Budowa storczykowego ogródka i problemy z tym związane.
Zabierając się poważniej do rozwijania swych zainteresowań, dotyczących uprawy storczykowatych, rozumiałem, że będę miał kłopoty i to nie małe. Bo utworzenie ogródka z parametrami zbliżonymi do ich naturalnego środowiska przysporzy nie mało kłopotów.
Zamierzałem poświęcić się uprawie roślin z grupy umiarkowanych i ciepłolubnych. Jednym z podstawowych ograniczeń to finanse. Podobno dżentelmeni nie mówią o pieniądzach ,oni je tylko liczą.
Po prostu nie stać mnie na budowę orchidarium z prawdziwego zdarzenia a umieszczenie 20 - 40 storczyków w akwarium jest niemożliwe.
Szukając rozwiązania pozostało mi tylko korzystanie z doświadczeń innych hobbystów i własna inwencja . Nie szukałem sukcesów innych storczykarzy a raczej ich błędów, bo uczenie się na błędach,nie swoich,jest korzyścią podwójną.
ŚWIATŁO to pierwszy problem.
Małe okna, taka tradycja budowlana w górkach gdzie mieszkam i nic na to nie mogę poradzić, zmusiła mnie do pójścia w kierunku sztucznego doświetlania roślin. Początkowo stosowałem zintegrowane/energooszczędne świetlówki/ 23 i 55 W. dające moc 120 i 300W w odniesieniu do zwykłych żarówek. Obserwacja roślin pokazywała, że przy tym oświetleniu rosną, ale nie zdradzają żadnych objawów sugerujących kwitnienie, /hybrydy popularne 'falki', które mimo trzymiesięcznego odpoczynku były tylko zielone/.Wobec powyższego, wykorzystując także wymianę poglądów na Gadu-Gadu /'starym'/ zdecydowałem się na zainstalowanie lampy sodowej - HPS 150W, którą umieściłem około 40-50 cm nad moim ogródkiem mającym gdzieś 2m.kw. Świeci od 7.00 do 19.00 z tym, że jak jest dzień słoneczny to przerywam doświetlanie na trzy, cztery godziny. W tym czasie słońce rozpraszane przez firankę przejmuje na siebie rolę HPSu.
WILGOTNOŚĆ kłopot następny.
Utrzymanie tego parametru na optymalnym poziomie /55-75% wilgotności względnej/ jest bardzo trudne. Poradziłem sobie następująco.
Mój ogródek storczykowy mieści się na ławo-stole /takim z okresu PRL/ o powierzchni 180 x 95 cm. Brzegi stołu obiłem listwą o przekroju 6x2 cm i tak powstałą powierzchnię wyłożyłem zwykłą, czarną folią budowlaną, przypinając jej brzegi do górnej części listew, przy pomocy zszywacza tapicerskiego. Tak powstało 'pudło' /bez przykrycia/. Można do niego nalać około czterech litrów wody. Powstała duża powierzchnia parowania zapewniająca roślinom odpowiednią wilgotność. Jednak ta falująca woda na tak dużej powierzchni była nie do przyjęcia. Byłbym zmuszony stawiać doniczki z roślinami na wysokich podstawkach. Źle to widziałem nie mówiąc o komentarzach Pani domu. Zastanawiałem się, myślałem i nic. Dopiero wizyta miejscowego górala, który miał sprawę do małżonki - comber barani , a który zobaczywszy moje zmagania powiedział 'co by trza połozyć folije kubełkowatową, którom chałupy sie łogaco'. Szkoda, że nie możecie usłyszeć dźwięków tego przemówienia. I miał rację. Rozwiązania najprostsze są najlepsze i najtańsze. Dno 'pudełka' wyłożyłem folią także budowlaną tzw.'kubełkową', w której kubełkach, na tych prawie 2 metrach kw., mieszczą się około 3 litry wody, a stojące doniczki nie mają do niej dostępu. Woda jest w zagłębieniach – w kubełkach.
