Ameliya
Jako, że dysponuję parapetami i balkonem stricte południowymi, moja kolekcja rozrosła się dość mocno w kierunku uprawy cattlei. U mnie są to najmniej kłopotliwe rośliny, chyba ze względu na tę ekspozycję rosną nieźle. Mam kilka gatunków, oznaczonych krzyżówek oraz kundelków, a także kilka młodych (2-3 lata do kwitnienia) gatunków i oznaczonych hybryd.
Stanowisko
- od jesieni do wiosny na parapecie południowym cieniowanym przez balkon;
- latem w foliowej szklarence na balkonie. Balkon latem bardzo mocno się nagrzewa, zatem w upały w szklarence temperatura rzędu 40 stopni nie jest rzadkością.
Doniczki / Podłoże
Dużą część swoich roślin w tym sezonie przesadziłam do doniczek ceramicznych bez dodatkowych otworów po bokach. Pozostałe są jeszcze w plastikowych doniczkach, które owszem, sprawdzają się, ale przy założeniu, że doniczka jest o wiele za mała w stosunku do wielkości rośliny i ilości korzeni. Wtedy korzenie szybko przesychają i nie ma problemów, korzenie są piękne.
Większość moich roślin rośnie albo w podłożu Extra Grubym z OrchidSklepiku (z drenażem na spodzie doniczki), albo w mieszaninie keramzytu, kory, chipsów kokosowych i węgla drzewnego (doniczki ceramiczne), z drenażem na dnie. Niektóre w plastikowych doniczkach rosną jeszcze w samej korze o średniej granulacji. Niektóre młodsze rośliny uprawiam z małych doniczkach i drobniejszym podłożu (Extra Drobne). Wszystko zależy od wielkości doniczki, ilości korzeni itd.
Temperatury
Mieszkanie jest ciepłe. Od jesieni do wiosny temperatura w ciągu dnia: 21-24 stopnie, ale bywa i 26. Nocą staram się uzyskać 14-18 stopni poprzez uchylanie / rozszczelnianie okna i zakręcanie grzejnika.
Latem: uprawa na zewnątrz w szklarence, więc temperatury ciut wyższe niż te na dworze. Kiedy noce są ciepłe, szklarenki nie zamykam na noc.
Wilgotność
Wiosna, jesień: 50-90%.
Lato: 30-70%, w upały spada do 20%.
Zima: 40-50%, ale potrafi spaść do 20%.
Jako, że w sezonie grzewczym w mieszkaniu potrafi być naprawdę sucho, staram się przynajmniej rano rośliny zraszać. Wiosną i jesienią zraszam je dość mocno. Do wieczora są suche. Uważam jednak na młode przyrosty niektórych z nich, np. Blc. Chia Lin (za radę Titusa, za co bardzo dziękuję
). Zaznaczam jednak, że kiedy zraszam rośliny, na parapecie są conajmniej 22-23 stopnie ciepła, jak nie więcej. Gdy jest chłodniej, nie zraszam.
Latem codziennie rano rośliny w szklarence porządnie spryskuję, łącznie ze ścianami szklarenki. Nie robię tego, kiedy jest chłodniej. W upały dodatkowo po południu zraszam rośliny, ale już nie tak intensywnie, jak rano.
Światło
Parapet południowy cieniowany przez balkon. Poziomu światła nie mierzyłam. Rośliny ustawione bezpośrednio na parapecie mają jaśniej, zaś rośliny umieszczone w zawieszonych nad parapetem koszach dostają mniej światła, zwłaszcza bezpośredniego, dlatego od jesieni do wiosny przez kilka godzin dziennie są doświetlane (świetlówka T8 36W, barwa 6500 K). Od wiosny do jesieni rośliny na parapecie wygrzewają się w słoneczku, jeśli pogoda na to pozwala. W tym okresie w pełnym słońcu za szybą żadnej nie przypaliłam.
Latem w szklarence słońce nie pada na rośliny bezpośrednio, dopiero bliżej jesieni cieniuję je lekko moskitierą. Niektóre z nich łatwo przypalić w pełnym słońcu, szczególnie w szklarence, gdzie ruch powietrza jest ograniczony.
Rośliny stojące z tyłu i na niższych półkach szklarenki dostają mniej światła.
Podlewanie / Nawożenie
Wszystkie moje rośliny podlewane są deszczówką z niewielkim dodatkiem przegotowanej wody kranowej. Podlewam poprzez namaczanie, kiedy korzenie dobrze wyschną. Coraz częściej jednak staram się podlewać poprzez obfite spryskiwanie podłoża strumieniem wody ze spryskiwacza. Udaje się to szczególnie latem podczas pobytu roślin na zewnątrz. Od wiosny do jesieni co około tydzień. Dobre wysychanie korzeni jest szczególnie istotne w przypadku cattlei, w przeciwnym razie korzenie u nich łatwo giną, choć i tu są wyjątki, które nie lubią wysychać na wiór. Niedopuszczalne jest pozostawianie mokrych stóp, całą wodę po namaczaniu należy dokładnie wylać, zwłaszcza zimą.
