Osobiście zraszam, zazwyczaj rano przed wyjściem do pracy, jedynie powierzchnię podłoża i korzenie powietrzne. Choć nie wiem czy to coś daje, bo doniczki stoją na keramzycie zalanym wodą, więc znacznie więcej wilgoci bierze się z tego keramzytu niż z parującej wierzchniej warstwy podłoża. Ale jestem początkujący i tak mi to weszło w krew, że jakbym nie prysną to chyba bym miał dzień zmarnowany, więc prykam wodą RO i z poczuciem spełnionego obowiązku mogę iść do pracy

Tak na chłopski rozum. Jeśli mamy suche powietrze to mgiełka podniesie nieznacznie wilgotność jedynie na chwilę. Zatem jeśli chcemy mieć efekt ciągły to przydałoby się zamgławiać przynajmniej raz na godzinę, choć nie jestem pewien czy by starczyło. Poza tym zamgławianie powoduje osadzanie rosy na liściach, woda parując obniża temperaturę, która w zimie i tak już jest niska, tym samym zaburza naturalne procesy chemiczne, czyli metabolizm ciepłolubnych roślin. Rośliny są zmiennocieplne i jeśli nie zapewnimy im odpowiedniej temperatury to najzwyczajniej będziemy je głodzić. Pomimo że będą miały światło, wilgoć i nawozy to będą niedożywione. W tym momencie ekstrapoluję doświadczenie z akwarystyki, ale myślę, że wszystkie organizmy żywe działają na podobnych ogólnych zasadach opartych o fizykę i chemię, których nie jesteśmy w stanie przeskoczyć.
Czyli podsumowując używanie zraszania raz lub dwa dziennie, moim zdaniem niewiele zmienia. A częstsze zraszanie zimą może więcej zaszkodzić niż pomóc. To jest moje zdanie oparte jedynie na teoretycznej analizie znanych mi faktów. Nie jest to poparte żadnymi moimi obserwacjami. Mało tego sam lubię sobie z rana po śniadaniu psiknąć w korzenie (liście raczej omijam), tak dla lepszego swojego samopoczucia

choć uważam że ma to znikomy wpływ na kondycję rośliny.
Pozdrawiam,
Romek