Titus, z różnymi rzeczami przyszło mi się już mierzyć - mszyce, wełnowce, tarczniki, przędziorki, ziemiórki, skoczogonki. Do tego różne choroby grzybowe. Starałem się kupować środki nowoczesne == selektywne więc wyszło kilka różnych. Przygotowywałem zawsze pełną półtoralitrową butelkę bo przy większej objętości łatwiej mi było obliczyć stężenie. Inna sprawa, że się do chemii zniechęciłem. Opryski przeciw szkodnikom bywały owszem skuteczne ale przy wielokrotnym powtarzaniu (minimum 4x co tydzień, a były to środki systemiczne w zdecydowanej większości) - i to nie zawsze. Tarczników z cattlei pozbyłem się dopiero z pomocą dobroczynka brunatnego. Natomiast choroby grzybowe a przynajmniej to co mi się nimi wydaje - ignoruję.To co wygląda na bakteriozy (i postępuje) traktuję skalpelem.
Tak oto stałem się zwolennikiem metod naturalnych - drapieżnych roztoczy, roślin owadożernych, modliszek, wyżej wymienionego skalpela i jeszcze takich malutkich stworków z amazońskiej dżungli ale te przedstawię Wam jak już będą i zadomowią się w orchidarium.
Wracając do tematu - rozmowa z panią z jednej z firm zajmujących się utylizacją szkodliwych odpadów w mojej okolicy zakończyła się tym, że mam napisać maila a oni się zastanowią czy zajmą się tak śmiesznym zleceniem. Coś czuję, że jak wyjaśnię, że w każdej butelce jest co innego to grzecznie podziękują za współpracę. Póki co mają inwentaryzację.
Jestem natomiast zbudowany. Na innych forach w podobnych wątkach przewijały się rady zgoła inne niż Twoja Ryszardzie

.
Nikt nie dał się podpuścić
Dam znać, czy udało mi się doprowadzić sprawę do końca i ile taka przyjemność mniej więcej kosztuje. Może komuś się te informacje przydadzą.
Pozdrawiam