Latem rośliny w szklarence są dodatkowo zraszane, szczególnie w czasie upałów. Spryskuję też wtedy od wewnątrz ściany szklarenki dla podniesienia wilgotności. W chłodniejsze dni roślin nie zraszam. Wiosną i jesienią na parapecie rośliny również są prawie codziennie rano zraszane.
Zimą podlewam co około 3 tygodnie, najczęściej przez silne przelewanie podłoża wodą ze spryskiwacza, dodatkowo co kilka dni zraszam (ale tylko wtedy, kiedy w mieszkaniu jest dość ciepło) wierzch podłoża i liście, głównie dla podniesienia wilgotności wokół roślin, bo zimą potrafi być u mnie naprawdę suche powietrze. Ideałem byłoby podlewanie roślin tylko poprzez intensywne spryskiwanie podłoża, niestety nawet zimą rośliny po kilku tygodniach takiego traktowania domagają się porządnego podlania poprzez namaczanie. Po solidnym podlaniu zimą nie obniżam na noc temperatury.
Kiedy jakaś roślina nie jest w fazie wzrostu, nie podlewam, ewentualnie tylko zraszam roślinę i podłoże, właściwie tylko dla podniesienia wilgotności.
Po kwitnieniu pozwalam roślinom odpocząć do czasu pojawienia się młodych przyrostów. Wtedy nie przelewam podłoża, a tylko lekko zraszam.
Nawóz dodaję do wody w połowie dawki przy każdym podlewaniu od wiosny do późnej jesieni. Co czwarte-piąte podlewanie stosuję wodę bez nawozu. Zimą nie nawożę. W poprzednich sezonach stosowałam naprzemiennie różne nawozy o różnych proporcjach N-P-K. Kiedy późną jesienią jakaś roślina jest w fazie wzrostu, nie waham się użyć wysokoazotowego nawozu w połowie dawki do podlewania.
W tym sezonie niestety zastosowałam pałeczki "Tarcznik", na doniczki 12cm po pół pałeczki, na doniczki 7-8cm - 1/4 pałeczki. Poza tym sporadycznie do podlewania - silnego zraszania podłoża - okazjonalnie dodawałam połowę dawki jakiegoś nawozu, co się akurat nawinęło. Aktualnie większość roślin jest już w świeżym podłożu więc eksperymentalnie nawożę tylko biohumusem (EkoDarPol). Czasem w wodzie do spryskiwania liści jest niewielka dawka nawozu, około 1/6.
Błędy
Zdecydowanym błędem jest pozostawianie wody na podstawce/osłonce, kiedy roślina nie wypije wszystkiego do wieczora (choć i tu są rośliny, którym to nie szkodzi). Zazwyczaj jednak skutkuje to szybkim gniciem korzeni. Na szczęście nie jest to dla roślin zabójcze bo cattleye szybko wypuszczają dużo nowych korzeni (ale zależnie od fazy wzrostu!).
W tym sezonie pod koniec lata przesadziłam sporo roślin, mimo wykształconych pochewek kwiatowych. Zrobiłam to świadomie, chcąc pozbyć się resztek pestycydu przed wniesieniem roślin na jesień do domu. Dzięki temu straciłam kilka kwitnień roślin, które normalnie bez problemu o tej porze roku zakwitają.
Inne
Nie stosuję prewencyjnie żadnej chemii. Generalnie mam duży dystans do środków chemicznych, powiem nawet, awersję. Chemia to ostateczność. Nie wiem gdzie mnie takie postępowanie zaprowadzi, być może robię źle, ale nie zamierzam się truć.
Jeśli tylko mogę, używam olejku herbacianego, orzechów piorących czy wyciągów z grapefruita. Jeśli coś mi się nie podoba na roślinie, obcinam kawałek liścia albo smaruję roztworem propolisu. Za wszystkie rady z używaniem tych preparatów serdecznie dziękuję uczestnikom forum, bo dzięki Wam wiem, czego używać "zamiast"
Niedawno wprowadziłam do uprawy roztocza przeciwko przędziorkom i wciornastkom, w związku z czym staram się utrzymać na parapecie wysoką wilgotność, więc szczególnie pilnuję zraszania roślin. Czasem pod wieczór też lekko zraszam. Nie obniżam też tak drastycznie temperatury na noc, żeby przynajmniej przez kilka tygodni roztocza "robiły swoje".
