logo forum

Storczykowe "Gadu-Gadu" - rozmawiamy o storczykach

Strona główna forum | Biblioteka | Szukaj | Problemy techniczne | Zarejestruj się | Zaloguj się | Strona główna Strona główna Storczyki.pl
Storczykowe "Gadu-Gadu" | Prezentujemy kwitnienia | Gatunki botaniczne
Cattleya i pokrewne | Cataseta i pokrewne | Dendrobium - gatunki i hybrydy | Powiększamy kolekcje

Przejdź do zawartości

Od przybytku głowa czasami boli...

Dodaj komentarz do wiadomości


To pytanie służy do identyfikacji i odrzucenia automatycznych rejestracji oraz wiadomości wysyłanych przez roboty.
Uśmieszki
:D :) ;) :( :o :shock: :? 8-) :lol: :x :P :oops: :cry: :evil: :twisted: :roll: :!: :?: :idea: :arrow: :| :mrgreen: :geek: :ugeek:
   

Jeśli chcesz dołączyć jedno lub więcej zdjęć czy innych dokumentów prześlij plik z Twojego komputera.
Możesz także dodać opis do zdjęcia lub dołączyć inne informacje.
Umieszczając zdjęcie upewnij się, że jest ono Twoją własnością. W innym wypadku łamiesz prawa autorskie.

Rozszerz widok Przegląd wątku: Od przybytku głowa czasami boli...

  • Cytuj Renia T

Re: Od przybytku głowa czasami boli...

Post Autor Renia T » 09-02-2014, 16:25

:D Dziękuję za dobre słowa.
Oj tak Elu, orchidarium, to niby spore ułatwienie w uprawie roślinek miniaturowych, wymagających dużej wilgotności i temperatur, ale jak wszystko wymaga "pańskiego oka", nim zbiornik się ustabilizuje ciągle się trzęsiesz czy temp. , wilgotność i wentylacja właściwa, jak zbiornik się ustabilizuje jest łatwo, miło i przyjemnie, ale jak widać powyżej nietrudno o zaburzenie równowagi, a zawleczenie choróbska, bądź...ślimaczków... :? wtedy wszystko idzie lawinowo...Łatwo coś przegapić.
Doniczkę z parapetu bierzesz w garść pozaglądasz z każdej strony i wiesz, w orchi roślinki włażą sobie nawzajem na podkładki, plątają sie korzeniami, te wrastają w tło, podłoże, pięknie i bardzo naturalnie to wygląda, ale... bez maczety ani rusz. ;)
:D Dziękuję za dobre słowa.
Oj tak Elu, orchidarium, to niby spore ułatwienie w uprawie roślinek miniaturowych, wymagających dużej wilgotności i temperatur, ale jak wszystko wymaga "pańskiego oka", nim zbiornik się ustabilizuje ciągle się trzęsiesz czy temp. , wilgotność i wentylacja właściwa, jak zbiornik się ustabilizuje jest łatwo, miło i przyjemnie, ale jak widać powyżej nietrudno o zaburzenie równowagi, a zawleczenie choróbska, bądź...ślimaczków... :? wtedy wszystko idzie lawinowo...Łatwo coś przegapić.
Doniczkę z parapetu bierzesz w garść pozaglądasz z każdej strony i wiesz, w orchi roślinki włażą sobie nawzajem na podkładki, plątają sie korzeniami, te wrastają w tło, podłoże, pięknie i bardzo naturalnie to wygląda, ale... bez maczety ani rusz. ;)
  • Cytuj Elazet

Re: Od przybytku głowa czasami boli...