Konieczne jest codzienne jej uzupełnianie co najmniej 1l a nieraz 1.5 l. Podczas słonecznych dni, o małej zawartości wilgoci w powietrzu, zraszam delikatnie storczyki, a dość mocno inne rośliny /calateye, pieprzowiec chiński, paproć - /Davalia mariesii//. Zraszanie przeprowadzam dwu a nawet trzykrotnie. W dni pochmurne, szczególnie gdy są opady, wilgotność powietrza w górkach sięga 80-90%, wydłużam czas między podlewaniem nawet o trzy dni. Ta zależność między wilgotnością powietrza, a koniecznością odpowiedniego dostarczania roślinie wody przy uwzględnieniu temperatury, jest dla mnie najtrudniejsza do opanowania. Najgorsze są wyjazdy, kiedy rośliny pozostają bez troskliwej opieki.
Rośnie w nim ,w chwili obecnej, 28 roślin, których dwie przebywają tu tylko w dzień. Na noc przenoszę je do zamrażarki – zimnego pokoju gdzie na parapecie marzną w temperaturze 10-14 st.C. /Dendrobium aggregatum o D.chrysotoxum/ Również chłodzone są Cattleye i Rossiglossum grande.
Jak widać ta forma uprawy pozwala mi na aranżację w kierunku naturalnego środowiska: pień olchy, korzenie, mech, włókno kokosowe. Tylko doniczki , które systematycznie zamieniam na doniczki ze skorupy orzecha kokosowego.
Mają swoje wady /kłopot przy przesadzaniu/ ale też zalety rzadziej podlewam rośliny /dłużej trzymają wilgoć w podłożu/.
Te lampy obok HPS zainstalowałem by zdobić zdjęcia, w świetle sodowym zdjęcia mają nieprzyjemny żółtawy kolor.
Dodam jeszcze, że na wyposażeniu mam trzy programatory elektroniczne, /wbrew nazwie proste urządzenia, które po 15 zł kupiłem na allegro/ sterujące czasem doświetlania, ogrzewaniem a raczej dogrzewaniem - w okresie zimy, gdy są mrozy powyżej -10 st.C. W nocy {CO stoi} a temperatura w pokoju spada poniżej 17 st.C./.A także higrometr z termometrem.
Zamierzałem poświęcić się uprawie roślin z grupy umiarkowanych i ciepłolubnych. Jednym z podstawowych ograniczeń to finanse. Podobno dżentelmeni nie mówią o pieniądzach ,oni je tylko liczą.
Po prostu nie stać mnie na budowę orchidarium z prawdziwego zdarzenia a umieszczenie 20 - 40 storczyków w akwarium jest niemożliwe.
Szukając rozwiązania pozostało mi tylko korzystanie z doświadczeń innych hobbystów i własna inwencja . Nie szukałem sukcesów innych storczykarzy a raczej ich błędów, bo uczenie się na błędach,nie swoich,jest korzyścią podwójną.
ŚWIATŁO to pierwszy problem.
Małe okna, taka tradycja budowlana w górkach gdzie mieszkam i nic na to nie mogę poradzić, zmusiła mnie do pójścia w kierunku sztucznego doświetlania roślin. Początkowo stosowałem zintegrowane/energooszczędne świetlówki/ 23 i 55 W. dające moc 120 i 300W w odniesieniu do zwykłych żarówek. Obserwacja roślin pokazywała, że przy tym oświetleniu rosną, ale nie zdradzają żadnych objawów sugerujących kwitnienie, /hybrydy popularne 'falki', które mimo trzymiesięcznego odpoczynku były tylko zielone/.Wobec powyższego, wykorzystując także wymianę poglądów na Gadu-Gadu /'starym'/ zdecydowałem się na zainstalowanie lampy sodowej - HPS 150W, którą umieściłem około 40-50 cm nad moim ogródkiem mającym gdzieś 2m.kw. Świeci od 7.00 do 19.00 z tym, że jak jest dzień słoneczny to przerywam doświetlanie na trzy, cztery godziny. W tym czasie słońce rozpraszane przez firankę przejmuje na siebie rolę HPSu.
