Znów problem korzeni wywołuje różne reakcje, A to, że źle, że wyrastają poza doniczkę i nie spełniają swojej roli, a to, iż jest wszystko w porządku bo roślina rośnie i kwitnie. Na forum, tym nowym i tym zamierzchłym, rozmowy na ten temat trwały i problem był objaśniany -
viewtopic.php?f=3&t=1717&p=11480&hilit=humor#p11480.
Wynika z tego prosty wniosek jak roślina epifityczna ma wokół siebie odpowiednią wilgotność to potrzebuje podłoża wyłącznie do zakotwienia i utrzymywania w odpowiedniej (w zasadzie pionowej) pozycji.
Eksperymentuję z uprawą Phalaenopsis venosa na podkładce obrośniętej zwykłym mchem zebranym z kamienia nad potokiem. Roślina po stresie związanym z odcięciem jej od rośliny matecznej ( dwa mm-ce ) rozpoczęła wegetacje - wytwarza nowy korzeń. Jedną utrudnieniem takiej formy uprawy jest konieczność większego dbania o wilgotność mchu - częstsze zraszanie.
Podobnie zachowuje się się Dendrobium nobile. Po przesadzeniu i podziale rośliny matecznej odciąłem bezlistną starą psb. Wsadziłem ją pod kawałek, także zwykłego, stale wilgotnego mchu. Po trzech, czterech m-cach z uśpionych pąków zaczęły wyrastać keiki . Pociąłem psb na kawałki i umieściłem na podkładce. Jedna sadzonka nie wytrzymała a druga wolniutko ale rośnie. Ciekaw jestem co z tego wyniknie.
Jednak te doświadczenia utwierdzają mnie w przekonaniu,nie jest to odkrycie

, że uprawa w pojemnikach z podłożem wynika tylko i wyłącznie z trudności jakie mamy z utrzymaniem odpowiedniego poziomu nasycenia powietrza parą wodną na naszych parapetach. Ba, gorzej, pewno to co powiem zabrzmi jak herezja, właśnie stosowanie podłoża jest przyczyną wielu kłopotów (gnicie korzeni-choroby grzybowe,pasożyty). Bez niego byłoby lepiej, tylko jak to zrobić w warunkach parapetowych.
