Strona 1 z 1

Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 24-02-2012, 20:25
Autor Ryszard410
Ponownie wywołuję temat do dyskusji, podnoszony wielokrotnie i jakoś ze słabymi efektami. Powrót do niego został spowodowany wymianą zdań na ten temat przy okazji prezentowania prześlicznej rośliny Phalaenomsis Mini Mark (dz.Gatunki botaniczne - prezentujemy kwitnienia), a w szczególności świetną wypowiedzią Reni T. Dziękuję autorce :) , a wszystkich zachęcam do zapoznania się z nim.
viewtopic.php?f=1&p=14296#p14290

Dla przypomnienia -
viewtopic.php?f=3&t=2007#p13452
viewtopic.php?f=3&t=532#p3776
Marzyło by mi się, aby rozmowy tu prowadzone stały się podstawą do opracowania tematu 'Warunki niezbędne, ale możliwe do uzyskania dla pozytywnej uprawy storczyków na parapetach' ( tytuł roboczy)
Starajmy się tutaj podzielić własnymi doświadczeniami w zabiegach jakie czynimy, by stworzyć naszym pupilom najlepsze warunki egzystencji.

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 24-02-2012, 21:05
Autor matynka4
Z pomysłów Reni na pewno skorzystam bo cały czas stosuję tylko tace z wodą. Nie ma problemu jeśli parapet czy półka są na tyle duże, że zmieści się głęboka taca z keramzytem i woda, gorzej jeśli wokół okna mamy zamontowane niewielkie półki zwiększające ilość miejsca na storczyki. Ja stanęłam przed takim zagadnieniem kiedy powiesiłam półki w łazience. Aby zapewnić wilgotność roślinom tam stojącym zastosowałam specjalne tacki mojego pomysłu. zwykła podstawka pod skrzynkę 40 cm. i cztery podstawki pod szczoteczki do zębów, które w sklepie otrzymałam za darmo. Rośliny stoją stabilnie i nie mają kontaktu z wodą. Jedyny mankament, że trzeba często uzupełniać wodę.

Re: Problemem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 24-02-2012, 22:30
Autor Efka
Z całą dla Reni sympatią,uważam,że jej wypowiedzi wiele do 'świetności' brakuje,natomiast wypowiedzi Michała,mimo iż zostały zignorowane,wiele prawdy zawierają.
Po pierwsze: cóż to za porównywanie wpływu danego parametru na storczyka,kiedy zamiast jednego parametru,różni się ich kilka?
W orchidarium była nie tylko inna wilgotność,ale też średnia temperatura (wyższa-bardziej sprzyjająca),storczyk był DOŚWIETLANY,inaczej odżywiany,miał stały dostęp wilgoci do korzeni. Czyli na jego dobrą kondycję złożyło się kilka czynników więcej.
Storczyki na parapecie też nie miały jednakowo:jeden w osłonce,drugi bez.Podlewane w tych samych odstępach czasu,ale prawdopodobnie podłoże storczyka w suchszych warunkach przesychało szybciej,więc miał mniej wody do dyspozycji,a to ma znaczenie dla kondycji i kwitnienia. Gdyby wszystkie miały tę samą temperaturę,były doświetlane,miały stale równomiernie wilgotne podłoże - możnaby pomyśleć o wnioskach co do wpływu wilgotności otaczającego powietrza.

Podobnie jak Michał,uważam,że wiele storczyków bardzo dobrze toleruje taką przeciętną mieszkaniową wilgotność (u mnie ok.40%) i to nie ona ma największy wpływ na kwitnienie. Z Phalaenopsis sprawa jest banalnie prosta: dopóki jest za mało światła,gubią pąki,z nadejściem dłuższych,jaśniejszych dni - przestają.
Wedle teorii wilgotności,jako najważniejszej w tym względzie,dzieją się u mnie cuda: Phalaenopsis Liodoro,która ma przodków lubiących wilgoć nigdy nie zrzuciła w tych warunkach pączka,a sąsiadujące hybrydy robią to nagminnie. Po prostu ma mniejsze wymagania co do ilości światła. Poza tym z nastaniem cieplejszych dni wilgotność przez wiele godzin dziennie jest niższa,niż zimą,a pąki przestają opadać. Coś tu nie pasuje.
Natomiast wilgotność,która dotyczy korzeni,ma duże znaczenie dla wzrostu korzeni,później liści oraz kwitnienia. Wiele storczyków na przesuszanie korzeni źle reaguje,szczególnie podczas wytwarzania pędów,pąków itd. Dlatego mając niską wilgotność w pomieszczeniu trzeba bardziej dbać o właściwe podlewanie,wstawić storczyka do osłonki z odrobiną wody na dnie,itp.
Podsumowując: do poziomu brzegu doniczki wilgotność jest b.ważna,powyżej - w wielu przypadkach bardzo mało ważna,na tyle,że można odpuścić nawilżacze i ryzyko grzyba na ścianach,i tak jak w wątku o wilgotności sugerował Piroman - zadbać o nią MIEJSCOWO,samemu pozostając w komforcie i oszczędzając sobie trudu i pieniędzy.
gościnnie-Efka

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 25-02-2012, 09:48
Autor Gość
Pozwolę sobie zacytowac P.Renie
"W dobrze wentylowanym!!! mieszkaniu, w którym się gotuje i normalnie żyje wilgotność względna przy temp. 24*C nie przekracza 20-25%, przy słabej wentylacji wzrasta do 30-35%, większość higrometrów elektronicznych ma buźki, które odczytują to wskazanie jako niezadowalające."

