logo forum

Storczykowe "Gadu-Gadu" - rozmawiamy o storczykach

Strona główna forum | Biblioteka | Szukaj | Problemy techniczne | Zarejestruj się | Zaloguj się | Strona główna Strona główna Storczyki.pl
Storczykowe "Gadu-Gadu" | Prezentujemy kwitnienia | Gatunki botaniczne
Cattleya i pokrewne | Cataseta i pokrewne | Dendrobium - gatunki i hybrydy | Powiększamy kolekcje

Przejdź do zawartości

Chyba początki choroby :(

Dodaj komentarz do wiadomości


To pytanie służy do identyfikacji i odrzucenia automatycznych rejestracji oraz wiadomości wysyłanych przez roboty.
Uśmieszki
:D :) ;) :( :o :shock: :? 8-) :lol: :x :P :oops: :cry: :evil: :twisted: :roll: :!: :?: :idea: :arrow: :| :mrgreen: :geek: :ugeek:
   

Jeśli chcesz dołączyć jedno lub więcej zdjęć czy innych dokumentów prześlij plik z Twojego komputera.
Możesz także dodać opis do zdjęcia lub dołączyć inne informacje.
Umieszczając zdjęcie upewnij się, że jest ono Twoją własnością. W innym wypadku łamiesz prawa autorskie.

Rozszerz widok Przegląd wątku: Chyba początki choroby :(

  • Cytuj Efka

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor Efka » 18-08-2011, 22:33

Ja trzymam kciuki za wszystkie.Podlać,czy opryskać -zależy od rodzaju użytego środka.Jeśli w instrukcji napisali,że działa systemicznie (chyba nie przekręciłam słowa),to znaczy,że wnika w roślinę i krąży wraz z sokami - najlepiej podlać,namoczyć 'po uszy' w roztworze,ale opryskanie reszty liści nie zaszkodzi. Jeśli piszą,że coś działa powierzchniowo - tylko dokładnie pryskamy.
Wydaje mi się,że w przypadku podejrzenia fuzariozy,środek musi mieć działanie systemiczne,bo inaczej nie miałby szans zwalczyć grzyba,który atakuje poprzez korzenie i wiązki przewodzące rośliny.
Świeżo przesadzane można podlać tylko w wypadku,gdy nic nie było odcinane (nie ma świeżych ran) i gdy w tym momencie po prostu potrzebują wody.Gdy są rany,trzeba dać im zaschnąć i się zagoić ,co najmniej tydzień.
Jeśli próbuje Pani ratować tego żółknącego,a środek jest systemiczny - namoczyć go bez względu na wszystko,żeby się napił,bo nie ma czasu,można go też wyjąć z podłoża,namoczyć i zostawić tak ze dwa-trzy dni (bez podłoża),wtedy szybko obeschnie.
Ten zalany - nigdy nie wiadomo,ale ja sądzę,że ma szanse.Ponieważ ma b.mało liści,trzeba go bardzo rozważnie podlewać,nie za często i używać niewiele nawozu,aż się odbuduje i będzie w stanie więcej zużywać.Proszę poczytać o reanimacji (wbić w wyszukiwarkę),a wiele informacji 'wyjdzie'.
Ja trzymam kciuki za wszystkie.Podlać,czy opryskać -zależy od rodzaju użytego środka.Jeśli w instrukcji napisali,że działa systemicznie (chyba nie przekręciłam słowa),to znaczy,że wnika w roślinę i krąży wraz z sokami - najlepiej podlać,namoczyć 'po uszy' w roztworze,ale opryskanie reszty liści nie zaszkodzi. Jeśli piszą,że coś działa powierzchniowo - tylko dokładnie pryskamy.
Wydaje mi się,że w przypadku podejrzenia fuzariozy,środek musi mieć działanie systemiczne,bo inaczej nie miałby szans zwalczyć grzyba,który atakuje poprzez korzenie i wiązki przewodzące rośliny.
Świeżo przesadzane można podlać tylko w wypadku,gdy nic nie było odcinane (nie ma świeżych ran) i gdy w tym momencie po prostu potrzebują wody.Gdy są rany,trzeba dać im zaschnąć i się zagoić ,co najmniej tydzień.
Jeśli próbuje Pani ratować tego żółknącego,a środek jest systemiczny - namoczyć go bez względu na wszystko,żeby się napił,bo nie ma czasu,można go też wyjąć z podłoża,namoczyć i zostawić tak ze dwa-trzy dni (bez podłoża),wtedy szybko obeschnie.
Ten zalany - nigdy nie wiadomo,ale ja sądzę,że ma szanse.Ponieważ ma b.mało liści,trzeba go bardzo rozważnie podlewać,nie za często i używać niewiele nawozu,aż się odbuduje i będzie w stanie więcej zużywać.Proszę poczytać o reanimacji (wbić w wyszukiwarkę),a wiele informacji 'wyjdzie'.
  • Cytuj Aga JG

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor Aga JG » 18-08-2011, 22:21

Witam wszystkich.