Moim zdaniem cattleye to silne rośliny, bardzo dużo zniosą, nawet utrata części korzeni nie koniecznie musi skończyć się tragedią. Nie straszne im suche powietrze i upały rzędu 40 stopni. Jednak moje w większości źle reagują na bezpośrednie słońce, łatwo je poparzyć.
Poniżej kilka dowodów jakie efekty przynosi takie traktowanie, choć do ideału daleko
Stanowisko
- od jesieni do wiosny na parapecie południowym cieniowanym przez balkon;
- latem w foliowej szklarence na balkonie. Balkon latem bardzo mocno się nagrzewa, zatem w upały w szklarence temperatura rzędu 40 stopni nie jest rzadkością.
Doniczki / Podłoże
Dużą część swoich roślin w tym sezonie przesadziłam do doniczek ceramicznych bez dodatkowych otworów po bokach. Pozostałe są jeszcze w plastikowych doniczkach, które owszem, sprawdzają się, ale przy założeniu, że doniczka jest o wiele za mała w stosunku do wielkości rośliny i ilości korzeni. Wtedy korzenie szybko przesychają i nie ma problemów, korzenie są piękne.
Większość moich roślin rośnie albo w podłożu Extra Grubym z OrchidSklepiku (z drenażem na spodzie doniczki), albo w mieszaninie keramzytu, kory, chipsów kokosowych i węgla drzewnego (doniczki ceramiczne), z drenażem na dnie. Niektóre w plastikowych doniczkach rosną jeszcze w samej korze o średniej granulacji. Niektóre młodsze rośliny uprawiam z małych doniczkach i drobniejszym podłożu (Extra Drobne). Wszystko zależy od wielkości doniczki, ilości korzeni itd.
Temperatury
Mieszkanie jest ciepłe. Od jesieni do wiosny temperatura w ciągu dnia: 21-24 stopnie, ale bywa i 26. Nocą staram się uzyskać 14-18 stopni poprzez uchylanie / rozszczelnianie okna i zakręcanie grzejnika.
Latem: uprawa na zewnątrz w szklarence, więc temperatury ciut wyższe niż te na dworze. Kiedy noce są ciepłe, szklarenki nie zamykam na noc.
Wilgotność
Wiosna, jesień: 50-90%.
Lato: 30-70%, w upały spada do 20%.
Zima: 40-50%, ale potrafi spaść do 20%.
Jako, że w sezonie grzewczym w mieszkaniu potrafi być naprawdę sucho, staram się przynajmniej rano rośliny zraszać. Wiosną i jesienią zraszam je dość mocno. Do wieczora są suche. Uważam jednak na młode przyrosty niektórych z nich, np. Blc. Chia Lin (za radę Titusa, za co bardzo dziękuję
Latem codziennie rano rośliny w szklarence porządnie spryskuję, łącznie ze ścianami szklarenki. Nie robię tego, kiedy jest chłodniej. W upały dodatkowo po południu zraszam rośliny, ale już nie tak intensywnie, jak rano.
Światło
Parapet południowy cieniowany przez balkon. Poziomu światła nie mierzyłam. Rośliny ustawione bezpośrednio na parapecie mają jaśniej, zaś rośliny umieszczone w zawieszonych nad parapetem koszach dostają mniej światła, zwłaszcza bezpośredniego, dlatego od jesieni do wiosny przez kilka godzin dziennie są doświetlane (świetlówka T8 36W, barwa 6500 K). Od wiosny do jesieni rośliny na parapecie wygrzewają się w słoneczku, jeśli pogoda na to pozwala. W tym okresie w pełnym słońcu za szybą żadnej nie przypaliłam.
Latem w szklarence słońce nie pada na rośliny bezpośrednio, dopiero bliżej jesieni cieniuję je lekko moskitierą. Niektóre z nich łatwo przypalić w pełnym słońcu, szczególnie w szklarence, gdzie ruch powietrza jest ograniczony.
Rośliny stojące z tyłu i na niższych półkach szklarenki dostają mniej światła.
Podlewanie / Nawożenie
Wszystkie moje rośliny podlewane są deszczówką z niewielkim dodatkiem przegotowanej wody kranowej. Podlewam poprzez namaczanie, kiedy korzenie dobrze wyschną. Coraz częściej jednak staram się podlewać poprzez obfite spryskiwanie podłoża strumieniem wody ze spryskiwacza. Udaje się to szczególnie latem podczas pobytu roślin na zewnątrz. Od wiosny do jesieni co około tydzień. Dobre wysychanie korzeni jest szczególnie istotne w przypadku cattlei, w przeciwnym razie korzenie u nich łatwo giną, choć i tu są wyjątki, które nie lubią wysychać na wiór. Niedopuszczalne jest pozostawianie mokrych stóp, całą wodę po namaczaniu należy dokładnie wylać, zwłaszcza zimą.