Nie znam nikogo , kto wytrzymałby w mieszkaniu temperatury rzędu 24 C, tym bardziej przy wilgotnosci 20-25%.
Człowiek przy takiej temp. by sie ugotował i zakasłał.

W większości mieszkan panują temp. 19-21 C i wilgotnosc przeważnie 50% ( wahania rzędu 45-60%) , w zależności od rożnych czynników.

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 25-02-2012, 10:14
Autor hesia_wwl
To i ja dorzucę swoje 3 grosze.
Wszystkie storczyki siedzą w doniczkach, a te w osłonkach (wybieram takie by doniczka była w nich luźno osadzona tak by korzenie miały lepszy dostęp powietrza).
Po ostatnim przesadzeniu, do większości doniczek dałam na dno jako drenaż keramzyt. Głównie dostały go te kwiaty, które miały najmniej korzeni.
Głównie ze względów estetycznych nie korzystam z tacek z keramzytem - gdzieś ktoś pisał, że nie dają one zbyt wiele.
Stosuję za to keramzyt na dno osłonek. Po namoczeniu storczyków czekam aż trochę obciekną i wstawiam je do osłonek, reszta wody która wydostaje się z doniczki spływa na keramzyt który nawilża roślinę od korzeni.
Odkąd do każdego storczyka dodałam sphagnum na wierzch podłoża, storczyki są jakby odmienione.
Podlewam je raz w tygodniu, ale prawie codziennie zraszam im te sphagnum które zatrzymuje wilgoć w podłożu na dłużej.
Efekt?
Mini Mark dopóki nie miał sphagnum rósł dość wolno mimo zraszanego podłoża, po dodaniu momentalnie zawiązały mu się pędy i pączki.
Hybrydy którym dołożyłam mchu na podłoże dużo szybciej wypuściły pędy. Jedna z hybryd w przeciągu 3 tygodni wytworzyła pęd kwiatowy z zawiązkami pączków.
Łaciata hybryda która po przekwitnięciu zamarła w bezruchu jak zaklęta, z pomiedzy liści wytwarza malutki pędzik kwiatowy. Podobnie hybryda która z powodu bardzo małej ilości korzeni jest najsłabsza, także wypuszcza pęd kwiatowy.
Wilgotność na parapecie jest na poziomie 40-50%, temperatura w mieszkaniu jest na stałym poziomie 21.4*C. Pod parapetem mam grzejnik na którym wiszą 2 ceramiczne nawilżacze powietrza, ale bardziej są one dekoracją, bo odkąd wiszą wilgotnność nie wzrosła.

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 25-02-2012, 10:18
Autor Krzysztof Gozdek
Nie bardzo zgodzę się z Gościem, ponieważ są storczyki, które po zakończeniu wzrostu pbs wcale nie potrzebują wilgotnego podłoża, np. cataseta, ale właśnie potrzebują dość wysokiej wilgotności powietrza w fazie wytwarzania łodygi kwiatowej. Poza tym, jak znaczna większość storczyków, występują one w obszarach na których nawet w okresach braku opadów, wilgotność powietrza jest zawsze wysoka. Warunki domowo-parapetowe to dla nich zło konieczne, a czy się dostosują czy nie to inna sprawa. Poza tym jak wiadomo, co poniektóre storczyki wogóle nie przeżyją poza orchidarium lub szklarnią, gdzie zawsze jest wysoka wilgotność.

Re: Problemem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 25-02-2012, 12:03
Autor Efka
Krzysztofie - oczywiście,że nie można tak uprawiać wszystkich,zaznaczyłam,że 'wiele' :
Gość pisze:...uważam,że wiele storczyków bardzo dobrze toleruje taką przeciętną mieszkaniową wilgotność (u mnie ok.40%) i to nie ona ma największy wpływ na kwitnienie.

A tu niedostatecznie podkreśliłam to,co mam na myśli: 'do poziomu brzegu doniczki wilgotność jest b.ważna'. Proszę zwrócić uwagę,że nie napisałam 'wysoka wilgotność'. Chodzi o odpowiednią wilgotność w danym momencie: czyli większą dla kwitnących Phalaenopsis,mniejszą dla np.zimującego dendrobium. Brakło słowa,które by to wyraźnie zaznaczyło.

Do tych 'wielu' zaliczam przede wszystkim rozmaite hybrydy Phalaenopsis,Dendrobium,Oncidium - jeśli ktoś ma głównie takie storczyki na parapecie,a z jakichś względów podnoszenie wilgotności jest kłopotliwe - nie ma tragedii,jeśli w domu jest wilgotność 40%. Wiem to z doświadczenia,bo ze względu na warunki w mieszkaniu sama miałam z tym problem. Teraz nawet nie mam żadnych tacek,czy dodatkowych źródeł parowania,nie zraszam ich co rano,a storczyki żyją i mają się dobrze. Nie wyglądają na odwodnione i cierpiące,rosną i kwitną. Przykręciłam kaloryfery (tak,aby było 20 stopni),żeby przy małej wilgotności zmniejszyć parowanie i nie wysuszać ich nadmiernie i jest ok. Oczywiście - gdy w tych warunkach zaniedba się podlewanie - odwodnią się szybciej i trzeba o tym pamiętać.