Ale ja mam pecha. Dosc, że na początku przygody storczykowej taki problem to jeszcze laptop mi sie spalił i dopiero dziś mam nowy i moglam wejsc na forum.

Niestety bardzo zle z moim storczykiem :( zaczal marniec w oczach, liscie zolkly, odpadaly z dnia na dzien. Niestety nie znam nikogo, kto znalby sie na tym a internetu nie mialam i postanowilam go ratowac po swojemu.

Kupilam nowe podloze, oslonek nie bylo wiec wyparzylam te co mialam, wyjelam storczyka, niestety mial w srodku troche zoltych korzeni - wycielam je, sama nie wiem czy ma ta fuzarioze czy byl zalany (choc watpie bo podlewany z glowa identycznie jak pozostale trzy zdrowe), obsuszylam go, odpadlo prawie wszystko poza jednym zdrowym jeszcze lisciem i kilkoma srebrzystymi korzeniami spryskałam srodkiem na ta chorobe, najlepszym jaki dostalam w moim ogrodniczym i stoi w nowym podlozu w innym pokoju...

szkoda mi go, bardzo tak chcialabym go uratowac...

poki co (odpukac) pozostale trzy maja zielone jedrne liscie korzenie srebrzyste i pieknie kwitną, je takze spryskalam srodkiem grzybobojczym.

A poza tym u mojej kolezanki zobaczylam zalanego juz przegnitego prawie calkowicie storczyka, ktorego kolezanka bez konsultacji podlewala codziennie, zabralam jej go, odpadly mu liscie, dwa niestety tak niefortunnie od samej gory, korzeni sporo wycielam, dalam nowiutkie podloze wysuszylam, zostal taki zielony srodeczek, jeden maly listek i ze cztery zdrowe korzenie - czy ma on jeszcze szanse?? Zrobilam jak umialam - brak netu na pewno nie pomogl, mam nadzieje, ze jak sie nawet nie uda (tfu tfu) to przynajmniej sie duzo na tej przygodzie naucze!

Czy te dwa chore, świezo przesadzone storczyki podlac? (podloze nowe kupione bylo lekko wigotne samo w sobie)

Czy tym roztworem grzybobojczym jeszcze pryskac? czy podlac moze nim?

Ehh trzymajcie kochani kciuki za trzy pozostale...
Witam wszystkich.

Ale ja mam pecha. Dosc, że na początku przygody storczykowej taki problem to jeszcze laptop mi sie spalił i dopiero dziś mam nowy i moglam wejsc na forum.

Niestety bardzo zle z moim storczykiem :( zaczal marniec w oczach, liscie zolkly, odpadaly z dnia na dzien. Niestety nie znam nikogo, kto znalby sie na tym a internetu nie mialam i postanowilam go ratowac po swojemu.

Kupilam nowe podloze, oslonek nie bylo wiec wyparzylam te co mialam, wyjelam storczyka, niestety mial w srodku troche zoltych korzeni - wycielam je, sama nie wiem czy ma ta fuzarioze czy byl zalany (choc watpie bo podlewany z glowa identycznie jak pozostale trzy zdrowe), obsuszylam go, odpadlo prawie wszystko poza jednym zdrowym jeszcze lisciem i kilkoma srebrzystymi korzeniami spryskałam srodkiem na ta chorobe, najlepszym jaki dostalam w moim ogrodniczym i stoi w nowym podlozu w innym pokoju...

szkoda mi go, bardzo tak chcialabym go uratowac...

poki co (odpukac) pozostale trzy maja zielone jedrne liscie korzenie srebrzyste i pieknie kwitną, je takze spryskalam srodkiem grzybobojczym.

A poza tym u mojej kolezanki zobaczylam zalanego juz przegnitego prawie calkowicie storczyka, ktorego kolezanka bez konsultacji podlewala codziennie, zabralam jej go, odpadly mu liscie, dwa niestety tak niefortunnie od samej gory, korzeni sporo wycielam, dalam nowiutkie podloze wysuszylam, zostal taki zielony srodeczek, jeden maly listek i ze cztery zdrowe korzenie - czy ma on jeszcze szanse?? Zrobilam jak umialam - brak netu na pewno nie pomogl, mam nadzieje, ze jak sie nawet nie uda (tfu tfu) to przynajmniej sie duzo na tej przygodzie naucze!

