Dzień dobry wszystkim. Dziś rano mój kot ułamał (albo odgryzł?) jednemu z moich phalaenopsisów stożek wzrostu z dwoma listkami i trzecim dopiero rosnącym. Przeczytałam już w innych wątkach, że prawdopodobnie roślina wypuści w tej sytuacji keiki. Ale moje pytanie jest takie: na storczyku rośnie z boku pęd kwiatowy. Jest jeszcze dość niewielki i nie ma pączków, w związku z tym, czy jest teraz szansa, że on zakwitnie? Czy złamany stożek to już kaplica, mogiła i mogę zapomnieć o kwitnieniu?
To najstarszy, pierwszy mój storczyk, który dopiero pierwszy raz miał kwitnąć. Gdy go dziś zobaczyłam, myślałam, że zawału dostanę. Swoją drogą, czy są jakieś sposoby na zniechęcenie kota, żeby przestał interesować się kwiatami? To raczej nie kwestia braku jakiegoś składnika w diecie, tylko "zabawa"...
Zdjęcie, zdjęcie i jeszcze raz zdjęcie. Prosimy o zdjęcie.
Jeśli została pozbawiona całej górnej części rozety, to można:
1. Odgryzioną górną (zrozumiałem, że aż trzy liście) część potraktować tak jak reanimowanego storczyka, powinien wypuścić korzenie. Zakwitnie, kiedy się usamodzielni i dojrzeje. 2. Dolną część z korzeniami traktować jak normalnego phalaenopsisa, czyli podlewać, nawozić, dbać. Z czasem wyrośnie basal keiki, które dojrzeje i zakwitnie. Myślę, że za rok, półtora zakwitnie.
Ważne, rany należy zabezpieczyć węglem drzewnym.
BTW - co to za kot? Koza, krowa, rozumiem. Ale żeby kot?
Przepraszam, że od razu nie dodałam zdjęć, ale wydawało mi się, że na tyle dokładnie wszystko opisałam, że nie będzie trzeba. Ale rzeczywiście ze zdjęciami to co innego, więc niniejszym kajam się i zamieszczam. Jak widać odgryzione liście nie są jedną całością, więc niestety nic z nich nie będzie i reanimacja nie ma sensu. To, że prawdopodobnie muszę czekać na keiki, to już wiem, wyczytałam we wcześniejszych wątkach, ale mnie interesuje, czy mały pędzik kwiatowy (też widoczny na zdjęciu) ma jeszcze szansę dorosnąć i zakwitnąć? Czy złamany stożek załatwia sprawę i nie mam na co liczyć?
Kotka zwykły, dachowa. Tylko młoda, pół roku ma i szajba jej jeszcze odbija. Nigdy do tej pory nie wykręciła takiego numeru, to pierwszy raz.
A, jeszcze zapomniałam zapytać - w jaki sposób zabezpieczyć tę ranę węglem drzewnym? Węgiel drzewny kojarzy mi się z kawałkami używanymi np. do grilla. Czy chodzi o pomazanie czymś takim właśnie? Może to głupie pytanie, ale czy w razie czego można ten węgiel drzewny zastąpić leczniczym? Chwilowo nie bardzo mam skąd wziąć drzewny.
Resztki nie nadają się do reanimacji. Co do właściwej rośliny, to teraz nie jestem pewny, czy uszkodzenie skończy się basal keiki czy jakimś cudem pojawi się nowy liść. Pozostaje czekanie. Węgiel drzewny. Tak, trzeba zetrzeć kawałek brykietu i takim proszkiem posypać uszkodzone miejsce. Żeby nie brudzić sprzętów w kuchni do tarcia używam siatki do szlifowania gładzi gipsowych. Taki pył węglowy używam do posypywania.
Storczyk jest zmasakrowany i jeżeli zależy Pani na posiadaniu i pielęgnowaniu phalaenopsisa (-sów) to radzę kupić nastepny egzemplarz, a tego wykorzystać jako poletko doświadczalne w uprawie, ponieważ rokowania są raczej niepewne
Dziękuję za radę ws. węgla, ale pytanie czy można go zastąpić węglem leczniczym jest nadal aktualne. Storczyków mam więcej, natomiast tego darzę wyjątkowym sentymentem, bo jest moim pierwszym storczykowym nabytkiem w ogóle. Ale że jest aż zmasakrowany? Poza rzeczywiście nieciekawie wyglądającą górą, cała reszta jest w porządku - liście jędrne, korzenie zdrowe. No i ten nieszczęsny rosnący pęd kwiatowy, z którym teraz nie wiem co będzie. No nic, wyrzucać go na razie nie zamierzam, zobaczę, może jakoś sobie poradzi ze stratą "głowy"...
Moim zdaniem nie trzeba tracić nadziei, bo stożek wzrostu został uszkodzony mechanicznie, a nie na skutek np. gnicia. Ostatnio miałam przykry przypadek z jednym z falenopsisów, też darzę go sentymentem, bo mam go najdłużej, to taka hybryda z owalnymi liśćmi, obecnie trudno taką kupić. Otóż nie posłuchałam dobrych rad i jeszcze do połowy września trzymałam ją na balkonie, nocami było około 7 st C. Okazało się, że liść sercowy przemarzł, stopniowo czerniał. Obcięłam go nożyczkami u nasady, potem polałam go roztworem Topsinu i ustawiłam na słonecznym parapecie. W międzyczasie pojawił się pęd kwiatowy, a ze środka uciętego kikuta liścia sercowego zaczyna od kilku dni wychodzić czubek nowego liścia . Jak będę miała możliwość to wstawię zdjęcie.
Koledzy i koleżanki za szybko spisały roślinę na straty, bo coś mi się wydaje, że z całą pewnością spokojnie 'odbije'; Phalaenopsis, to niezwykle wytrzymała (moim zdaniem) hybryda, zwłaszcza że ten przypadek ma zdrowe korzenie podziemnie (chyba ? ), liście, korzenie powietrzne. Prawidłowo magazynuje wodę (oceniam po wyglądzie liści i korzeni pow) nie ma objawów chorobowych; Co do szczególnej opieki, nie zalecam nic szczególnego, oprócz podlewania po prawie* przeschniętym podłożu; ważne żeby go nie przelać, w tym jesienno zimowym okresie, ewentualny lekki niedobór wody jest wskazany Czekać, być cierpliwym i nic szczególnego nie robić...
*- wilgotność sprawdzamy centralnie w środku doniczki, wskaźnik/patyczek powinien być lekko wilgotny ale nie suchy;
Dziękuję za poradę. Storczyk był akurat przed podlewaniem, stąd widać lekkie zmarszczenie korzeni powietrznych. Mam go już na tyle długo, że mniej więcej po stanie korzeni powietrznych mogę stwierdzić czy już trzeba podlać, czy jeszcze nie. Na razie będę go traktować normalnie i zobaczę co z tego wyniknie. Pozdrawiam!