Michał wymienił kilka innych,a myślę że jest ich BARDZO dużo do wyboru,jeśli ktoś nie ma orchidarium.

Ze względu na mięsiste liście,grube korzenie,pseudobulwy jako magazyny wody - radzą sobie wręcz dużo lepiej,niż niektóre tradycyjne pokojowe 'kwiatki'.

Moja wypowiedź jest optymistycznym przesłaniem dla osób początkujących: nie trzeba mieć w mieszkaniu klimatów lasu deszczowego,żeby uprawiać storczyki. Tylko trzeba zasięgnąć wiedzy,co się kupuje,żeby wrażliwszemu storczykowi nie wyrządzić krzywdy.

Pozdrawiam wszystkich STORCZYKOMANIAKÓW 8-) ,Efka

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 25-02-2012, 19:31
Autor Renia T
Gość pisze:Pozwolę sobie zacytowac P.Renie
"W dobrze wentylowanym!!! mieszkaniu, w którym się gotuje i normalnie żyje wilgotność względna przy temp. 24*C nie przekracza 20-25%, przy słabej wentylacji wzrasta do 30-35%, większość higrometrów elektronicznych ma buźki, które odczytują to wskazanie jako niezadowalające."

Nie znam nikogo , kto wytrzymałby w mieszkaniu temperatury rzędu 24 C, tym bardziej przy wilgotnosci 20-25%.
Człowiek przy takiej temp. by sie ugotował i zakasłał.


A ja znam, nawet kilka takich osób ;)
Z tym ugotowaniem, to nie przesadzajmy, natomiast z kasłaniem się zgadzam i dodam zakichał na amen ;), bo w takich warunkach wysychają śluzówki i doskonale krąży kurz...

"Oczywista oczywistość", bywam w takim mieszkaniu i kicham potężnie, nie czuję się tam komfortowo, ani nawet dobrze i uciekam z niego tak szybko jak mogę. Natomiast jego właściciel nie narzeka, choć też kicha, prycha i ma stale przekrwione spojówki, ale tematu podniesienia wilgotności w jakikolwiek sposób, jak wielu
nie chwyta...
W większości mieszkań panują temp. 19-21 C i wilgotność przeważnie 50% ( wahania rzędu 45-60%) , w zależności od rożnych czynników.

Tutaj gościowi kimkolwiek nie jest :P gratuluję odwagi i... nie zazdroszczę ;)
Dla przypomnienia, bo dopiero o tym rozmawialiśmy przy okazji dużych mrozów i przemarzających ścian i parapetów.
Ciekawe jaką przy temp. 21 stopni ma ściana np. szczytowa?
Otóż znawcy budownictwa podają, że zimą na słabo izolowanej ścianie, przy temp. pomieszczenia 22 stopni, temp. ściany wynosi 8 stopni, czyli różnica temp. to 14 stopni. Im zimniej na dworze, tym różnica jest większa.
Na styku zderzenia "ciepłego"powietrza z zimną ścianą dochodzi do skraplania się pary wodnej, czytaj ściana staje się wilgotna, a grzyb po cichu rośnie, nie widać go od razu...Prędzej, czy później zaczyna się kichanie i prychanie, bo oddycha się zagrzybionym powietrzem i nie radzę się do tego przyzwyczajać...

Skąd się wzięły dane, które wymieniłam.
Z kajecika inspektora budowlanego, który na zlecenie zarządcy przeprowadził pomiary w budynku, w którym od niedawna mieszkam, a którego lokatorzy skarżyli się na zawilgocenie ścian, tak jako ciekawostkę podam, że ci ostatni mieli znaczące oszczędności na ogrzewaniu.
Sprawdzono 30 mieszkań, w 11 było zawilgocenie, reszta j.w.
Wydaje mi się, że nie trzeba wyjaśniać, że tego typu pomiary nie są żadną stałą i niezmienną, ale trochę obrazują problem.

PS.Widocznie zestarzałam się i nie lubię marznąć i chodzić w mieszkaniu w kufajce...
W temp. 23-24 stopnie czuję się dobrze, ale wilgotność mam wyższą niż podałam, bo świadomie ją podnoszę.
Wolno mi :P

Re: Problemem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 25-02-2012, 21:17
Autor Renia T
Efka pisze:W orchidarium była nie tylko inna wilgotność,ale też średnia temperatura (wyższa-bardziej sprzyjająca),storczyk był DOŚWIETLANY,inaczej odżywiany,miał stały dostęp wilgoci do korzeni. Czyli na jego dobrą kondycję złożyło się kilka czynników więcej.


Efko, warunki jakie miała roślina w orchidarium, to było optimum, co jest oczywiste wydawało mi się, że nie trzeba tego zaznaczać. ;)
Storczyki na parapecie też nie miały jednakowo:jeden w osłonce,drugi bez.


I właśnie storczyki na parapecie miały zobrazować różnicę jeśli chodzi o wpływ poziomu wilgotności powietrza na stan ogólny rośliny, a co za tym idzie kwitnienie.
Warunki były jak napisałam porównywalne.
Taki sam poziom światła, taka sama temperatura, taka sama częstotliwość odżywiania, jedynym parametrem, który był inny, to właśnie wilgotność powietrza, i jak sama napisałaś
podłoże storczyka w suchszych warunkach przesychało szybciej,więc miał mniej wody do dyspozycji,a to ma znaczenie dla kondycji i kwitnienia."