Czy te dwa chore, świezo przesadzone storczyki podlac? (podloze nowe kupione bylo lekko wigotne samo w sobie)

Czy tym roztworem grzybobojczym jeszcze pryskac? czy podlac moze nim?

Ehh trzymajcie kochani kciuki za trzy pozostale...
  • Cytuj matynka4

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor matynka4 » 18-08-2011, 03:26

W kilku moich doniczkach po przesadzeniu roślin pojawiła się jakby żółta pleśń, rośliny rosły zdrowo, były mocne i grube. Wyraźnie czuć zapach grzybów gdy powącham podłoże. Nie wygląda to najlepiej wizualnie ale postanowiłam że będę obserwować czy nie szkodzi to roślinom. Przed wczoraj spanikowałam i wyciągnełam jedną z roślin z doniczki bo wyglądało jakby żółkł jeden korzeń.On miał tylko jaśniejszy kolor, nie obciełam żadnego korzenia, wszystkie były jędrne i grube. Jak widać roślinom taka symbioza służy.
W kilku moich doniczkach po przesadzeniu roślin pojawiła się jakby żółta pleśń, rośliny rosły zdrowo, były mocne i grube. Wyraźnie czuć zapach grzybów gdy powącham podłoże. Nie wygląda to najlepiej wizualnie ale postanowiłam że będę obserwować czy nie szkodzi to roślinom. Przed wczoraj spanikowałam i wyciągnełam jedną z roślin z doniczki bo wyglądało jakby żółkł jeden korzeń.On miał tylko jaśniejszy kolor, nie obciełam żadnego korzenia, wszystkie były jędrne i grube. Jak widać roślinom taka symbioza służy.
  • Cytuj MarzenaNM

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor MarzenaNM » 17-08-2011, 20:44

To może teraz ja :) Ogólnie wiadomo, że wszystkie istoty świata ożywionego żyją w symbiozie z mikroorganizmami i tak musi być. Nawet nasiona storczyków nie skiełkują, jeśli nie zostaną potraktowane przez jakiegoś tam grzybka (wyczytane). Przy czym we wszystkim musi panować zdrowy rozsądek i zaistnieć potrzeba (patrz: actimel, któremu udowodniono zerową skuteczność antyprzeziębieniową). Ludzie też stosują probiotyki, przy czym ja na przykład nie widzę większego sensu zażywania actimelu, jeśli nie przyjmuję antybiotyków, lub za przeproszeniem nie mam problemów jelitowych :D. Mikoryza zrobiła się ostatnio modna, to fakt. Nigdy jej nie stosowałam, więc nie znam jej wpływu na rozwój roślin. Wiem natomiast, że znając potrzeby roślin nie musimy przy nich "cudować", u mnie obok siebie potrafią bujnie rosnąć rośliny kwaśno- jak i zasadolubne. Po prostu wsadzam je w odpowiednie podłoże w razie potrzeby wymieniając na takie z mniej więcej odpowiednim ph i traktuję 2 razy do roku odpowiednimi dla nich nawozami. Oczywiście mówię tu o potrzebach roślin zdrowych. Co do Polyversum - ja bym się tu zastanowiła - lubię 2 środki niechemiczne tego producenta, więc kto wie? Obym nie musiała mieć takiej potrzeby :)
To może teraz ja :) Ogólnie wiadomo, że wszystkie istoty świata ożywionego żyją w symbiozie z mikroorganizmami i tak musi być. Nawet nasiona storczyków nie skiełkują, jeśli nie zostaną potraktowane przez jakiegoś tam grzybka (wyczytane). Przy czym we wszystkim musi panować zdrowy rozsądek i zaistnieć potrzeba (patrz: actimel, któremu udowodniono zerową skuteczność antyprzeziębieniową). Ludzie też stosują probiotyki, przy czym ja na przykład nie widzę większego sensu zażywania actimelu, jeśli nie przyjmuję antybiotyków, lub za przeproszeniem nie mam problemów jelitowych :D. Mikoryza zrobiła się ostatnio modna, to fakt. Nigdy jej nie stosowałam, więc nie znam jej wpływu na rozwój roślin. Wiem natomiast, że znając potrzeby roślin nie musimy przy nich "cudować", u mnie obok siebie potrafią bujnie rosnąć rośliny kwaśno- jak i zasadolubne. Po prostu wsadzam je w odpowiednie podłoże w razie potrzeby wymieniając na takie z mniej więcej odpowiednim ph i traktuję 2 razy do roku odpowiednimi dla nich nawozami. Oczywiście mówię tu o potrzebach roślin zdrowych. Co do Polyversum - ja bym się tu zastanowiła - lubię 2 środki niechemiczne tego producenta, więc kto wie? Obym nie musiała mieć takiej potrzeby :)
  • Cytuj Shantell

