Neofinetia falcata
Kupiłam ją w 2007 u p. J. Dziedzica jako młodą, jeszcze niezdolną do kwitnienia. Była zdrowa, choć malutka. Najszybciej przyrastała w akwarium, przy zwiększonej wilgotności powietrza. Pierwszy raz zakwitła w ubiegłym roku i od tamtego czasu stoi na parapecie bo już jest zbyt duża. Gdy kaloryfery przestają grzać na wiosnę odżywa, liście robią się jakby grubsze, przyrastają korzenie i wypija całkiem niemałe porcje wody. Potrzebuje wtedy częstego zasilania przemiennie z kąpielami w wodzie zdemineralizowanej.Trzeba się wtedy śpieszyć z wzrostem niczym przy ,,śpiochach,, bo po kwitnieniu już b. mało przyrasta. W zimie przechodzi okres spoczynku (u mnie) na parapecie północnego okna
z temperaturą 17-15*C. Dostaje wtedy małe porcje wody, a w czasie najkrótszych dni wręcz kilka kropelek i żadnego nawożenia. W styczniu, gdy widzę że wznawia wzrost korzeni, przestawiam ją na zachodnie, ciepłe, jasne okno i po kąpiułce w wodzie zdemineralizowanej rozpoczynam nawożenie. Korzenie ma nieokiełznane, lubią wychodzić z doniczki. Tego roku zakwitła z tej samej rozety i też tylko sześcioma kwiatami. W następnym roku, sądzę że druga rozeta także zakwitnie, bo już osiągnęła wzrost kwitnącej z ubiegłego roku. Zaczyna pachnieć na drugi dzień i im jest starsza tym silniej. W tym roku pachnie całą dobę, najsilniej na słońcu
i w nocy książkowo. Jest to zapach gorzkiej czekolady + wanilia. Z bliska jest duszny, drażniący. Już wypełniła cały pokój i w takim rozcieńczeniu jest przyjemny. Ogólnie - roślina łatwa i nadzwyczaj cierpliwa do ludzi.
Marta