Temu w osłonce zabrakło podwyższonej wilgotności powietrza, którą miał rosnący w wysokiej wilgotności ...Skutkiem tego reanimuje się...

Podobnie jak Michał,uważam,że wiele storczyków bardzo dobrze toleruje taką przeciętną mieszkaniową wilgotność (u mnie ok.40%) i to nie ona ma największy wpływ na kwitnienie.


Przecież ja nigdzie nie neguję tego co Michał powiedział!Wiem, że ma rację.
Ale Michał jest doświadczony. I wie jak postępować z konkretnymi roślinami.

Wielokrotnie już powiedzieliśmy, że na ogólną kondycję rośliny ma wpływ wiele czynników i tak jak roślina stanowi całość, tak temperatura, światło, podlewanie, odżywianie i wilgotność powietrza są jednakowo niezbędne do dobrej kondycji i kwitnienia.
I, owszem, wiele storczyków dobrze znosi przeciętną wilgotność, tylko skąd przez cały rok, nie tylko zimą, tyle postów o spadających pączkach, zasychających korzeniach powietrznych, wiotkawych liściach, mimo, że korzenie zdrowe i jędrne, podłoża nie "zasolone"...dlaczego Miltonie i im pokrewne na parapetach mających podobno świetne parametry z wilgotnością na czele nie zakwitają ponownie, albo kwitną sporadycznie, że o Oncidiach nie wspomnę...

Hm...też mi tu coś nie pasuje... :lol:

No i jeszcze jedno...
Pomyślałam, poczytałam na forum na temat temperatur i wilgotności, w których uprawiamy storczyki i o
zgrozo zgłupiałam zupełnie.
Autorzy prezentowanych roślin uprawianych na parapetach podają zastraszające temperatury i wilgotności, to co, zmyślają? :lol: TO OCZYWIŚCIE ŻART...

można odpuścić nawilżacze i ryzyko grzyba na ścianach,i tak jak w wątku o wilgotności sugerował Piroman - zadbać o nią MIEJSCOWO


No i do tego, jakby kto nie zauważył, zachęcałam. ;)

PS. Pewne, znane Ci hybrydki mają się świetnie, choć "na sucho" protestowały, w wysokiej wilgotności
"idą jak burza", widać nie żałowane... :lol:

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 26-02-2012, 00:23
Autor Bellagne
Witam

Kilka dni temu wstawiłam elektroniczny wilgotnościomierz (taki z termometrem) do małego szklanego terrarium, w którym trzymam reanimowane storczyki. Terrarium stoi na parapecie nad kaloryferem, ma zasunięte drzwiczki, otworki wentylacyjne są od góry gablotki. Mierzyłam wilgotność celowo przed południem, bo u mnie z racji zachodniej strony jest wtedy najniższa temp. w ciągu dnia. I proszę mi wierzyć, że na wyświetlaczu po kilkunastu minutach obserwacji miałam ledwo przekroczone 50 %. Miernik stał na metalowej kratce obok roślin, kilka cm nad znajdującą się wodą na dnie terrarium. Za to latem ub. r podczas ulewnych deszczy miałam w mieszkaniu (bez włączonego nawilżacza ultradźwiekowego) momentami aż 70 % i to nawet metr od okna :shock: Teraz jak niewiele pada, włączanie nawilżacza podnosi mi wilgotność w pokoju zaledwie do 45 % Mieszkanie jest w betonowym bloku na wysokim piętrze, więc raczej bardzo suche (ale okna drewniane, nieszczelne, nie wymieniane od 15 lat).
Pozdrawiam Agnieszka

Re: Problemem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 26-02-2012, 03:10
Autor Efka
Reniu,ja w żadnym razie nie neguję wszystkiego,co napisałaś. Widzę,że tak to odebrałaś. Po prostu napisałam,co myślę. To,że zgadzam się z Michałem,nie oznacza,że twierdzę,że całkowicie zaprzeczam Tobie. Ja (w związku z warunkami własnego mieszkania,które mnie do tego sprowokowały) rozdzielam problem wilgotności na tę,która otacza korzenie storczyka i tę,która dotyczy liści,kwiatów itd. Napisałam wyraźnie,że to,co dzieje się w związku z wilgotnością w doniczce,osłonce uważam za BARDZO ważne,a wilgotność 'ogólną' uważam za mniej istotną.

Co do Mini Marków na parapecie,to moim zdaniem,różniły je DWA parametry,a nie jeden: wilgotność powietrza,ale i dostępność wody do korzeni. Gdyby niską wilgotność powietrza i szybciej przesychające podłoże zrekompensować temu w osłonce częstszym podlewaniem,nie ucierpiałby tak bardzo,pomimo,że wilgotność otaczającego powietrza nadal byłaby niska. Dla mnie to są dwa aspekty uprawy: podlewanie/wilgotność wokół korzeni i wilgotność powietrza nad storczykiem. Wiążą się ze sobą,bo niska wilgotność powietrza powoduje szybsze przesychanie podłoża,a z kolei wysoka wilgotność podłoża minimalnie podnosi wilgotność powietrza wokół storczyka,ale to nie jest to samo i na parapecie jedno nie zastąpi drugiego.


