Plaga mszyc
Jednego dnia,a dokładnie w środę zobaczyłam to czego nie potrafiłam nawet przewidzieć,bowiem nigdy mi się to nie zdarzyło.Zobaczyłam,że pod jednym daszkiem po Cymbidium maszeruje sobie mszyca - zielona.Rozejrzałam się i zobaczyłam to tu,to tam jeszcze więcej.Nie myślałam o pokrzywie, bo to trzeba czekać itp..Rano na drugi dzień zastosowałam karate podlewając te moje storczyki,ale, ale oczy otworzyły mi się szerzej i zobaczyłam ,że dookoła - na fiołkach,rododendronach i azaliach jest pełno innych mszyc
,które początkowo wzięłam za wełnowce.W dodatku w oczku wodnym pływało ich tysiące.Te z kolei brałam za pyłek.Spryskałam co się dało,ale po południu przyszła zlewa.Wiecie,te mszyce zwiewał wiatr i one były nawet w kuwetach z wodą,po keramzycie właziły do doniczek.Wyglądały jak pyłek w kształcie białych maleńkich pałeczek.Wełnowce są okrągłe,więc je wykluczyłam,a te to albo samce mszyc,albo jakiś inny ich gatunek.To był dla mnie prawdziwy koszmar,bo ile lat mam te storczyki,to czegoś takiego nie widziałam.Dookoła wyplewiłam wszystkie fiołki. Po tym deszczu nie widzę tych mszyc,ale czy na długo
Bo to przecież mszyce jak mi się wydaje przenoszą wirusy nakłuwając rośliny.Szukają białka,którego im potrzeba,a że w roślinie jest go mało,więc muszą się dostać do "źródła" i tym przenoszą choroby,a jak zastosowałam preparat to powinien pomóc.Chodzi nie tylko o zwalczanie mszyc na roślinie,ale o to,że pobierając pokarm będą się truły
Czuję się jak morderca.Mszyce też chcą żyć... 