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor Shantell » 17-08-2011, 18:41

Mam u siebie Cattlaye po przejściach. Nie wiem nawet jaki to gatunek, bo zabrałam ją przyjaciółce, która najpierw ją suszyła, a potem ruszyło ją sumienie i zaczęła ją regularnie zalewać. Kiedy zabierałam roślinę od niej była w strasznym stanie i miała fuzariozę. W zasadzie nie liczyłam na to, że mi się uda. Mniej więcej w tym samym tym czasie jednak dotarły do mnie butelki z siewkami ćmówek (trochę wcześniej). Po dwóch tygodniach od wyjęcia siewek z butelek opryskałam je Polyversum, a potem zajęłam się Cattleyą. Obcięłam niemal wszystkie zarażone korzenie i opryskałam ją Polyversum pozostawiając do wyschnięcia. Podłoże, w które ją posadziłam podlałam wodą z Polyversum.

Teraz widzę wyraźnie pięknie idące, świeże korzenie. Roślina z dnia na dzień wygląda lepiej. Nie wiem czy dzięki temu środkowi ale nie miałam także żadnych kłopotów z siewkami. Nie zginęła żadna, nawet najmniejsza roślina.

Co do mikoryzy: Nie mam pojęcia, czy coś takiego na trawniku w ogóle ma sens. Ale parę lat temu zakładałam u siebie malutkie wrzosowisko. Listonosz przyniósł mi ogromne paczki z wrzosami i zapytał z ciekawością co tam znowu ściągnęłam. Odpowiedziałam mu, że wrzosy. "To nie będzie rosło" - oświadczył listonosz bardzo pewnie. Założył się ze mną, że za rok tych wrzosów już u mnie nie będzie, że on już też próbował i figa. Przy sadzeniu wrzosów użyłam ściągniętej dla nich mikoryzy. Czytałam wcześniej, że w naturalnych siedliskach wrzosy rosną właśnie przy współudziale grzybów, które tworzą wokół nich specyficzne warunki.

Listonosz już któryś raz z rzędu ogląda wiosną moje wrzosy. Nie może uwierzyć, że nadal tu są.

Wiem, że wokół sporo jest oszustów, ale jednocześnie wierzę, że współczesna nauka jest w stanie zaoferować nam coraz więcej. Połączenie starego z nowym może ułatwić sprawę i wzbogacić nas o różne doświadczenia. Czytam różne fora ogrodnicze i opinie wielu różnych ludzi zanim kupię jakiś preparat. Nie wiem, jakie będą moje dalsze doświadczenia z Polyversum, póki co są więcej niż zadawalające.
Mam u siebie Cattlaye po przejściach. Nie wiem nawet jaki to gatunek, bo zabrałam ją przyjaciółce, która najpierw ją suszyła, a potem ruszyło ją sumienie i zaczęła ją regularnie zalewać. Kiedy zabierałam roślinę od niej była w strasznym stanie i miała fuzariozę. W zasadzie nie liczyłam na to, że mi się uda. Mniej więcej w tym samym tym czasie jednak dotarły do mnie butelki z siewkami ćmówek (trochę wcześniej). Po dwóch tygodniach od wyjęcia siewek z butelek opryskałam je Polyversum, a potem zajęłam się Cattleyą. Obcięłam niemal wszystkie zarażone korzenie i opryskałam ją Polyversum pozostawiając do wyschnięcia. Podłoże, w które ją posadziłam podlałam wodą z Polyversum.

Teraz widzę wyraźnie pięknie idące, świeże korzenie. Roślina z dnia na dzień wygląda lepiej. Nie wiem czy dzięki temu środkowi ale nie miałam także żadnych kłopotów z siewkami. Nie zginęła żadna, nawet najmniejsza roślina.