Renia T pisze:Wielokrotnie już powiedzieliśmy, że na ogólną kondycję rośliny ma wpływ wiele czynników i tak jak roślina stanowi całość, tak temperatura, światło, podlewanie, odżywianie i wilgotność powietrza są jednakowo niezbędne do dobrej kondycji i kwitnienia.

To,że ktoś coś powiedział... nawet wielokrotnie... :lol: nie znaczy,że miał rację. Najwyraźniej moje hybrydy tego nie czytały,bo dla nich wysoki poziom światła jest ważniejszy do kwitnienia,niż wysoka wilgotność powietrza ;) .
Widać dla różnych aspektów ich życia różne czynniki mają różny,nie JEDNAKOWY wpływ.

Renia T pisze:I, owszem, wiele storczyków dobrze znosi przeciętną wilgotność, tylko skąd przez cały rok, nie tylko zimą, tyle postów o spadających pączkach, zasychających korzeniach powietrznych, wiotkawych liściach, mimo, że korzenie zdrowe i jędrne, podłoża nie "zasolone"...dlaczego Miltonie i im pokrewne na parapetach mających podobno świetne parametry z wilgotnością na czele nie zakwitają ponownie, albo kwitną sporadycznie, że o Oncidiach nie wspomnę...

Wrzucasz różne problemy do jednego worka,a to niekoniecznie musi mieć związek z wilgotnością.
Pąki Phalaenopsis opadają z różnych przyczyn,najczęstszą jest niedostateczna ilość światła jesienią i zimą. Problemy z wilgotnością w doniczce przyczyniają się do tego bardzo,a niewielka wilgotność otaczającego powietrza bardzo mało. Tak uważam,być może się mylę.
Zasychanie korzeni częściej jest spowodowane zasoleniem,niż 'przeciętną' wilgotnością. Względnie jest jeszcze jakaś inna przyczyna,nieznana mi. Generalnie nie mam tego problemu ,mimo niskiej wilgotności - np.u Phalaenopsis nigdy. Owszem,miltoniowate mają takie tendencje,ale ich korzenie samoistnie trzymają się bliżej wilgotnego podłoża i niewiele ucieka na zewnątrz,by zginąć: Miltonia i Miltoniopsis rosną zdrowo,ale mam je zbyt krótko,żeby się pochwalić kwitnieniem. Bynajmniej nie są też całe pozwijane w harmonijki. Liście pozostałych, zdrowych storczyków, są jędrne. Oncidia mi kwitły świetnie,w tym żółte,uważane za trudniejsze pod tym względem: miało sto kwiatów i wypuściło jeszcze odgałęzienie pędu,które niestety się złamało...
Vanda denisoniana i krzyżówka Vanda x Ascocenda też sobie doskonale radzą,mimo że uprawiane 'luzem' i korzenie bezpośrednio narażone są na to niezbyt wilgotne powietrze.

Nie wiem,dlaczego ludzie mają problemy,widać robią błędy lub częściej - całe kombinacje błędów. Jest tyle różnych czynników do ogarnięcia,że to normalne,że na początku się błądzi.Nie ma co zwalać całej winy na niedostateczną wilgotność powietrza. Każdy musi pomału rozsupłać swoje problemy.

Ja nie twierdzę,że podwyższona wilgotność otaczającego powietrza nie sprawiłaby,że te storczyki rosłyby szybciej,pewnie kwitły obficiej itd. Natomiast upieram się przy tym,że odpowiednio podlewając,stwarzając mikroklimat wyłącznie wokół korzeni,można utrzymać wiele storczyków w niezłej formie,pomimo niezbyt wilgotnego powietrza w pomieszczeniu. Tylko tyle i aż tyle.
Pozdrawiam,Efka

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 26-02-2012, 08:48
Autor Ryszard410
Na początku wątku napisałem
"Marzyło by mi się, aby rozmowy tu prowadzone stały się podstawą do opracowania tematu 'Warunki niezbędne, ale możliwe do uzyskania dla pozytywnej uprawy storczyków na parapetach' ( tytuł roboczy)
Starajmy się tutaj podzielić własnymi doświadczeniami w zabiegach jakie czynimy, by stworzyć naszym pupilom najlepsze warunki egzystencji.
"
Jak z tego wynika wilgotność (powietrza otaczająca rośliny) nie jest jedynym interesującym problemem. Celem jest przedstawianie własnych rozwiązań,metod stwarzania optymalnych warunków klimatycznych na naszych parapetach. Sadzę, że takie praktyczne i sprawdzone metody będą bardziej ciekawsze i pouczające niż stałe odpowiadanie na problemy związane z korzonkami i pączkami.
Nie musimy się tutaj zgadzać i sobie przytakiwać bo każde mieszkanie - parapet jest inny tylko storczyki takie same. A poza tym byłoby nudno. ;)
Teraz ad vocem Gościowi. Każdy z nas, mam nadzieję, że jak pisze to myśli i także szkoda, że Twoje roślinki 'nieczytate' ;) :) /sorki to taki żarcik/
Ale, rozdzielanie wilgotności na 'doniczkową' i 'liściową' jest podziałem sztucznym nie uwzględniającym faktu, że roślina to całość i nie można dbać o korzenie pomijając liście. I odwrotnie. Nie będę zarzucał Ci braku racji, takie są Twoje doświadczenia i przekonanie. Jednak byłoby świetnie gdybyś zechciała przedstawić na forum opis co czyniłaś, że "Oncidia . . . kwitły świetnie,w tym żółte,uważane za trudniejsze pod tym względem: miało sto kwiatów i wypuściło jeszcze odgałęzienie pędu,które niestety się złamało..."
Ja po pierwszym kontakcie z hybrydą tego rodzaju skarżyłem się na GG /Moja przygoda z hybrydą Oncidium/ na niezbyt udane efekty. :( :mrgreen: Korzystając z takich opracowań zapewne nie popełniałbym jakiś błędów, do dzisiaj nie wiem jakich, a ze mną wielu innych majacych podobne kłopoty.

