Strona 1 z 1

Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 04-02-2013, 17:13
Autor Ryszard410
Różnie to bywa – są radości i są smutki. :( :( :(
Właśnie, z różnych powodów spotkało mnie to drugie. Wymuszona nieobecność w domu podczas styczniowych mrozów spowodowała drastyczny spadek temperatury, światła i wilgotności w moim ogródku. Na poniższym obrazku (lewe zdjęcie) widać parametry w dniu powrotu do domu po prawie trzytygodniowej przerwie w doglądaniu roślin. Prawe pokazuje stan obecny.

Warunki.jpg

Podejrzewam, że temperatura podczas nocy była niższa gdy na zewnątrz spadała do -15*.
Efekty – do kosza powędrowały dwuletnie Phalaenopsis : vanesa sumatriana, cornu cervi, violecea var sumatra , Psyhopsis Papilo …. . Dalej nie będę wymieniał, za bardzo boli.
Pocieszającym okazała się ogromna odporność storczyków z rodziny katlejowatych. Wydaje mi się, że przetrzymały wszystkie, a szczególnie zaskoczyły mnie (od lewej) C.intermedia, C.labiata i C. mossiae. Wszystkie bardzo późnym latem, prawie jesienią, rozpoczęły inicjować przyrosty. I jak widać na poniższym obrazku niskie temperatury nie zaszkodziły nowym psb. (jak na razie nie widać negatywnych zmian). Chociaż intermedia zasuszyła pochewkę.

catlejowate.jpg

A już zupełnie rozbroiły mnie Hoveara i Paphio.Deperle. Zostawiłem je kwitnące i zastałem niezmienione. Fakt, że były przeniesione do pokoju w którym temperatura była wyższa o 2-3* niż w ogródku.

Mocarze.jpg

Minęły cztery dni od powrotu do normalnych warunków uprawy i u Hovaery spostrzegłem pojawianie się następnego pędu kwiatowego. Dzielna roślinka taka mała a jakże odporna.
Co będzie z pozostałymi rodzajami storczyków okażą najbliższe tygodnie.
Jedynym rozwiązaniem, zabezpieczającym przed takimi zdarzeniami to orchidarium czy też inne urządzenie sterowane elektroniką. Nie zarzekam się, ale nie ma to jak parapet. :twisted:
Może byśmy podzielili się swymi doświadczeniami wyniesionymi z parapetowej uprawy storczyków w okresie zimowym.
Rozmowa może być nie mniej ciekawa jak dyskusje z czasu wegetacji podczas lata.

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 04-02-2013, 19:15
Autor Jan Ciepłucha
A już myślałem że Ci się storczyki przejadły :? i że jesteś na odwyku. Dzięki Bogu, wszystko w porządku. Szkoda tylko tylu roślin. Choć z drugiej strony, popatrz, ile masz miejsca na nowe. :? :roll:

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 05-02-2013, 14:19
Autor KarolW
Przykro słyszeć Ryszardzie :(. Osobiście sądzę, że czy to orchidarium, czy parapet (czy też rybki, gekon, papuga czy co tam sobie ktoś wymyśli) pewność, że wszystko będzie ok ma się tylko wtedy, kiedy znajdzie się jakaś życzliwa osoba skłonna doglądać naszych podopiecznych podczas wyjazdu. Automatyzacja co najwyżej oszczędza roboty właścicielowi i doglądającemu i w tym aspekcie jest to świetna sprawa.
Jednakże, jeżeli zepsuje się pompka/programator/zasilacz lub przytka dysza to niektóre moje storczyki w orchidarium nie przeżyją w lecie nawet 7 dni...
tymczasem większość tych na parapecie nawet nie odczuje takiego wyjazdu.

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 05-02-2013, 15:56
Autor wojtek
Przykra sprawa Rysiek :( Ja miałem trochę podobnie w ubiegłym roku tylko, że w lecie :( Straty w roślinach też były mniejsze.

Popatrz na to z drugiej strony. Skoro Hovaera i Paphio to może sygnał, że pora się skupić na tych gatunkach storczyków ;)

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 05-02-2013, 17:42
Autor Krzysztof Gozdek
Wspólczuję Ryszardzie, niestety też mnie to częściowo dotknęło, przez kilka miesięcy z przyczyn zawodowych byłem gościem w domu i są, jak to się mówi, pewne konsekwencje :(
Natomiast w nawiązaniu do postu Jana w tym wątku to sądzę, że jak ktoś naprawdę kocha storczyki to nigdy z nich nie zrezygnuje ;)

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 05-02-2013, 21:45
Autor titus1
Hmmm, to i ja nie jestem sam. Podobnie jak p. Krzysztof, jestem gościem w domu, do tego przyplątało się paskudztwo, które wymiotło większość moich roślin. Wczoraj zdarzyło mi się, że o 2 w nocy ciąłem 5 letnią cattleyę dotkniętą zgnilizną. Wziąłem duży margines bezpieczeństwa, dlatego z dużej kępy zostały 5-6 psb...