Co do mikoryzy: Nie mam pojęcia, czy coś takiego na trawniku w ogóle ma sens. Ale parę lat temu zakładałam u siebie malutkie wrzosowisko. Listonosz przyniósł mi ogromne paczki z wrzosami i zapytał z ciekawością co tam znowu ściągnęłam. Odpowiedziałam mu, że wrzosy. "To nie będzie rosło" - oświadczył listonosz bardzo pewnie. Założył się ze mną, że za rok tych wrzosów już u mnie nie będzie, że on już też próbował i figa. Przy sadzeniu wrzosów użyłam ściągniętej dla nich mikoryzy. Czytałam wcześniej, że w naturalnych siedliskach wrzosy rosną właśnie przy współudziale grzybów, które tworzą wokół nich specyficzne warunki.

Listonosz już któryś raz z rzędu ogląda wiosną moje wrzosy. Nie może uwierzyć, że nadal tu są.

Wiem, że wokół sporo jest oszustów, ale jednocześnie wierzę, że współczesna nauka jest w stanie zaoferować nam coraz więcej. Połączenie starego z nowym może ułatwić sprawę i wzbogacić nas o różne doświadczenia. Czytam różne fora ogrodnicze i opinie wielu różnych ludzi zanim kupię jakiś preparat. Nie wiem, jakie będą moje dalsze doświadczenia z Polyversum, póki co są więcej niż zadawalające.
  • Cytuj Jan Ciepłucha

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor Jan Ciepłucha » 17-08-2011, 16:30

Zalecam ostrożność w stosowaniu środków biologicznych. W śród producentów aż roi się od naciągaczy. Sam doświadczyłem tego na własnej skórze. Storczykom należy stworzyć możliwie najlepsze warunki uprawy, a wtedy same nabiorą dobrej kondycji. Na nic zdadzą się cudowne środki uzdrawiające, kiedy rośliny będą niewłaściwie traktowane. Wiem że są osoby gotowe wydać kasę na preparaty rzekomo czyniące cuda i że nie wszyscy racjonalnie myślą. Mam jednak nadzieję że być może tym postem kogoś uchronię przed wbiciem w butelkę. Pod podanym wyżej adresem- dla przykładu- usiłuje ktoś sprzedać mikoryzę do... trawników! Nie dajmy się zwariować i pozwolić opróżniać portfele.
Zalecam ostrożność w stosowaniu środków biologicznych. W śród producentów aż roi się od naciągaczy. Sam doświadczyłem tego na własnej skórze. Storczykom należy stworzyć możliwie najlepsze warunki uprawy, a wtedy same nabiorą dobrej kondycji. Na nic zdadzą się cudowne środki uzdrawiające, kiedy rośliny będą niewłaściwie traktowane. Wiem że są osoby gotowe wydać kasę na preparaty rzekomo czyniące cuda i że nie wszyscy racjonalnie myślą. Mam jednak nadzieję że być może tym postem kogoś uchronię przed wbiciem w butelkę. Pod podanym wyżej adresem- dla przykładu- usiłuje ktoś sprzedać mikoryzę do... trawników! Nie dajmy się zwariować i pozwolić opróżniać portfele.
  • Cytuj Efka

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor Efka » 17-08-2011, 12:58

Shantell pisze: Jest to środek skuteczny, sprawdziłam

Może zechce Pani napisać coś więcej nt. doświadczeń z tym specyfikiem - w jakich okolicznościach i z jakim skutkiem go Pani używała.Bardzo to interesujące,choć rzeczywiście drogie.Jednak inne preparaty też kosztują - może skuteczność jest tego warta.
Przy okazji szukania informacji o Polyversum naprowadziła mnie Pani na informacje o innych interesujących środkach -dziękuję :!: - może ktoś zechce poczytać o 'Efektywnych mikroorganizmach' lub biologicznych środkach ochrony roślin:
http://fhtomczyk.pl/category/116671/efe ... nizmy.html
Ostatnio zaczęłam ostrożne próby nawożenia gnojówką z pokrzyw i zastanawiałam się,jak te wszystkie bakterie i inne mikroorganizmy wpłyną na rośliny,a tu proszę,okazuje się,że prawdopodobnie one są w tym wszystkim najbardziej wartościowe i do tego są w zasięgu ręki i za darmo.
[quote="Shantell"] Jest to środek skuteczny, sprawdziłam[/quote]
Może zechce Pani napisać coś więcej nt. doświadczeń z tym specyfikiem - w jakich okolicznościach i z jakim skutkiem go Pani używała.Bardzo to interesujące,choć rzeczywiście drogie.Jednak inne preparaty też kosztują - może skuteczność jest tego warta.
Przy okazji szukania informacji o Polyversum naprowadziła mnie Pani na informacje o innych interesujących środkach -dziękuję :!: - może ktoś zechce poczytać o 'Efektywnych mikroorganizmach' lub biologicznych środkach ochrony roślin:
http://fhtomczyk.pl/category/116671/efektywne-mikroorganizmy.html
Ostatnio zaczęłam ostrożne próby nawożenia gnojówką z pokrzyw i zastanawiałam się,jak te wszystkie bakterie i inne mikroorganizmy wpłyną na rośliny,a tu proszę,okazuje się,że prawdopodobnie one są w tym wszystkim najbardziej wartościowe i do tego są w zasięgu ręki i za darmo.
  • Cytuj Shantell

