Witam,
dostałam w spadku troszke zaniedbaną orchidee (Phalaenopsis Calimero) i niestety z braku wiedzy jeszcze bardziej pogorszyłam jej stan przez nadmierne podlewanie. Na wierzchu pojawiła się pleśń a po oczyszczeniu rośliny z podłoża okazało się że większość korzeni jest zgnitych.
Na podstwie informacji znalezionych w internecie rozpoczęłam ratowanie rośliny poprzez usunięcie zgnitych korzeni oraz pozwolenie na wyschnięcie (Schnie od wczoraj). Nie kupiłam jeszcze węgla na posypanie ran (zrobię to jutro) ale widzę, że pozostałe żywe korzenie są punktowo zaczernione i popękane.Górne części korzeni mają nadal ślady pleśni (mimo umycia) ale są w tym miejscu już suche i jakby "zdrewniałe" (załączam zdjęcia).
Obawiam się że roślinka jest już w bardzo złym stanie dlatego chciałabym poprosić o fachową poradę. Czy dobrze zrobię jeśli teraz:
- zasypię rany na korzeniach węglem aptecznym (tym w kapsułkach)
- pozwolę przeschnąć jeszcze 1 dzień
- przemyję korzenie w roztworze wody z piwem
- posypię węglem + kolejne 3 dni schnięcia
- wsadzę do nowego suchego podłoża i troszke większej doniczki umożliwiającej wykonanie drenażu (aktualna doniczka jest malutka i była wypełniona mchem - wysuszyłam ten mech, ale chyba już się nie nadaje do ponownego użycia?)
- podleję dopiero po tygodniu.
To na podstawie informacji z różnych źródeł (i porad dla innych przypadków) dlatego proszę o poradę.