Post Autor Elazet » 09-02-2014, 14:42

Witaj.Tak jak Mery pisze najważniejsze jest zdrowie.Jak ono dopisze to i wszystko inne się jakoś ułoży.
Fajne masz te orchidaria.A wiesz,ja kiedyś myślałam,że orchidarium to mało roboty,wszystko zawsze ok,a tu widzę,że mając coś takiego też trzeba pilnować,uważać itd. Tym bardziej,że jeżeli te rośliny dopadnie jakieś choróbsko i szybko się rozprzestrzeni to lepiej nie pisać,co się może zdarzyć.
Witaj.Tak jak Mery pisze najważniejsze jest zdrowie.Jak ono dopisze to i wszystko inne się jakoś ułoży.
Fajne masz te orchidaria.A wiesz,ja kiedyś myślałam,że orchidarium to mało roboty,wszystko zawsze ok,a tu widzę,że mając coś takiego też trzeba pilnować,uważać itd. Tym bardziej,że jeżeli te rośliny dopadnie jakieś choróbsko i szybko się rozprzestrzeni to lepiej nie pisać,co się może zdarzyć.
  • Cytuj Marta

Re: Od przybytku głowa czasami boli...

Post Autor Marta » 08-02-2014, 21:02

GratulaNcje. Fajne opowieści. POWODZENIA. Marta
GratulaNcje. Fajne opowieści. POWODZENIA. Marta
  • Cytuj Mery

Re: Od przybytku głowa czasami boli...

Post Autor Mery » 08-02-2014, 19:48

Reniu , najważniejsze zdrowie, a z resztą też będzie dobrze.
Kwitnienia piękne, gratuluję.
Reniu , najważniejsze zdrowie, a z resztą też będzie dobrze.
Kwitnienia piękne, gratuluję.
  • Cytuj Ryszard410

Re: Od przybytku głowa czasami boli...

Post Autor Ryszard410 » 08-02-2014, 19:23

Piękne opowiadanie ze świetnymi fotkami, brak słów. Najważniejsze, że wróciłaś :) co gwarantuje, że takie relacje będą pojawiały się częściej. :D
A ból głowy, oby tylko takie były jego przyczyny. :twisted:
Piękne opowiadanie ze świetnymi fotkami, brak słów. Najważniejsze, że wróciłaś :) co gwarantuje, że takie relacje będą pojawiały się częściej. :D
A ból głowy, oby tylko takie były jego przyczyny. :twisted:
  • Cytuj Renia T

Od przybytku głowa czasami boli...

Post Autor Renia T » 08-02-2014, 17:58

Wszyscy znamy powiedzonko, że od przybytku głowa nie boli, hmm…jakby to powiedzieć, a mnie zabolała. Końcem kwietnia, zostałam z powodów zdrowotnych zmuszona do zamknięcia sporej części swojego przedszkola za szkłem. Szybciutko, w dużym akwarium zainstalowałam co trzeba, czyli światło (2 świetlówki 2x 10 W, zimne, białe), nawadnianie i wentylację (wiatrak komputerowy).

akwa.jpg
Roślinki zostały umocowane, kilka postawiłam w niewielkiej ilości luźnego sphagnum w małych doniczkach na dnie, na kratkę drenażową rzuciłam kawałek bluszczyka akwarystycznego, co się prawie wcale miał nie rozrastać, dodałam maleńką miniaturową paprotkę i …zaczęła się aklimatyzacja. Myślałam sobie, że pewnie ze dwa lata przyjdzie mi poczekać na kwitnienia, bo i roślinki młode, i nim warunki się w akwarium ustabilizują, to trochę potrwa. Tymczasem co zobaczyłam po trzech miesiącach ?

orchi zmiany.jpg
Nierozrastający się bluszczyk zarósł pół akwarium, wszedł pomiędzy płaty kory dębu korkowego, zadusił sadzonki storczyków w doniczkach, min. Oncidium coloratum i Laelia purpurata werkhauseri x coerulea, która miała już 5 całkiem ładnych psb. Termometr i higrometr musiałam odrywać spomiędzy jego korzeni, zarósł tak zbitą i gęstą masą zieloną, że trzeba było sporo siły, bo go wykarczować, wkręcił się nawet w skrzydełka wiatraczka, ale ten dał mu radę sprawnie go szatkując na miazgę…Bez szwanku(a nawet kwitnące) tylko to, co powyżej bluszczu.