A tak jeszcze z ciekawości, dlaczego się nie logujesz. :o i nie :) . Cieszy mnie Twoje powodzenie w uprawie 'miltoniowatych'

Re: Problemem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 26-02-2012, 11:02
Autor Renia T
Ja nie twierdzę,że podwyższona wilgotność otaczającego powietrza nie sprawiłaby,że te storczyki rosłyby szybciej,pewnie kwitły obficiej itd. Natomiast upieram się przy tym,że odpowiednio podlewając,stwarzając mikroklimat wyłącznie wokół korzeni,można utrzymać wiele storczyków w niezłej formie,pomimo niezbyt wilgotnego powietrza w pomieszczeniu. Tylko tyle i aż tyle.
Pozdrawiam,Efka


Cześć Efka
Chyba powinniśmy się przenieść do rozmów, bo zagadujemy wątek :roll:
Ja absolutnie nie uważam,że mi coś zarzucasz, czy zaprzeczasz :!: ...A nawet gdyby tak było, to nic złego, wszystko co służy konstruktywnej wymianie myśli jest ok :lol:

Widzisz problem tkwi w tym, że jak napisałam Michał i wiele innych osób doskonale wie jak z roślinami postępować.Znając swoje mieszkania i potrzeby uprawianych roślin wypracowaliśmy takie, a nie inne metody, jak zapewnić im warunki, w których rosną najlepiej.
Takie podpowiedzi nie mają być wskazaniem dla nas ;) , tylko dla tych osób, które swoją przygodę ze storczykami zaczynają i już na starcie się potykają...

Ty spojrzysz na storczyka i już wiesz, że ma za ciepło, albo za sucho, podlejesz częściej, i nie zrobisz mu krzywdy, a jak osoba niedoświadczona przeczyta, że aby zrekompensować niską wilgotność należy częściej podlewać, to z miejsca roślinę utopi, bo będzie widzieć suchą korę na górze, a nie zaglądnie do obsadki, gdzie już będzie zachodziło gnicie korzeni z nadmiaru wody i braku powietrza.
Spokojnie. Ty masz swoje spostrzeżenia, Elazet ma swoje, kto inny również, spróbujmy wypracować kilka podpowiedzi, takich na start, i tak każdy z czasem dochodzi do swoich doświadczeń i pomysłów.

I wychodzi na to, że upieramy się niejako przy tym samym :) , bo moje roślinki siedzą w mega obsadce
i mają mikroklimat wokół korzeni, no liściom niektórych z nich też się trochę dostaje,ale się nie skarżą ;) . I wystarczy.

Żeby była jasność. Ja nie używam żadnych innych nawilżaczy powietrza, przecież to oczywiste, że to tylko chwilowy efekt i przy każdym ruchu powietrza fru...poszło...

Pozdrawiam, Renia

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 26-02-2012, 11:27
Autor Gość
Renia T pisze:
Gość pisze:Pozwolę sobie zacytowac P.Renie
"W dobrze wentylowanym!!! mieszkaniu, w którym się gotuje i normalnie żyje wilgotność względna przy temp. 24*C nie przekracza 20-25%, przy słabej wentylacji wzrasta do 30-35%, większość higrometrów elektronicznych ma buźki, które odczytują to wskazanie jako niezadowalające."

Nie znam nikogo , kto wytrzymałby w mieszkaniu temperatury rzędu 24 C, tym bardziej przy wilgotnosci 20-25%.
Człowiek przy takiej temp. by sie ugotował i zakasłał.


A ja znam, nawet kilka takich osób ;)
Z tym ugotowaniem, to nie przesadzajmy, natomiast z kasłaniem się zgadzam i dodam zakichał na amen ;), bo w takich warunkach wysychają śluzówki i doskonale krąży kurz...

"Oczywista oczywistość", bywam w takim mieszkaniu i kicham potężnie, nie czuję się tam komfortowo, ani nawet dobrze i uciekam z niego tak szybko jak mogę. Natomiast jego właściciel nie narzeka, choć też kicha, prycha i ma stale przekrwione spojówki, ale tematu podniesienia wilgotności w jakikolwiek sposób, jak wielu
nie chwyta...
W większości mieszkań panują temp. 19-21 C i wilgotność przeważnie 50% ( wahania rzędu 45-60%) , w zależności od rożnych czynników.

Tutaj gościowi kimkolwiek nie jest :P gratuluję odwagi i... nie zazdroszczę ;)
Dla przypomnienia, bo dopiero o tym rozmawialiśmy przy okazji dużych mrozów i przemarzających ścian i parapetów.
Ciekawe jaką przy temp. 21 stopni ma ściana np. szczytowa?
Otóż znawcy budownictwa podają, że zimą na słabo izolowanej ścianie, przy temp. pomieszczenia 22 stopni, temp. ściany wynosi 8 stopni, czyli różnica temp. to 14 stopni. Im zimniej na dworze, tym różnica jest większa.
Na styku zderzenia "ciepłego"powietrza z zimną ścianą dochodzi do skraplania się pary wodnej, czytaj ściana staje się wilgotna, a grzyb po cichu rośnie, nie widać go od razu...Prędzej, czy później zaczyna się kichanie i prychanie, bo oddycha się zagrzybionym powietrzem i nie radzę się do tego przyzwyczajać...

