Specjaliści zawsze mają rację tylko zależy jakiego skrawka ziemi te racje dotyczą, inaczej będzie w okolicach Buenos Aires, a nawet na Lazurowym Wybrzeżu , a inaczej na Południu Szwecji nie wspominając o północnej Norwegii. Jednak cudów nie ma jeżeli nie dostarczymy tym roślinom
takich lub zbliżonych warunków, to kwitnienia będą incydentalne i nieprzewidywalne. Brak doświetlania i odpowiednich temperatur jak to ma miejsce na domowych parapetach jest przyczyną wielu niepowodzeń. Chociaż prezentacje kwitnień jakby temu stwierdzeniu przeczą.
Gdy czytam, że "nic nie robię, a roślina kwitnie", 'zalecam temperaturę 24* i więcej' lub też o doświetlaniu rośliny lampką 9W której barwa światła jest w miarę odpowiednia ale jego natężenie niewielkie, to proszę wybaczyć, ale stroszę uszy podejrzewając, że autorzy wypowiedzi albo uprawiają rośliny w gablotach, orchidariach lub oranżeriach różnych wielkości pokazując przepiękne efekty swych osiągnięć albo prezentują kwiaty roślin zakupionych w ostatniej fazie przed kwitnieniem lub już kwitnących.
Zaznaczam, że nie mam nic na
przeciw, uprawiajmy swoje rośliny jak chcemy i gdzie chcemy, ale gdybyśmy prezentując fotki kwitnień podawali faktyczne warunki uprawy dokumentując to zdjęciami (etapy procesu wegetacji) mielibyśmy odpowiedź czy można taką roślinę mieć w swojej parapetowej kolekcji czy też 'budować' inteligentne mieszkanka dla storczyków sterowane elektroniką będące w stanie zabezpieczyć im odpowiednią temperaturę, światło, wilgotność i ruch powietrza. Myślę, że w każdej innej formie uprawy powodzenie będzie losowe , trochę szczęścia, a częściej nieszczęścia.
Czuję, że wielu odbierze ten tekst jako wypowiedź malkontenta; im to wszystko kwitnie a mnie czasami coś tam....
Pewnie coś w tym jest

no bo gdy czytam,
"
U moich C.gaskelliana zauważyłem że przyrosty które dojrzewają na początku lata choć mają pochewki to nie zakwitają, lecz roślina prawie zaraz wypuszcza nowy przyrost który kwitnie w październiku - listopadzie."
to zastanawia mnie szybkość rozwoju tych 'drugich' przyrostów (choć te pierwsze to też niezgorsi sprinterzy). Przyjmując początek lata za połowę czerwca, to wzrost psb i zakwitanie następuje w imponującym tempie

- 3,5 - 4,5 miesiąca. Chciało by się zapytać jak to jest możliwe, w jakich warunkach. Chętnie poznałbym tajemnice uprawy. I przyznaję, że trochę, a może i więcej, zazdroszczę.
U mnie na parapecie wygląda to tak -
kliclabiata obudziła się bardzo późno bo w końcu czerwca i przez dwa tygodnie nie wykazywała chęci wzrostowych, a
janmeni liczy sobie trzeci miesiąc z okładem. Jak dojrzeje do grudnia będzie sukces.
SLC. Ann Komine, około 7 cm. trwa to prawie cztery miesiące

, jedynie mossiae rośnie rekordowo

od końca
czerwca przyrosła 15 cm. Dlaczego, przecież dopiero co przekwitła.
Krystianie piszesz o stresie jaki mogła doznać moja leniwa 'gaska' na skutek przeprowadzki, może i masz rację ale stres jaki przeżywam patrząc na nieciekawy rozwój moich katlejowatych jest zdecydowanie większy

.
Myślałem, że wymiana doświadczeń i obserwacji swych Cattleya podpowie nam co czynić i czy w ogóle jest sens się męczyć, liczyłem na to i sądzę, że nie tylko ja.
Przepraszam za te przydługą refleksję i na koniec by nie było tak zasadniczo przypomnę komentarz jednego z nas cyt. z pamięci "
dobry kucharz nie zdradza tajemnic kuchni" (była mowa właśnie o wymianie doświadczeń), a tu widzę zaproszenia na
bloga z bardzo ciekawymi przepisami 'żarełka'

Troszkę się wtrącę i do przepisu
Tort godny królowej , dodałbym ze dwie łyżki
Bacardi balck. Pycha.