kwitnienia1.jpg
Po wykarczowaniu bluszczyka w niespełna miesiąc zaczęły kwitnąć kolejne roślinki m.in. Aerangis mystacidii(1 pęd, dwa kwiatuszki). Aerangis citrina wypuścił trzy pędy kwiatowe, ale je obcięłam :mrgreen: podejrzewając jakieś grzybowe choróbsko, dopiero po fakcie przyjrzałam się na innych forach, że czernienie osłonek jest częste i o niczym złym zdaje się nie świadczy. :oops: :roll: Obcięcie tych pędów skutkowało wypuszczeniem następnych, które sobie powoli rosną, jak na moje chcenie zbyt powoli. Przez kolejne dwa miesiące doczekałam się kwitnienia na kolejnych dwóch pędach Dtps.Purple Martin Dark BlueI i znowu Aerangis mystacidii

Duecik.jpg
oraz ponownego zarośnięcia kolejnym bardzo ekspansywnym bluszczykiem, i paprotkami, które w porywach wiaterku rozrzuciły swoje zarodniki i jak widać poczynają sobie dość ochoczo, wyrastając wszędzie, gdzie im się żywnie podoba…

kwitnienia ....jpg

W dużym orchidarium podobna sytuacja. :o

odnalezione roślinki.jpg
Tutaj, jak widać powyżej, porozpychał się inny bluszczyk, cóż...ja kocham zieleninę i zdaje się z wzajemnością :twisted: . Długo wypatrywałam mojego dyżurnego kwitnącego storczyka, Haraella odorata była tak przerośnięta bluszczem, że musiałam ją wycinać nożyczkami spomiędzy jego pędów. Podobnie rozbujały się mchy zarastając co spotkały na swojej drodze, zadusiły Neofinetię, :evil: która nimi przerośnięta nie przesychała zbyt szybko i miniaturowe paprotki, które porosły do pełnowymiarowych rozmiarów, ok 20 cm dł. liści . Kiedy bezlitośnie wycięłam paprotkę, oczom ukazał się taki widok.

Aerangis mooreana.jpg
Przyznaję, od razu poprawił mi się nastrój, na to kwitnienie czekałam ponad 4 lata :)

Wiem, że orchidarium, to sztuczne środowisko, ale zostawione na trochę bez czujnego oka i maczety, :lol: kiedy „słonko” świeci, deszczyk popaduje i wiaterek powiewa ;) obrazuje chyba nieźle jak wygląda świat lasu deszczowego, gdzie wysoka temperatura i wilgotność sprawia, że życie tętni całą gębą…
Wszyscy znamy powiedzonko, że od przybytku głowa nie boli, hmm…jakby to powiedzieć, a mnie zabolała. Końcem kwietnia, zostałam z powodów zdrowotnych zmuszona do zamknięcia sporej części swojego przedszkola za szkłem. Szybciutko, w dużym akwarium zainstalowałam co trzeba, czyli światło (2 świetlówki 2x 10 W, zimne, białe), nawadnianie i wentylację (wiatrak komputerowy).

[attachment=6]akwa.jpg[/attachment]Roślinki zostały umocowane, kilka postawiłam w niewielkiej ilości luźnego sphagnum w małych doniczkach na dnie, na kratkę drenażową rzuciłam kawałek bluszczyka akwarystycznego, co się prawie wcale miał nie rozrastać, dodałam maleńką miniaturową paprotkę i …zaczęła się aklimatyzacja. Myślałam sobie, że pewnie ze dwa lata przyjdzie mi poczekać na kwitnienia, bo i roślinki młode, i nim warunki się w akwarium ustabilizują, to trochę potrwa. Tymczasem co zobaczyłam po trzech miesiącach ?