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor Shantell » 17-08-2011, 06:49

Jest środek, który może sobie z powodzeniem poradzić z fuzariozą i jest to Polyversum WP. Jest to preparat który zawiera żywe grzyby żerujące między innymi na grzybach powodujących fuzazriozę (ale także i na innych chorobotwórczych grzybach). Można było próbować leczyć właśnie nim.

Polyversum jest jednak dość kosztowne i 2 g tego środka kosztują około 20 zł. Czyli mniej więcej równowartość zwykłego storczyka kupionego w centrum handlowym. Jest to środek skuteczny, sprawdziłam, choć nikt nie da oczywiście 100 %, że zadziała. Czasem lepiej jest faktycznie roślinę usunąć, niż podejmować długotrwałe i kosztowne leczenie (oprysk Polyversum trzeba byłoby powtórzyć po 14 dniach, a to kolejne 20 zł).

Nie mniej jednak podaję nazwę tego środka na wszelki wypadek i na przyszłość.
Jest środek, który może sobie z powodzeniem poradzić z fuzariozą i jest to Polyversum WP. Jest to preparat który zawiera żywe grzyby żerujące między innymi na grzybach powodujących fuzazriozę (ale także i na innych chorobotwórczych grzybach). Można było próbować leczyć właśnie nim.

Polyversum jest jednak dość kosztowne i 2 g tego środka kosztują około 20 zł. Czyli mniej więcej równowartość zwykłego storczyka kupionego w centrum handlowym. Jest to środek skuteczny, sprawdziłam, choć nikt nie da oczywiście 100 %, że zadziała. Czasem lepiej jest faktycznie roślinę usunąć, niż podejmować długotrwałe i kosztowne leczenie (oprysk Polyversum trzeba byłoby powtórzyć po 14 dniach, a to kolejne 20 zł).

Nie mniej jednak podaję nazwę tego środka na wszelki wypadek i na przyszłość.
  • Cytuj Efka

