Przeglądałam i śmiać mi się chce.
Czytałam wczoraj o problemach forumowiczów z katlejami w dziale "Cattleya i pokrewne".
Sama pozbyłam się wszystkich storczyków z tych gatunków,bo miałam wiecznie problemy i nie jestem zalogowana w tym dziale.
Ale tak to jest z katlejami.Czytałam o nich dużo,tak że teoretycznie coś wiem,chociaż ta wiedza zaczyna zamierać ze względu na brak kontaktu z katlejami.
Wydawało mi się,że przy warunkach,które im serwuję powinny czuć się dobrze.Postępowałam według arkusza uprawy.Najdłużej miałam trianae,ale nie kwitła,więc trafiła do Titusa.
Od Bożenki dostałam piękną potinarę,która po nie podlewaniu w zimie zakwitła mi jednym kwiatem.Bożenka jednak zapewniła mnie,że mogę ją zimą troszkę podlewać ,więc tak robiłam. Latem pięknie urosła,wypuściła 6 pochewek,a na wiosnę okazało się,że prawie wszystkie korzenie są martwe - puste.Naturalnie kwiatów nie było.Z ani jednej pochewki.Inne katleje utrzymywały się u mnie góra do 3 lat,więc postanowiłam z nich zrezygnować na rzecz masdevallii,które u mnie rosną chętnie.
I co zrobić z takimi bezmyślnymi pięknościami? Piękne są,bo jak człowieku oko zawiesisz,to trudno oderwać.Ale są i całkiem normalne - nic nadzwyczajnego.Ale te "bezduszne piękności" - wszystkie porywają storczykarzy na swoje piękne kwiaty,a ci jak w hipnozie się w nich zakochują.
Czekać czy wypuści pochewkę,a jak tak - to już sukces.A potem zakwitnie,czy pochewka uschnie? Dość .Nie ze mną te numery katlejki.Dość nerwów przy nich zjadłam.
A tu czytam,czytam.Ile osób ma z nimi problemy. Ale Ryśka podziwiam.Jak to zrobił,że katleja ma takie korzeniska.U mnie takie mają głównie masdevallie.
Przemek dobrze mu napisał.A ja dodam,że katleje,jak i falenopsisy lubią doniczki przeźroczyste, z dziurkami.Katleje można hodować w koszykach,ale nie polecam czarnych ,plastikowych doniczek.
Teraz hodując,czy jak kto woli uprawiając masdevallie widzę różnicę kolosalną.
Przede wszystkim kwiat może tak nie zachwyca,ale masdevallie mają coś w sobie "jakby duszę".Może to dziwne,ale robią mi prezenty okolicznościowe w postaci kwitnień i wiedzą kiedy. Są " inteligentne",a niektóre to jak kwitną to do znudzenia,a to nie tylko moje odczucie.Prędzej martwi mnie to,że się przemęczą kwitnąc,niż to że nie kwitną,chociaż mam kilka uparciuchów.
Są podzielne,można się z kimś zamienić,sprzedać,bo przy przesadzaniu często się dzielą.
Nie mam z nimi raczej problemów. Dużo piją i muszę zbierać dużo wody - deszczówki,a gdy jest susza korzystam z innego źródła.
No i częściej trzeba podlewać,nie tak jak katleje [to jest atutem katlei]. Są ekonomiczne.
Przez 4 lata nie wierzyłam,że będę miała kiedyś masdevallie i tyle masdevallii,ale teraz nie zrezygnowałabym za skarby,bo to one są moimi skarbami i nie ja,ale one mnie wybrały.
Sama pozbyłam się wszystkich storczyków z tych gatunków,bo miałam wiecznie problemy i nie jestem zalogowana w tym dziale.
Ale tak to jest z katlejami.Czytałam o nich dużo,tak że teoretycznie coś wiem,chociaż ta wiedza zaczyna zamierać ze względu na brak kontaktu z katlejami.
Wydawało mi się,że przy warunkach,które im serwuję powinny czuć się dobrze.Postępowałam według arkusza uprawy.Najdłużej miałam trianae,ale nie kwitła,więc trafiła do Titusa.
Od Bożenki dostałam piękną potinarę,która po nie podlewaniu w zimie zakwitła mi jednym kwiatem.Bożenka jednak zapewniła mnie,że mogę ją zimą troszkę podlewać ,więc tak robiłam. Latem pięknie urosła,wypuściła 6 pochewek,a na wiosnę okazało się,że prawie wszystkie korzenie są martwe - puste.Naturalnie kwiatów nie było.Z ani jednej pochewki.Inne katleje utrzymywały się u mnie góra do 3 lat,więc postanowiłam z nich zrezygnować na rzecz masdevallii,które u mnie rosną chętnie.
I co zrobić z takimi bezmyślnymi pięknościami? Piękne są,bo jak człowieku oko zawiesisz,to trudno oderwać.Ale są i całkiem normalne - nic nadzwyczajnego.Ale te "bezduszne piękności" - wszystkie porywają storczykarzy na swoje piękne kwiaty,a ci jak w hipnozie się w nich zakochują.
Czekać czy wypuści pochewkę,a jak tak - to już sukces.A potem zakwitnie,czy pochewka uschnie? Dość .Nie ze mną te numery katlejki.Dość nerwów przy nich zjadłam.
A tu czytam,czytam.Ile osób ma z nimi problemy. Ale Ryśka podziwiam.Jak to zrobił,że katleja ma takie korzeniska.U mnie takie mają głównie masdevallie.
Przemek dobrze mu napisał.A ja dodam,że katleje,jak i falenopsisy lubią doniczki przeźroczyste, z dziurkami.Katleje można hodować w koszykach,ale nie polecam czarnych ,plastikowych doniczek.
Teraz hodując,czy jak kto woli uprawiając masdevallie widzę różnicę kolosalną.
Przede wszystkim kwiat może tak nie zachwyca,ale masdevallie mają coś w sobie "jakby duszę".Może to dziwne,ale robią mi prezenty okolicznościowe w postaci kwitnień i wiedzą kiedy. Są " inteligentne",a niektóre to jak kwitną to do znudzenia,a to nie tylko moje odczucie.Prędzej martwi mnie to,że się przemęczą kwitnąc,niż to że nie kwitną,chociaż mam kilka uparciuchów.
Są podzielne,można się z kimś zamienić,sprzedać,bo przy przesadzaniu często się dzielą.
Nie mam z nimi raczej problemów. Dużo piją i muszę zbierać dużo wody - deszczówki,a gdy jest susza korzystam z innego źródła.
No i częściej trzeba podlewać,nie tak jak katleje [to jest atutem katlei]. Są ekonomiczne.
Przez 4 lata nie wierzyłam,że będę miała kiedyś masdevallie i tyle masdevallii,ale teraz nie zrezygnowałabym za skarby,bo to one są moimi skarbami i nie ja,ale one mnie wybrały.