Ryszard, nie chcę Cię straszyć, ale nie podoba mi się ta wklęsła ciemna plama na liściu cattleji, na zdjęciu po prawej...

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 05-02-2013, 22:20
Autor Jan Ciepłucha
Skoro już się licytujemy kto miał wiesze wpadki, to myślę że przebiję wszystkich. Wypadnięte rośliny wyrzucam, ale etykiety zostawiam. A mam ich ze sto. I kto tu jest „najlepszy”? Wprawdzie moje „sukcesy” są rozłożone w czasie, ale co rekord, to rekord. :|

Co do tej deklaracji dozgonnej miłości Krzysztofa, to mam pewne, nieśmiałe wątpliwości. :roll:
Bo statystycznie rzecz ujmując, z ta miłością bywa różnie.
Czasem rośnie, nawet eksploduje, to znów przygasa w obliczu innej…, ma różne barwy i humory…
Generalnie, oczekuje sie odwzajemnienia uczuć. Mam na myśli te pozytywne. Jeżeli to nie następuje, przychodzi kolejno: smutek, niepokój, zniecierpliwienie, wreszcie niechęć, a w końcu nienawiść. Tak silna, jak silna była miłość. I co zrobić, kiedy storczyk uparcie nie odwzajemnia uczuć :?: :?:

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 06-02-2013, 10:45
Autor Renia T
Panowie, ale z Was chwalipięty :P czyżby dziewczyny nie miały takich "sukcesów" ? Czy tylko nieśmiałe ;) milczą?
Jan Ciepłucha pisze:Skoro już się licytujemy kto miał większe wpadki, to myślę że przebiję wszystkich. Wypadnięte rośliny wyrzucam, ale etykiety zostawiam. A mam ich ze sto.
Całe szczęście, że ja nie zostawiam etykiet, nie wpadłam na taki pomysł, po utracie całej kolekcji kilka lat temu moglibyśmy sobie Janie chlapnąć z tego samego puchara, :| towarzystwo doborowe przyznaję, ale...doliczając poza tamtymi kilka po drodze...setka mi też stuknęła. ;)

Bilans po zimie na ten rok? Po trzymiesięcznej nieobecności w domu okazało się, że Sedirea japonica ledwie zipie, padły darowana Trichopilia marginata,Sarcochilus chartmanni(x3), Comparetia speciosa, Oncidium coloratum, Phalaenopsis Mini Mark(keiki), Oncidium pusilla, Pescatoria lehmannii i Cattleja hybryda, której nie dopadła żadna zaraza tylko zaliczyła lot z parapetu, co się nie połamało upiekło się od kaloryfera :evil: W tym miejscu przepraszam osoby, którym obiecałam, że się z nimi podzielę, nie ma czym się dzielić. :(
Być może rośliny można było ratować, ale w systemie kolorowych karteczek funkcjonuje informacja w razie zarazy wyrzucić. Tyle o zimowych"sukcesach"
I co zrobić, kiedy storczyk uparcie nie odwzajemnia uczuć :?: :?:

Oddać w lepsze ręce? :lol:

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 06-02-2013, 19:15
Autor Bellagne
Po tym co napisaliście, zaczynam się zastanawiać, czy nie za bardzo przejmuję się swoimi. Fakt, że być może jestem w trochę innej sytuacji niż większość z Was i moja kolekcja musi ograniczać się do max kilkunastu sztuk przeważnie dorosłych, monopodialnych, więc nie ryzykuję zostawiania ich na dłuższy czas bez opieki. Wiem, że niektórzy mają pracę wymuszającą częste wyjazdy, ale jeśli w domu są oprócz roślin zwierzęta to można by kogoś zaufanego poprosić również o opiekę nad storczykami.

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 10-02-2013, 11:29
Autor gggoska
Co do proszenia kogoś zaufanego to nie jest takie proste bo ta osoba powinna mieć pojęcie o uprawie storczyków. Zostawiłam w wakacje moje rośliny pod opieką rodziców, z instrukcją, wodą itp. Zdjęłam je z parapetów by tak szybko nie wysychały i oczywiście podlałam przed wyjazdem. Okazało się, że rodzice postępując zgodnie z instrukcją prawie potopili mi storczyki- zmieniła się pogoda, nie było upałów plus zdjęcie z parapetów sprawiło, że w zasadzie podlewanie nie było konieczne ale rodzice tego nie wiedzieli bo nie umieją poznać. Strat prawie nie było- jedno cymbidium- już wcześniej w kropki grzybowe ale dzielnie się trzymające (nawet doprowadziłam je do kwitnienia) niestety po tej dawce wilgoci uaktywniło którąś z chorób grzybowych i po kilku tygodniach padło zupełnie. Teraz wyjeżdżaliśmy na tydzień i pomimo mojego "superpatentu" w łazience wilgotność spadła do 16% ale rośliny jakoś się uchowały, jedna vanda zgubiła 2 liście a 2 są żółtawe i pewnie też niedługo uschną. Tak jak pisze Karol- mechanizacja też wszystkiego nie załatwi- taka ta nasza pasja dość nietrwała. Etykiet nie będę zbierać- po co się w stresy wpędzać ;)