Latem rośliny w szklarence są dodatkowo zraszane, szczególnie w czasie upałów. Spryskuję też wtedy od wewnątrz ściany szklarenki dla podniesienia wilgotności. W chłodniejsze dni roślin nie zraszam. Wiosną i jesienią na parapecie rośliny również są prawie codziennie rano zraszane.
Zimą podlewam co około 3 tygodnie, najczęściej przez silne przelewanie podłoża wodą ze spryskiwacza, dodatkowo co kilka dni zraszam (ale tylko wtedy, kiedy w mieszkaniu jest dość ciepło) wierzch podłoża i liście, głównie dla podniesienia wilgotności wokół roślin, bo zimą potrafi być u mnie naprawdę suche powietrze. Ideałem byłoby podlewanie roślin tylko poprzez intensywne spryskiwanie podłoża, niestety nawet zimą rośliny po kilku tygodniach takiego traktowania domagają się porządnego podlania poprzez namaczanie. Po solidnym podlaniu zimą nie obniżam na noc temperatury.
Kiedy jakaś roślina nie jest w fazie wzrostu, nie podlewam, ewentualnie tylko zraszam roślinę i podłoże, właściwie tylko dla podniesienia wilgotności.
Po kwitnieniu pozwalam roślinom odpocząć do czasu pojawienia się młodych przyrostów. Wtedy nie przelewam podłoża, a tylko lekko zraszam.
Nawóz dodaję do wody w połowie dawki przy każdym podlewaniu od wiosny do późnej jesieni. Co czwarte-piąte podlewanie stosuję wodę bez nawozu. Zimą nie nawożę. W poprzednich sezonach stosowałam naprzemiennie różne nawozy o różnych proporcjach N-P-K. Kiedy późną jesienią jakaś roślina jest w fazie wzrostu, nie waham się użyć wysokoazotowego nawozu w połowie dawki do podlewania.
W tym sezonie niestety zastosowałam pałeczki "Tarcznik", na doniczki 12cm po pół pałeczki, na doniczki 7-8cm - 1/4 pałeczki. Poza tym sporadycznie do podlewania - silnego zraszania podłoża - okazjonalnie dodawałam połowę dawki jakiegoś nawozu, co się akurat nawinęło. Aktualnie większość roślin jest już w świeżym podłożu więc eksperymentalnie nawożę tylko biohumusem (EkoDarPol). Czasem w wodzie do spryskiwania liści jest niewielka dawka nawozu, około 1/6.
Błędy
Zdecydowanym błędem jest pozostawianie wody na podstawce/osłonce, kiedy roślina nie wypije wszystkiego do wieczora (choć i tu są rośliny, którym to nie szkodzi). Zazwyczaj jednak skutkuje to szybkim gniciem korzeni. Na szczęście nie jest to dla roślin zabójcze bo cattleye szybko wypuszczają dużo nowych korzeni (ale zależnie od fazy wzrostu!).
W tym sezonie pod koniec lata przesadziłam sporo roślin, mimo wykształconych pochewek kwiatowych. Zrobiłam to świadomie, chcąc pozbyć się resztek pestycydu przed wniesieniem roślin na jesień do domu. Dzięki temu straciłam kilka kwitnień roślin, które normalnie bez problemu o tej porze roku zakwitają.
Inne
Nie stosuję prewencyjnie żadnej chemii. Generalnie mam duży dystans do środków chemicznych, powiem nawet, awersję. Chemia to ostateczność. Nie wiem gdzie mnie takie postępowanie zaprowadzi, być może robię źle, ale nie zamierzam się truć.
Jeśli tylko mogę, używam olejku herbacianego, orzechów piorących czy wyciągów z grapefruita. Jeśli coś mi się nie podoba na roślinie, obcinam kawałek liścia albo smaruję roztworem propolisu. Za wszystkie rady z używaniem tych preparatów serdecznie dziękuję uczestnikom forum, bo dzięki Wam wiem, czego używać "zamiast"
Niedawno wprowadziłam do uprawy roztocza przeciwko przędziorkom i wciornastkom, w związku z czym staram się utrzymać na parapecie wysoką wilgotność, więc szczególnie pilnuję zraszania roślin. Czasem pod wieczór też lekko zraszam. Nie obniżam też tak drastycznie temperatury na noc, żeby przynajmniej przez kilka tygodni roztocza "robiły swoje".
Moim zdaniem cattleye to silne rośliny, bardzo dużo zniosą, nawet utrata części korzeni nie koniecznie musi skończyć się tragedią. Nie straszne im suche powietrze i upały rzędu 40 stopni. Jednak moje w większości źle reagują na bezpośrednie słońce, łatwo je poparzyć.
Poniżej kilka dowodów jakie efekty przynosi takie traktowanie, choć do ideału daleko