WILGOTNOŚĆ kłopot następny.
Utrzymanie tego parametru na optymalnym poziomie /55-75% wilgotności względnej/ jest bardzo trudne. Poradziłem sobie następująco.
Mój ogródek storczykowy mieści się na ławo-stole /takim z okresu PRL/ o powierzchni 180 x 95 cm. Brzegi stołu obiłem listwą o przekroju 6x2 cm i tak powstałą powierzchnię wyłożyłem zwykłą, czarną folią budowlaną, przypinając jej brzegi do górnej części listew, przy pomocy zszywacza tapicerskiego. Tak powstało 'pudło' /bez przykrycia/. Można do niego nalać około czterech litrów wody. Powstała duża powierzchnia parowania zapewniająca roślinom odpowiednią wilgotność. Jednak ta falująca woda na tak dużej powierzchni była nie do przyjęcia. Byłbym zmuszony stawiać doniczki z roślinami na wysokich podstawkach. Źle to widziałem nie mówiąc o komentarzach Pani domu. Zastanawiałem się, myślałem i nic. Dopiero wizyta miejscowego górala, który miał sprawę do małżonki - comber barani , a który zobaczywszy moje zmagania powiedział 'co by trza połozyć folije kubełkowatową, którom chałupy sie łogaco'. Szkoda, że nie możecie usłyszeć dźwięków tego przemówienia. I miał rację. Rozwiązania najprostsze są najlepsze i najtańsze. Dno 'pudełka' wyłożyłem folią także budowlaną tzw.'kubełkową', w której kubełkach, na tych prawie 2 metrach kw., mieszczą się około 3 litry wody, a stojące doniczki nie mają do niej dostępu. Woda jest w zagłębieniach – w kubełkach.
Konieczne jest codzienne jej uzupełnianie co najmniej 1l a nieraz 1.5 l. Podczas słonecznych dni, o małej zawartości wilgoci w powietrzu, zraszam delikatnie storczyki, a dość mocno inne rośliny /calateye, pieprzowiec chiński, paproć - /Davalia mariesii//. Zraszanie przeprowadzam dwu a nawet trzykrotnie. W dni pochmurne, szczególnie gdy są opady, wilgotność powietrza w górkach sięga 80-90%, wydłużam czas między podlewaniem nawet o trzy dni. Ta zależność między wilgotnością powietrza, a koniecznością odpowiedniego dostarczania roślinie wody przy uwzględnieniu temperatury, jest dla mnie najtrudniejsza do opanowania. Najgorsze są wyjazdy, kiedy rośliny pozostają bez troskliwej opieki.
Rośnie w nim ,w chwili obecnej, 28 roślin, których dwie przebywają tu tylko w dzień. Na noc przenoszę je do zamrażarki – zimnego pokoju gdzie na parapecie marzną w temperaturze 10-14 st.C. /Dendrobium aggregatum o D.chrysotoxum/ Również chłodzone są Cattleye i Rossiglossum grande.
Jak widać ta forma uprawy pozwala mi na aranżację w kierunku naturalnego środowiska: pień olchy, korzenie, mech, włókno kokosowe. Tylko doniczki , które systematycznie zamieniam na doniczki ze skorupy orzecha kokosowego.
Mają swoje wady /kłopot przy przesadzaniu/ ale też zalety rzadziej podlewam rośliny /dłużej trzymają wilgoć w podłożu/.
Te lampy obok HPS zainstalowałem by zdobić zdjęcia, w świetle sodowym zdjęcia mają nieprzyjemny żółtawy kolor.
Dodam jeszcze, że na wyposażeniu mam trzy programatory elektroniczne, /wbrew nazwie proste urządzenia, które po 15 zł kupiłem na allegro/ sterujące czasem doświetlania, ogrzewaniem a raczej dogrzewaniem - w okresie zimy, gdy są mrozy powyżej -10 st.C. W nocy {CO stoi} a temperatura w pokoju spada poniżej 17 st.C./.A także higrometr z termometrem.