[attachment=5]orchi zmiany.jpg[/attachment]Nierozrastający się bluszczyk zarósł pół akwarium, wszedł pomiędzy płaty kory dębu korkowego, zadusił sadzonki storczyków w doniczkach, min. Oncidium coloratum i Laelia purpurata werkhauseri x coerulea, która miała już 5 całkiem ładnych [url=http://www.forum.storczyki.pl/viewtopic.php?f=3&t=1807&p=11924&hilit=Taki+sobie+eksperyment#p11924]psb[/url]. Termometr i higrometr musiałam odrywać spomiędzy jego korzeni, zarósł tak zbitą i gęstą masą zieloną, że trzeba było sporo siły, bo go wykarczować, wkręcił się nawet w skrzydełka wiatraczka, ale ten dał mu radę sprawnie go szatkując na miazgę…Bez szwanku(a nawet kwitnące) tylko to, co powyżej bluszczu.

[attachment=4]kwitnienia1.jpg[/attachment]Po wykarczowaniu bluszczyka w niespełna miesiąc zaczęły kwitnąć kolejne roślinki m.in. Aerangis mystacidii(1 pęd, dwa kwiatuszki). Aerangis citrina wypuścił trzy pędy kwiatowe, ale je obcięłam :mrgreen: podejrzewając jakieś grzybowe choróbsko, dopiero po fakcie przyjrzałam się na innych forach, że czernienie osłonek jest częste i o niczym złym zdaje się nie świadczy. :oops: :roll: Obcięcie tych pędów skutkowało wypuszczeniem następnych, które sobie powoli rosną, jak na moje chcenie zbyt powoli. Przez kolejne dwa miesiące doczekałam się kwitnienia na kolejnych dwóch pędach Dtps.Purple Martin Dark BlueI i znowu Aerangis mystacidii

[attachment=3]Duecik.jpg[/attachment] oraz ponownego zarośnięcia kolejnym bardzo ekspansywnym bluszczykiem, i paprotkami, które w porywach wiaterku rozrzuciły swoje zarodniki i jak widać poczynają sobie dość ochoczo, wyrastając wszędzie, gdzie im się żywnie podoba…

[attachment=2]kwitnienia ....jpg[/attachment]
W dużym orchidarium podobna sytuacja. :o

[attachment=1]odnalezione roślinki.jpg[/attachment]Tutaj, jak widać powyżej, porozpychał się inny bluszczyk, cóż...ja kocham zieleninę i zdaje się z wzajemnością :twisted: . Długo wypatrywałam mojego dyżurnego kwitnącego storczyka, Haraella odorata była tak przerośnięta bluszczem, że musiałam ją wycinać nożyczkami spomiędzy jego pędów. Podobnie rozbujały się mchy zarastając co spotkały na swojej drodze, zadusiły Neofinetię, :evil: która nimi przerośnięta nie przesychała zbyt szybko i miniaturowe paprotki, które porosły do pełnowymiarowych rozmiarów, ok 20 cm dł. liści . Kiedy bezlitośnie wycięłam paprotkę, oczom ukazał się taki widok.

[attachment=0]Aerangis mooreana.jpg[/attachment]Przyznaję, od razu poprawił mi się nastrój, na to kwitnienie czekałam ponad 4 lata :)

Wiem, że orchidarium, to sztuczne środowisko, ale zostawione na trochę bez czujnego oka i maczety, :lol: kiedy „słonko” świeci, deszczyk popaduje i wiaterek powiewa ;) obrazuje chyba nieźle jak wygląda świat lasu deszczowego, gdzie wysoka temperatura i wilgotność sprawia, że życie tętni całą gębą…

Na górę

  • Zespół administracyjny •
  • Zmień rozmiar tekstu
Hosting Telvinet, Wdrożenie DLACIEBIE.NET