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor Efka » 16-08-2011, 23:50

No cóż... Przykro,że taka rzecz przytrafia się zaraz na początku storczykowej drogi.Jeśli to fuzarioza,najrozsądniej byłoby wyrzucić chorą roślinę,a pozostałe poddać kuracji środkami przeciw tej chorobie,bo mogły ulec zakażeniu i nie kupować przez dłuższy czas nowych storczyków,aż sytuacja się wyjaśni.
O ile dobrze pamiętam,kilka razy pojawiał się na forum taki problem i chyba nikomu nie udało się uratować storczyka z takimi objawami (żółknące od nasady liście).
Jedyna rzecz,jaka może pomóc uniknąć tej choroby,to nie kupować storczyków,które mają choćby najmniejsze podejrzane przebarwienia u podstawy (żółte,czerwonawe,ciemnobrązowe,czarne) i wybierać silne,z jędrnymi liśćmi i zdrowymi korzeniami.Żal mi okropnie zabiedzonych storczyków z regałów strat,niejeden trafił w moje progi,ale niestety ryzyko ich kupowania jest wielkie - lekko oklapłe liście mogą być tylko efektem przelania,ale też objawem poważnej choroby. Przy okazji dobrze rzucić okiem na sąsiadów naszego wybrańca - czy wyglądają zdrowo,czy w doniczkach jest pleśń,pajęczynki itp.
Niestety i tak nigdy nie ma gwarancji,że nic się do domu nie przywlecze.Na początku kupuje się storczyki w amoku,pod urokiem pięknych kwiatów,a potem patrzy dziesięć minut na korzenie,ogląda liście od spodu,itd.
Z drugiej strony,jak już się człowiek oswoi z myślą,że nie na wszystko ma wpływ i ukochany storczyk nie jest nam dany raz na zawsze,to potem chyba jakoś łatwiej walczyć z tym wszystkim... I często się udaje.
No cóż... Przykro,że taka rzecz przytrafia się zaraz na początku storczykowej drogi.Jeśli to fuzarioza,najrozsądniej byłoby wyrzucić chorą roślinę,a pozostałe poddać kuracji środkami przeciw tej chorobie,bo mogły ulec zakażeniu i nie kupować przez dłuższy czas nowych storczyków,aż sytuacja się wyjaśni.
O ile dobrze pamiętam,kilka razy pojawiał się na forum taki problem i chyba nikomu nie udało się uratować storczyka z takimi objawami (żółknące od nasady liście).
Jedyna rzecz,jaka może pomóc uniknąć tej choroby,to nie kupować storczyków,które mają choćby najmniejsze podejrzane przebarwienia u podstawy (żółte,czerwonawe,ciemnobrązowe,czarne) i wybierać silne,z jędrnymi liśćmi i zdrowymi korzeniami.Żal mi okropnie zabiedzonych storczyków z regałów strat,niejeden trafił w moje progi,ale niestety ryzyko ich kupowania jest wielkie - lekko oklapłe liście mogą być tylko efektem przelania,ale też objawem poważnej choroby. Przy okazji dobrze rzucić okiem na sąsiadów naszego wybrańca - czy wyglądają zdrowo,czy w doniczkach jest pleśń,pajęczynki itp.
Niestety i tak nigdy nie ma gwarancji,że nic się do domu nie przywlecze.Na początku kupuje się storczyki w amoku,pod urokiem pięknych kwiatów,a potem patrzy dziesięć minut na korzenie,ogląda liście od spodu,itd.
Z drugiej strony,jak już się człowiek oswoi z myślą,że nie na wszystko ma wpływ i ukochany storczyk nie jest nam dany raz na zawsze,to potem chyba jakoś łatwiej walczyć z tym wszystkim... I często się udaje.
  • Cytuj Gość

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor Gość » 16-08-2011, 21:39

Zgadzam się z Efką, ale nie widzę szans ratunku :(
Zgadzam się z Efką, ale nie widzę szans ratunku :(
  • Cytuj Efka

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor Efka » 16-08-2011, 12:31

To może być b.poważna choroba - fuzarioza :( .Odsyłam:
http://www.storczyki.pl/forum/table_vie ... e=storczyk
Trzeba działać. Powodzenia :!:
To może być b.poważna choroba - fuzarioza :( .Odsyłam:
http://www.storczyki.pl/forum/table_view.php3?key=1228040618&bn=storczyk_storczyki2&site=storczyk
Trzeba działać. Powodzenia :!:
  • Cytuj Marta

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor Marta » 16-08-2011, 11:45

Jak się powiększy zdjęcie, to wydaje mi się że widać zalany stożek wzrostu, chyba że tam coś jasnego leży. Może dodatkowo woda była zimna, wprost z sieci. Jeśli rzeczywiście tak jest, to będzie długo z tego wychodził ale wyjdzie. Zółknące liście w tej sytuacji są drobiazgiem. Pewnie będzie tworzył korzenie a może basal keiki. Oprysk środkiem p.grzybowym nie zaszkodzi. Storczyki spryskuje się tylko rano, tak aby do wieczora wyschły, gdy temperatura się obniża. Marta
Jak się powiększy zdjęcie, to wydaje mi się że widać zalany stożek wzrostu, chyba że tam coś jasnego leży. Może dodatkowo woda była zimna, wprost z sieci. Jeśli rzeczywiście tak jest, to będzie długo z tego wychodził ale wyjdzie. Zółknące liście w tej sytuacji są drobiazgiem. Pewnie będzie tworzył korzenie a może basal keiki. Oprysk środkiem p.grzybowym nie zaszkodzi. Storczyki spryskuje się tylko rano, tak aby do wieczora wyschły, gdy temperatura się obniża. Marta
  • Cytuj MarzenaNM

Re: Chyba początki choroby :(

Post Autor MarzenaNM » 16-08-2011, 10:57

Być może to pomoże... http://www.storczyki.org.pl/uprawa/problemy/choroby_i_szkodniki/2_grzybowe.html
Powodzenia
Być może to pomoże... [url]http://www.storczyki.org.pl/uprawa/problemy/choroby_i_szkodniki/2_grzybowe.html[/url]
Powodzenia
  • Cytuj Aga JG