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 10-02-2013, 12:25
Autor Bellagne
Gooska też mi się wydaje, że storczykowe "przeszkolenie" domowników jest dość trudne :lol:
Mam u siebie praktycznie prawie same falenopsisy, ale i tak obawiałam się wyjechać do sanatorium, bo musiałabym zostawić storczyki pod opieką cioci, która nie potrafiłaby ich podlewać. Ze storczykami główny problem jest właśnie w odmiennej technice podlewania, namaczania. Do tego potrzeba cierpliwości i umiejętności manualnych. Mój kilkutygodniowy wyjazd niestety równałby się spisaniu na straty całej mojej małej kolekcji. Dopóki trwa moja pasja dopóty dłuższe wyjazdy odkładam.

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 14-02-2013, 23:42
Autor Barbara J.
Zima często daje się we znaki uprawom parapetowym w dość chłodnych mieszkaniach.
Ale bywa i tak, że wskutek przywleczonej choroby / grzyba / bakterii i innych patogenów pada większość kolekcji (co niestety też przerobiłam).
Przykro czytać o stratach, Ryszardzie.
Mimo wszystko niektóre storczyki potrafią jednak zaskoczyć wytrzymałością na dość ekstremalne warunki o tej porze roku, co obserwuję również i u swoich roślin.
A i wiosna już coraz bliżej.... :)

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 01-03-2013, 10:00
Autor Ryszard410
Dziękuję za słowa wspierające w chwilach trudnych. Takie zdarzenia jednak uczą, bo wiem co mogę a czego nie powinienem stawiać na parapecie.
Właśnie minął następny tydzień dostosowywania roślinek do warunków 'syberyjskich' , znów poza domem, - D/N 16 / 14* C. i wilgotność na poziomie 45-50%. O świetle nie piszę, ta zima jest wyjątkowo pochmurna. :evil:
Jednak pomoc sąsiadki, choć też chłodna i sucha u niej atmosfera, dała pozytywny efekt.

Efekt.jpg

Hovara zakwitła na drugim pędzie trzema kwiatkami, poprzednia kiść wygląda smutno. Natomiast Phal.equestris walczy z zimnem i suszą, pąki się powiększają i nabierają kolorów.
W poście rozpoczynającym ten wątek próbowałem namówić do pochwalenia się warunkami jakie zabezpieczamy naszym podopiecznym w czasie zimy. Bo parapety różne a i oranżerie też mają swoje problemy.
Ryszard410 pisze:Może byśmy podzielili się swymi doświadczeniami wyniesionymi z parapetowej uprawy storczyków w okresie zimowym.

Widzę, że nie trafiłem z pomysłem. Szkoda. :(

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 01-03-2013, 20:03
Autor KarolW
Mieszkając w bloku i mając centralne ogrzewanie, tak jak ja, wystarczy zamontować termostaty i sprawę temperatury mamy załatwioną. Jednym słowem nie za bardzo mogę coś sensownego napisać. Czasem tylko podgotuję na gazie duży garnek z kranówką albo dwa i poroznoszę po pokojach - wilgotność od razu 20 % w górę (po 24 godzinach zabieg trzeba powtórzyć). Co do światła - luty faktycznie pochmurny ale jutro ponoć ma być w końcu ładnie :) .

Re: Dzieje się i tak.

Nieprzeczytany postNapisane: 02-03-2013, 10:17
Autor gggoska
Tak jak pisze Karol- termostaty na kaloryferach a w kwestii wilgotności to tylko pranie czyni cuda- niestety nie na długo. W kuchni zaś gotowanie gulaszu lub rosołu poprawia samopoczucie moim roślinom. W łazience (mam okno) wieczorem po kąpielach osiągamy ponad 80% ale starcza na jakieś 3 godziny dlatego łączę metodę praniową i kąpiel- wtedy do rana jest koło50%. Jak wyjeżdżaliśmy zostawiłam pranie plus wodę w wannie i po powrocie było 16%- mam nauczkę żeby jednak zostawiać otwarte drzwi bo w całym mieszkaniu mam ok 40%. Ja zanim kupię roślinę sprawdzam (czytam, pytam) czy jestem w stanie ją utrzymać w moich warunkach. Dla tych bardziej wymagających i przedszkola mam małe akwarium z doświetleniem i tyle. Pewnych rzeczy nie przeskoczę ale może kiedyś dorobię się oranżerii...trzeba iść zagrać bo dzisiaj 8 baniek do łyknięcia :lol:
A potem na wystawę :)