Moja roślina ze względu na pęd kwiatowy rośnie w sphagnum, w którym ją kupiłam. Na razie podlewana jest jak podłoże dość wyraźnie przeschnie, ale nie na wiór. Czy w takim układzie zimą powinien wysychać zupełnie przed następnym podlaniem? Choć wydaje mi się, że wysychanie na wiór to chyba nie najlepszy pomysł

Czy zimą raczej traktować tak jak teraz, czyli pozwolić wyraźnie wyschnąć? Nie chcę go na razie przesadzać, bo raz, że ma pęd, dwa, idzie zima, trzy, nie idą teraz nowe korzenie i ta roślina nie lubi przesadzania. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że podłoże z ciasno ułożonego mchu to kiepski pomysł na dłuższą metę, nie wiem, czy możliwe będzie utrzymanie korzeni w dobrym zdrowiu

Wiadomo, jak wygląda takie zbite podłoże z mchu prosto od producenta. Nie chcę, żeby cały czas było mokre, a wysycha dość długo, dlatego podlewam rzadko. Podlewam jak widzę, że korzenie przy ściankach doniczki są już suche, wewnątrz tego sphagnum na pewno jest wtedy jeszcze trochę wilgoci. Dodam, że u mnie jest dość ciepło, roślina stoi blisko okna, ale nie na parapecie (ma trochę cieplej), słońce nie świeci na nią bezpośrednio (miejsce przy północnym parapecie), zimą pewnie najniższa temperatura w nocy to będzie pewnie 17-18 stopni, w dzień około 22-25. Bardzo proszę o jakieś rady, opisy doświadczeń, szczególnie interesuje mnie kwestia wilgotności/przesychania podłoża w różnych okresach.