Skąd się wzięły dane, które wymieniłam.
Z kajecika inspektora budowlanego, który na zlecenie zarządcy przeprowadził pomiary w budynku, w którym od niedawna mieszkam, a którego lokatorzy skarżyli się na zawilgocenie ścian, tak jako ciekawostkę podam, że ci ostatni mieli znaczące oszczędności na ogrzewaniu.
Sprawdzono 30 mieszkań, w 11 było zawilgocenie, reszta j.w.
Wydaje mi się, że nie trzeba wyjaśniać, że tego typu pomiary nie są żadną stałą i niezmienną, ale trochę obrazują problem.

PS.Widocznie zestarzałam się i nie lubię marznąć i chodzić w mieszkaniu w kufajce...
W temp. 23-24 stopnie czuję się dobrze, ale wilgotność mam wyższą niż podałam, bo świadomie ją podnoszę.
Wolno mi :P

Jestem uzytkowniczka forum , taka jak Pani , tylko bez rejestracji.
Nie bardzo rozumiem co autor miał na myśli .Te gratulacje odwagi , słowa o niezazdrosci i cały ten wywód o przemarzajacych ścianach i grzybach, kajecikach i insp. budowlanych.

Pani Reniu , fakt jest taki , ze najodpowiedniejsza temperatura dla człowieka pod wzgledem zdrowotnosci to 19-22 C , a najodpowiedniejsza wilgotnosc to 40-60% . Taka zaleci Pani każdy lekarz . I w większości domów , wyjdą wlasnie takie pomiary .
Przy takich odczytach , nie ma prawa zrobic sie grzyb na ścianie i zapewniam Panią, ze ani ja , ani wiekszosc społeczeństwa w grzybie nie mieszka .
A jesli grzyb sie pokazuje , to oznacza , ze jest problem konstrukcyjny budynku ,wentylacji , plastikowych okien i niewietrzenia mieszkania.

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 26-02-2012, 12:08
Autor Ryszard410
PROSZĘ abyśmy wypowiadając się zastosowali zasadę wyczerpującego opisu swoich metod uprawy nie negując innych.
Podkreślę jeszcze - metod uprawy rozumianych jako całokształt utrzymywanych na parapetach warunków. Z radością będzie widziana dokumentacja zdjęciowa .
Później sobie POGADAMY ;) :!: :lol:
Moderator.

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 26-02-2012, 15:27
Autor Efka
Jeżeli wątek ma służyć jedynie podpowiedzi początkującym,jak pomóc zwiększyć wilgotność,to w zasadzie można go zakończyć,bo wystarczjąca ilość podpowiedzi się w nim znalazła. Jak ktoś się uprze,to kupi nawilżacz,albo zbuduje orchidarium,a jak nie to będzie kombinować z osłonkami,sphagnum na powierzchni podłoża i to też jest b.dobra droga - przykład jak efektywnie poradziła sobie hesia_wwl. A jak ktoś ma storczyka zalać,to i tak zaleje.
Rozwiązania praktyczne: chciałabym pokazać pozytywny wpływ zwiększenia wilgotności wokół korzeni za pomocą prostej osłonki. Sadzonka Slc.Jewel Box Scheherazade przyszła do mnie w zeszłym roku (maj/czerwiec) pocztą - korzonki się połamały,bo wypadła z doniczki i fruwała dość luźno,zostały w ilości szczątkowej. Wsadziłam do koszyczka z dość szybko przesychającym podłożem,a koszyczek do osłonki zrobionej z butelki po wodzie. Obwód osłonki dopasowałam tak,aby był niewielki przepływ powietrza dookoła koszyczka,ale żeby nie było też za dużo luzu,bo sadzonka miała rosnąć w pobliżu uchylonego okna,gdzie ciągły ruch powietrza bardzo szybko wywiałby wilgoć z dużej osłonki. Na dno wlewałam niewielką ilość wody,koszyczek ani podłoże nie miały z nią kontaktu. Namaczałam storczyka po porządnym przeschnięciu.
Sadzonka błyskawicznie zaczęła się ukorzeniać. Wyrosły dwa nowe przyrosty. Z biegiem czasu korzonki sięgnęły wody. Gdy jest ciepło,są w niej cały czas zanurzone i im to nie szkodzi.
Gdyby zamiast koszyczka była doniczka z dużą ilością otworków i przewiewnym podłożem,efekt byłby podobny.
Podobne praktyki stosowałam do reanimowanych Phalaenopsis i innych storczyków,też z bardzo dobrym skutkiem. Nie 'siedzą' w mokrym podłożu,więc ryzyko gnicia korzeni jest niewielkie,a mikroklimat przyspiesza ich wzrost.

Nie wiem,czy na zdjęciach to widać,ale podłoże jest już suche,szczególnie u góry - jak wiór, a korzenie jeszcze nie (tylko dwa dosięgają wody).

