Porwałem się na tą cattleyę z pewną dozą nieufności, no bo to Wielka Cattleya z Wielkiej Czwórki. Poza tym cena była fajna. Ale do rzeczy...
Roślinę kupiłem wiosną, z zainicjowanym młodym przyrostem. Po 15 maja, czyli po przeminięciu Zimnych Ogrodników, kiedy temperatura nocna osiągnęła rozsądne wartości, wyniosłem cattleję do foliaka. Temperatura wyższa niż na polu, wilgotność też, słońce delikatnie cieniowane. Przyrost rozwijał się poprawnie. Była posadzona w grubym podłożu, więc podlewanie raz na dwa dni lub codziennie w upały. Do tego poranne zraszanie podłoża. Dwa pierwsze tygodnie sierpnia, kiedy pojawiły się afrykańskie upały, przetrzymana bardziej sucho (nie było mnie w domu). Tym suchym okresem roślina zareagowała pochewką. Wybił się też nowy przyrost.
Trochę zaniepokoił mnie stan korzeni, które pokazały się w sierpniu. Owszem wybiły się, ale przestały przyrastać po osiągnięciu 1 cm, niektórym sczerniały końcówki. Sprawa się wyjaśniła, gdy na początku września, kiedy nastały nocne chłody do 7 stopni, roślina wróciła do domu na południowy parapet. Temperatura w pokoju nocą nie spadała poniżej 15 stopni. W dzień podłoże było tylko lekko zraszane. Stan na dzisiaj: korzenie znowu ruszyły, pojawiły się nowe na korzeniach wyglądających jak martwe. Zaczął przyrastać nowy przyrost. Zaczęły się zmiany w pochewce, z której zaczęła wyrastać druga.
Wniosek: cattleya labiata jako ciepłolub nie toleruje nocnych spadków temperatury poniżej 15 stopni.