Rurki są z polietylenu lub przezroczystej gumy, dno z otworami nad pustą przestrzenią z polietylenu (wycięte nożycami, powiercone).
Uprawiam tak phalaenopsisy, również botaniczne (nawet od siewek), 2 cattleye, 2 sabotki, 2 vandy, oncidia i ich hybrydy, aerangisa, coelogyne, dendrobia - około 30 roślin. Wielkość doniczki (różne szklane przezroczyste naczynia, nawet zwykłe szklanki), ilość sphagnum i sposób podlewania jest rzecz jasna dopasowany do rozmiarów i rodzaju rośliny. Vand czy aerangisa nie zalewam pod korek tylko polewam z "tryskawki" tak żeby po max 48 godzinach korzenie były srebrne. Vandy mają też w doniczce tak ułożone podłoże, że są tam bardzo duże przestrzenie powietrzne. Sabotki mają duże skałki wapnia drążonego i trochę mchu na górze między nimi plus trochę kory.
Wodę usuwam przez dodatkową, długą rurkę zakończoną strzykawką , która służy do grawitacyjnego zapoczątkowania przepływu. Metoda ma tę zaletę, że nie muszę ruszać roślin z kwietników czy parapetów podczas podlewania. Po prostu wkładam rurki ze strzykawkami i odsączam do wspólnego wiaderka.
Wyniki uprawy w taki sposób (przyznaję, 2 -3 lata to nie długo) będę zamieszczał w osobnym wątku (link w stopce).
Wydaje mi się że podobny efekt można by uzyskać stosując zawsze za dużą osłonkę i wtykając patyk pomiędzy polimerową doniczkę a osłonkę celem usztywnienia konstrukcji i pozostawienia szczeliny doprowadzającej powietrze i umożliwiającej wtykanie rurki. Moja pierwsza hybryda phal. po 3 latach nadal żyje i kwitnie właśnie sobie satysfakcjonująco:
Co o tym wszystkim sądzicie?