Ten przykład dość dobrze pokazuje to,o co mi chodziło z trochę (celowo) przejaskrawionym podziałem na wilgotność wokół korzeni i 'reszty' storczyka. Góra ma sucho,dół wilgotno.

Kończę,bo sami najlepiej wiecie,co jest Wam potrzebne w tym wątku,więc nie będę więcej 'zagadywać' tematu.

Pozdrawiam serdecznie,Efka

Re: Problem wilgotnośc - niezniszczalny

Nieprzeczytany postNapisane: 26-02-2012, 17:59
Autor Ryszard410
Byłem z wizytą u ... i ujrzałem na oknie od strony południowej hybrydę Phalaenopsis. Niby nic, ale gdy się przyjrzałem bliżej, a już jak zajrzałem do osłonki zaskoczenie było zupełne.
Trzy nowe pędy kwiatowe na nich ogromna ilość pąków ( naliczyłem 35 szt.), niektóre już rozkwitnięte i 6 starych pędów nie zamierzających usychać. :o

Pąki.jpg

Gorzej z liśćmi, kilka zdrowych, ale są takie z śladami przypalenia przez słońce, niektóre pomarszczone - brak turgoru, jeden brązowożółty. Nie najlepiej.

Liście.jpg

No, a korzenie istny dramat. Te na nad doniczką przebarwione - brązowo-szaro-czarne, a w doniczce kłębowisko bez grama podłoża zieloniutkich, zdrowych korzeni, których kępa wyrasta poza plastikowy pojemnik.

Korzenie.jpg

Wg zapewnień pani, opiekującej się rośliną, podlewa kiedy się jej przypomni wodą przegotowaną i odstałą, nawożąc nawozem płynnym dla roślin zielonych, tak jak inne rośliny. Nie czyni nic poza tym.
Jej zdaniem ma tą roślinę, bo ładnie kwitnie i jest dekoracyjna. Na moje nieśmiałe uwagi, że to i tamto, iż storczyki, to rośliny wymagające itd, itp. odpowiedziała, to kwiatki jak każde inne. Poza tym jest ich tyle w najróżniejszych sklepach, że jeszcze chwila i będą gościły w każdym domu jak kiedyś prymulki.I tutaj muszę jej przyznać rację, bo na mojej wsi w oknach gaździn, po których nie spodziewałbym się zainteresowania hobby storczykowym, phalaenopsisów dużo, szczególnie po imieninach. :!: O moim hobby i staraniach rzekła, że każdy ma jakiegoś 'kota' .
Dodam jeszcze, że temperatura w nocy spada czasami do 15* C. a w dzień jak Bóg da, jest słońce to skacze nawet do 33 stopni a w dni pochmurne około 18-20 *C. O wilgotności nic nie wiadomo.
Roślina liczy sobie trzy lata. :!: Niezniszczalny przypadek.
Dla wyjaśnienia mego śmiałego postępowania w podglądaniu storczyka powiem, że ta pani to moja synowa ( biolog z wykształcenia) :roll:

Re: Problem wilgotności na naszych parapetach.

Nieprzeczytany postNapisane: 27-02-2012, 08:39
Autor SureLooksGoodToMe
Czuję się wywołany niejako do tablicy :roll: skoro tyle razy padło moje imię.

Ryszard-Twoje "niepowodzenie" (w cudzysłowie, bo ja bym tak tego nie nazwał) w uprawie hybrydy Oncidium nie miało nic wspólnego z wilgotnością, tylko z nadmierną troską. Następnym razem-jak już pisałem-będzie lepiej i jestem o tym przekonany.

Temat wilgotności powietrza jest równie, o ile nie bardziej, drażliwy jak temat wody do podlewania. Zgadzam się z panią Ewą (nick Efka), że roboczo można podzielić wilgotność na tą wokół korzeni i tą wokół liści, pędów, etc. Otóż jeżeli zapewnimy odpowiednią wilgotność wokół korzeni (temu służy uprawa w doniczce), to wilgotność wokół liści nie musi mieć krytycznego znaczenia. Na obecnym etapie uważam, że storczyki epifityczne najlepiej (i najłatwiej) uprawiać w takiej formie, w jakiej rosną w naturze-na korze. Wiadomo, że w warunkach wilgotności 20 % utrzymanie takiej rośliny na parapecie jest bardzo trudne. Wiem, że nie każdego stać na orchidarium, ale myślę, że każdy może sprawić sobie akwarium średniej wielkości (przynajmniej 100 litrów) i tam popróbować uprawy, umieszczając gatunki/odmiany bardziej wymagające, a przy tym zajmujące niewiele miejsca. Efekty będą bardzo szybkie, zapewniam ;)

Gościu, mieszkałem w bloku, gdzie wilgotność była na poziomie 10 % (przy temperaturze 26 stopni zimą, nie było możliwości regulacji, bo pokrętła przy kaloryferach były zepsute) przez ponad 3 lata i jakoś do tej pory żyję. Nie mam astmy ani innych problemów ze zdrowiem. Tylko że my jesteśmy ludźmi, dla storczyków takie warunki to gehenna.

To chyba wszystko, do czego chciałem się odnieść. Niech każdy stosuje takie metody, jakie się u niego sprawdzają i basta. Mówienie o takich sprawach, na które każdy ma inne zdanie, do niczego nie prowadzi. Whatever works (cokolwiek działa) jak mówią Amerykanie.

Pozdrawiam, Michał