3 lata temu pojawił się u mnie w domu storczyk-zakochałam się w nim bez pamięci. Nie przelewałam, dbałam o niego, a on co roku w lato nagradzał mnie pięknymi kwiatami.
Z czasem zakupiłam jeszcze 4 phalaenopsisy.
Wszystkie kwitły mi z powodzeniem, do czasu, aż szwagierka podlała je octem. Tak. Octem. Po złości ... Stały w tym occie 8 h, dopóki nie wróciłam z pracy. Chciałam je uratować, kupując ziemię do storczyków i przesadzając je. Niestety wszystkie zgniły w zastraszającym tempie.
Podła szwagierka po miesiącu odkupiła mi kwiaty. Jednak widać po nich, że mają najmłodsze liście jakieś zniekształcone. Są nienaturalnie duże i długie. Wyczytałam, że to przez niedobór światła. Co zrobić?
Jeden ze storczyków ma tylko 2 liście i to w białe plamki, oklapłe kwiaty i pogniłe korzenie, które obcięłam, po czym przesadziłam do nowego podłoża. Jak go uratować? Czy przesadzenie to wszystko co mogłam zrobić?
Drugi z kolei, który dostałam od męża na urodziny kilka dni temu ma dużo srebrnych korzeni na powierzchni - zostawić je? czy może przesadzić, chowając je w podłoże?
Proszę o porady ...
Pozdrawiam !