Chyba początki choroby :(

Post Autor Aga JG » 16-08-2011, 10:44

Witam serdecznie

Od kilku miesięcy jestem szczęśliwą posiadaczką 4 storczyków phalaenopsis. Przeczytałam tony informacji o tych cudeńkach, oczywiście zakochana w nich jestem bez dwóch zdań :)
Niestety jeden z nich ma jakiś problem a ja za nic nie wiem czemu i strasznie się martwię. Wszystkie cztery mają te same warunki, stoją na wschodnim parapecie, są kąpane raz w tygodniu parę minut z usuwaniem nadmiaru wody, co drugi tydzień z odrobiną nawozu, utrzymuję odpowiednią wilgotność, korzonki mają srebrne, liście sztywne, zielone, pęknie kwitną... jednak jednemu z nich coś nie pasuje i zaczyna marnieć :(
Najgorsze jest to, że niewiele o nim wiem, "uratowałam" go z castoramy miesiąc temu, wyglądał na zabiedzonego, starawego ale nie chorego, miał kilka kwiatków, wiele miejsc po kwiatach, korzenie liście w porządku
po około 3 tygodniach w domu stracił te ostatnie kwiatki i zaczął marnieć w oczach... Miał dwa pędy, obcięłam je jak wyczytałam w necie, jednak jeden z nich wyraźnie umiera- czernieje, zmienia kolor - czy może być stary? może kwiatek sam się go pozbywa? do tego żółkną liście... od czego tak się dzieje? czy ze starości czy to jakaś choroba? A może coś robię źle bo wciąż, jestem początkująca, uczę się i mam wiele wątpliwości...
Na szczęście mój storczyk ma od góry jeszcze dwa całkowicie zdrowe liście i chyba zdrowe korzenie (może minimalnie zbyt zielone ale jest świeżo po kąpieli, część już staje się srebrzysta, pozwolę mu przeschnąć).
Proszę obejrzyjcie zdjęcia i podpowiedzcie jak mu pomóc, czy obciąć ten chory pęd, obciąć żółte liście? czy ma szanse zakwitnąć ponownie?
Załączniki
DSC00193.jpg
Chore miejsce, dwa pędy wyraźnie różniące się (prawy umierający).
DSC00194.jpg
chore miejsce z bliska
DSC00198.jpg
zdrowe liście z góry
DSC00199.jpg
chore liście z góry
DSC00196.jpg
korzonki
DSC00203.jpg
korzonki z góry
DSC00192.jpg
roślinka w całości
Witam serdecznie

Od kilku miesięcy jestem szczęśliwą posiadaczką 4 storczyków phalaenopsis. Przeczytałam tony informacji o tych cudeńkach, oczywiście zakochana w nich jestem bez dwóch zdań :)
Niestety jeden z nich ma jakiś problem a ja za nic nie wiem czemu i strasznie się martwię. Wszystkie cztery mają te same warunki, stoją na wschodnim parapecie, są kąpane raz w tygodniu parę minut z usuwaniem nadmiaru wody, co drugi tydzień z odrobiną nawozu, utrzymuję odpowiednią wilgotność, korzonki mają srebrne, liście sztywne, zielone, pęknie kwitną... jednak jednemu z nich coś nie pasuje i zaczyna marnieć :(
Najgorsze jest to, że niewiele o nim wiem, "uratowałam" go z castoramy miesiąc temu, wyglądał na zabiedzonego, starawego ale nie chorego, miał kilka kwiatków, wiele miejsc po kwiatach, korzenie liście w porządku
po około 3 tygodniach w domu stracił te ostatnie kwiatki i zaczął marnieć w oczach... Miał dwa pędy, obcięłam je jak wyczytałam w necie, jednak jeden z nich wyraźnie umiera- czernieje, zmienia kolor - czy może być stary? może kwiatek sam się go pozbywa? do tego żółkną liście... od czego tak się dzieje? czy ze starości czy to jakaś choroba? A może coś robię źle bo wciąż, jestem początkująca, uczę się i mam wiele wątpliwości...
Na szczęście mój storczyk ma od góry jeszcze dwa całkowicie zdrowe liście i chyba zdrowe korzenie (może minimalnie zbyt zielone ale jest świeżo po kąpieli, część już staje się srebrzysta, pozwolę mu przeschnąć).
Proszę obejrzyjcie zdjęcia i podpowiedzcie jak mu pomóc, czy obciąć ten chory pęd, obciąć żółte liście? czy ma szanse zakwitnąć ponownie?

Na górę

  • Zespół administracyjny •
  • Zmień rozmiar tekstu
Hosting Telvinet, Wdrożenie DLACIEBIE.NET