
Nie będę wprowadzał nowego wpisu w temacie "reanimacja", ponieważ jak wpisałem to słowo w wyszukiwarce wyskoczyło 48 postów. I mnie się to zdarzyło, i to dość przypadkowo, ponieważ zamówiłem kilka Phalaenopsis ze sklepu internetowego, były wszystkie dostępne, ale niestety ten jeden był w stanie bezkorzeni

co mnie sprzedawca poinformował i dostałem go za free. Z reguły taka kryzysowa sytuacja wymusza na nas działania można tak to określić, w pewien sposób badawcze

. I zadziałałem. Storczyk miał 2 duże liście i jeden młody dopiero rosnący i "0" korzeni. Ponieważ liście były lekko odwodnione, a trzon podstawy był już czerniejący (infekcja

), sporządziłem roztwór wodny propolisu w przegotowanej deszczówce i w dość dużym półmisku szklanym zanurzyłem trzon i pozostawiłem na noc. Rano liście już były jędrne, czyli woda została zaabsorbowana przez liście. Następnie przeniosłem go do drugiego półmiska szklanego ze sphagnum i przykryłem grugim. Powstała szklarenka, w której shagnum zrosiłem tylko powierzchniowo. Na początku nie odkrywałem, wilgotność była 100%, temperatura 25-27C i stanowisko w półcieniu. I czekałem . . .Nic złego się nie działo, liście były jędrne i zielone, rozwoju bakterii gnilnych nie było. Po dwóch tygodniach opryskałem liście deszczówką z minimalną ilością nawozu (30-10-10), ale po oprysku, na 2-3 godziny zdjąłem nakrycie tak aby na liścia nie było kropel wody, a minimalne ilości nawozu wniknęły w liście. Po miesiącu, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu nie pojawił się korzeń tylko nowy liść

Po około półtora miesiąca pojawił się korzonek, który wolno przyrasta.
Cała operacja zaczęła się pod koniec kwietnia, jak się zakończy, zobaczymy
Ostatnio jeden z dużych liści zaczął żółknąć, ale nie ma śladów infekcji, chyba roślina go odrzuca
Jutro wrzucę fotkę z tym eksperymentem
