Można też i tak. Oczywiście ja też nie namawiam do obcinania w tym momencie. Takiego keili jeszcze nie miałem okazji uprawiać. Jedynie co mnie zastanawia to ten rdzeń, który wgląda na gnijący. Wydaje mi się, że zgnilizna może być zagrożeniem dla keiki. Ale z takim przypadkiem nie miałem do czynienia, więc nie jestem w stanie powiedzieć jakie tendencje ma taki gnijący środek. Czy będzie raczej zasychał czy rozprzestrzeniał się atakując kolejne tkanki. Na pewno teraz bym tego nie obcinał, ale gdy już będą dwa trzy korzenie o długości około 5 cm to myślę że można ciachnąć

wtedy pozbędziemy się przy okazji starego podłoża i tego całego truchła. Ale nie upieram się, pozostawienie tego tak jak jest też może być, zwłaszcza jeśli tylko stare liście odpadną a rdzeń i stare korzenie będą żyły i będą zdrowe.
Przy okazji może opiszę moje doświadczenie z keiki Phalaenopsis, może komuś się coś z tego przyda.
Mam tylko jedno doświadczenie z keiki Phalaenopsis. Od stycznia reanimuję storczyka koleżanki, który miał trzy keiki na pędzie kwiatowym. Akurat w tym moim przypadku nie miałem żadnych wątpliwości, bo z rośliny matecznej już nic nie zostało (ani jednego liścia i ani jednego korzenia), jedynie pęd kwiatowy wetknięty w podłoże. Na marginesie, ten egzemplarz odznaczał się niesamowitą chęcią życia, jesienią 2011 roku byłem u koleżanki i wtedy pokazałem je, że ten storczyk nie ma już korzeni i że trzeba to poobcinać i wsadzić do doniczek. Koleżanka nie miała czasu i nic z tym nie robiła jedynie nalewała wodę (kranówkę) w podłoże, które przypominało błoto. Okazało się, że ten pęd kwiatowy, bo to ciężko nazwać storczykiem, przetrwał kolejne pół roku i jeszcze wypuścił kolejne, trzecie, keiki. Jak się to tego zabrałem? Poobcinałem keiki i wsadziłem do świeżego podłoża, dwa spośród nich ładnie się ukorzeniły, jedynie najmłodszy choruje, ale jeszcze żyje. Najmłodszy choruje bo popełniłem jeden błąd, wsadziłem te keiki do akwarium w którym reanimowałem Brassie, wilgotność powietrza w granicach 80-90% plus zbyt częste podlewanie, to spowodowało zagniwanie korzeni u tego najmniejszego. W porę się pokapowałem (jakiś tydzień od umieszczenia ich w akwarium) i wyciągnąłem na parapet, ale ten najmniejszy już był bez korzeni a dwa większe były na granicy gnicia. Od tamtej pory dwa większe ładnie korzonki wypuściły a maluch jakoś wegetuje próbując wypuścić nowe korzenie. Jako podłoże użyłem włókien kokosowych i keramzytu a wierzch położyłem mech. Na doniczki zaadoptowałem plastikowe jednorazowe kubeczki z wyciętymi otworami po bokach i na spodzie.