.

Jak mogę podnieść odporność rośliny, po zastosowaniu środków przeciw grzybowych/ p. bakteryjnych czy nawet antybiotyków? Czy tylko Biochikol?
Dlatego wykluczyłem przędziorki, bo oglądałem liście pod lupą. Poza tym nie ma na nich charakterystycznego zniszczenia komórek po wysysaniu. Sądząc po zniszczeniach liści i tempie zmian, to te przędziorki powinny być wielkości pszczoły. Nie ma również charakterystycznej pajęczynki, którą można dopatrzyć się zaraz po spryskaniu rośliny.

Jak mogę podnieść odporność rośliny, po zastosowaniu środków przeciw grzybowych/ p. bakteryjnych czy nawet antybiotyków? Czy tylko Biochikol?
  • Cytuj Mery

Re: Galopująca choroba liści.

Post Autor Mery » 14-03-2011, 09:20

Jak przędziorki były na dendrobium, to prawdopodobnie były wszędzie. One się łatwo przemieszczają nawet z ruchem powietrza. A ich żerowanie otwiera tkankę i ułatwia zasiedlenie się różnych patogenów.

Ja w wypadku szybko powiększających się plam grzybowych ,wycinam dziury , tnąc po zdrowej tkance. W wypadku mokrych zmian ,cięłabym większe części liści. [konieczne jest odkażanie narzędzi po każdym cięciu.]
Jeżeli jest podejrzenie skażenia od podłoża, należałoby je odkazić .
Zastosowałabym : Previcur 607 SL .Stosowany jest do podlewania 1-2 razy, co2-3 tygodnie.
Potem proponuję zastosować Biochikol 020 PC.
Zastanawiam się, jak takie biedaki zniosą, tyle środków chemicznych.
Bez badań trudno jest dokładnie ustalić co należny zastosować.
To jest moje zdanie.
Życzę powodzenia, Maria.
Jak przędziorki były na dendrobium, to prawdopodobnie były wszędzie. One się łatwo przemieszczają nawet z ruchem powietrza. A ich żerowanie otwiera tkankę i ułatwia zasiedlenie się różnych patogenów.

Ja w wypadku szybko powiększających się plam grzybowych ,wycinam dziury , tnąc po zdrowej tkance. W wypadku mokrych zmian ,cięłabym większe części liści. [konieczne jest odkażanie narzędzi po każdym cięciu.]
Jeżeli jest podejrzenie skażenia od podłoża, należałoby je odkazić .
Zastosowałabym : Previcur 607 SL .Stosowany jest do podlewania 1-2 razy, co2-3 tygodnie.
Potem proponuję zastosować Biochikol 020 PC.
Zastanawiam się, jak takie biedaki zniosą, tyle środków chemicznych.
Bez badań trudno jest dokładnie ustalić co należny zastosować.
To jest moje zdanie.
Życzę powodzenia, Maria.
  • Cytuj titus1

Re: Galopująca choroba liści.

Post Autor titus1 » 14-03-2011, 07:43

Witam,
Przędziorki wykluczam, poza jednym dendrobium. Natomiast choroba musiała się roznieść przez moczenie we wspólnej wodzie. Akurat w ostatnim musiało dojść do nasilenia objawów. Nie jestem wstanie codziennie brać każdą roślinę do ręki.
Rozumiem, że stosując się do zaleceń zawartych w przedstawionym wątku, nie doprowadzę do "naprawy" liścia, a tylko do zatrzymania objawów. Czy będzie konieczne cięcie chorych liści?


pozdrawiam,

titus
Witam,
Przędziorki wykluczam, poza jednym dendrobium. Natomiast choroba musiała się roznieść przez moczenie we wspólnej wodzie. Akurat w ostatnim musiało dojść do nasilenia objawów. Nie jestem wstanie codziennie brać każdą roślinę do ręki.
Rozumiem, że stosując się do zaleceń zawartych w przedstawionym wątku, nie doprowadzę do "naprawy" liścia, a tylko do zatrzymania objawów. Czy będzie konieczne cięcie chorych liści?


pozdrawiam,

titus
  • Cytuj Mery

Re: Galopująca choroba liści.

Post Autor Mery » 14-03-2011, 00:52

Moim zdaniem te zmiany nie wystąpiły w ciągu jednego tygodnia.
Myślę, że rośliny osłabione błędami uprawowymi ,zostały zaatakowane przez grzyby i bakterie i .... ..
Proszę poczytać temat z archiwum. Tam jest porada p. Jana
http://www.storczyki.pl/forum/view.php3 ... rst=&last=
A te zapadnięte tkanki wyglądają jak po ataku szkodnika podobnego do przędziorka [false spider mite ].
Moim zdaniem te zmiany nie wystąpiły w ciągu jednego tygodnia.
Myślę, że rośliny osłabione błędami uprawowymi ,zostały zaatakowane przez grzyby i bakterie i .... ..
Proszę poczytać temat z archiwum. Tam jest porada p. Jana
http://www.storczyki.pl/forum/view.php3?bn=storczyk_storczyki2&key=1218994639&first=&last=
A te zapadnięte tkanki wyglądają jak po ataku szkodnika podobnego do przędziorka [false spider mite ].
  • Cytuj titus1

Galopująca choroba liści.

Post Autor titus1 » 13-03-2011, 23:49

Witam,
Bardzo proszę o pomoc, przeglądałem dział ze zdjęciami chorób, jednak, żadne zdjęcie jakoś nie potwierdza w 100% paskudztwa które nawiedziło moje rośliny. Zaatakowane są głównie phalaenopsisy, cattleye i dendrobia phalaenopsis. U phalaenopsisów choroba objawia się na początku odbarwieniem liści widocznym pod światło, potem żółknięcie, albo od razu brunatny wżer w liściu. Do tego efekt "skórki ogórka", widoczny na trzecim zdjęciu, jakby bąble z żółtymi przebarwieniami. Nie są to typowe pęcherze wypełnione płynem, lecz wypchnięcia do góry tkanki liścia. U mniejszych phalaenopsisów pojawienie się kilku wżerów kończyło się zżółknięciem i opadnięciem liścia. Choroba zaatakowała rośliny zdrowe, z korzeniami i nowymi liśćmi jak i reanimowane.
Diagnoza o niewłaściwych proporcjach woda-światło raczej odpada. Rośliny całą zimę były doświetlane baterią świetlówek o widmie zbliżonym do słonecznego, rano do wschodu słońca i po południu. Rośliny były trzymane trochę suchszej niż w sezonie wzrostu. Choroba ominęła vandy, które korzystały z wody najwięcej. W pomieszczeniu pracuje nawilżacz, który dawał wilgotność do 55%. W pomieszczeniu pracują wiatraki, sprzężone ze świetlówkami.
Nie wiem czy to ważne, ale jesienią moje dendrobium farmerii zaczęło brązowieć na końcach liści. Poradzono mi, że to przez przeazotowanie. Owszem, próbowałem sił z własnymi mieszankami, susz skrzypu, suszony nawóz naturalny i z niego robiona gnojówka. Odciąłem uszkodzone końcówki i choroba przestała się rozprzestrzeniać. Nie wiem, czy obecne objawy to efekt przenawożenia lub użycia zastarzałej gnojówki, w której rozwinęło się jakieś paskudztwo.
Atak choroby nastąpił, kiedy nie zaglądałem przez tydzień do roślin. Od razu zastosowałem Score + Biochikol. Chcę odczekać tydzień i zastosować Citrosept.
Z chemii do tej pory stosowałem tylko Magus CS na przędziorki.

pozdrawiam

titus
Załączniki
1.JPG
5.JPG
6.JPG
Witam,
Bardzo proszę o pomoc, przeglądałem dział ze zdjęciami chorób, jednak, żadne zdjęcie jakoś nie potwierdza w 100% paskudztwa które nawiedziło moje rośliny. Zaatakowane są głównie phalaenopsisy, cattleye i dendrobia phalaenopsis. U phalaenopsisów choroba objawia się na początku odbarwieniem liści widocznym pod światło, potem żółknięcie, albo od razu brunatny wżer w liściu. Do tego efekt "skórki ogórka", widoczny na trzecim zdjęciu, jakby bąble z żółtymi przebarwieniami. Nie są to typowe pęcherze wypełnione płynem, lecz wypchnięcia do góry tkanki liścia. U mniejszych phalaenopsisów pojawienie się kilku wżerów kończyło się zżółknięciem i opadnięciem liścia. Choroba zaatakowała rośliny zdrowe, z korzeniami i nowymi liśćmi jak i reanimowane.
Diagnoza o niewłaściwych proporcjach woda-światło raczej odpada. Rośliny całą zimę były doświetlane baterią świetlówek o widmie zbliżonym do słonecznego, rano do wschodu słońca i po południu. Rośliny były trzymane trochę suchszej niż w sezonie wzrostu. Choroba ominęła vandy, które korzystały z wody najwięcej. W pomieszczeniu pracuje nawilżacz, który dawał wilgotność do 55%. W pomieszczeniu pracują wiatraki, sprzężone ze świetlówkami.
Nie wiem czy to ważne, ale jesienią moje dendrobium farmerii zaczęło brązowieć na końcach liści. Poradzono mi, że to przez przeazotowanie. Owszem, próbowałem sił z własnymi mieszankami, susz skrzypu, suszony nawóz naturalny i z niego robiona gnojówka. Odciąłem uszkodzone końcówki i choroba przestała się rozprzestrzeniać. Nie wiem, czy obecne objawy to efekt przenawożenia lub użycia zastarzałej gnojówki, w której rozwinęło się jakieś paskudztwo.
Atak choroby nastąpił, kiedy nie zaglądałem przez tydzień do roślin. Od razu zastosowałem Score + Biochikol. Chcę odczekać tydzień i zastosować Citrosept.
Z chemii do tej pory stosowałem tylko Magus CS na przędziorki.

pozdrawiam

titus

Na górę

  • Zespół administracyjny •
  • Zmień rozmiar tekstu
Hosting Telvinet, Wdrożenie DLACIEBIE.NET