Mam problem ze swoim storczykiem (Phalaenopsis). Po dłuższej nieobecności w domu zobaczyłam, że większość liści jest dosyć wiotka, jakby pozbawiona wody. Okazało się, że moja mama znacznie przelała roślinę i zgniła jej większość korzeni. Żeby go odratować wyjęłam go z doniczki, odcięłam zgniłe części, a naruszone miejsca posypałam sproszkowanym węglem drzewnym. Ponieważ nie miałam możliwości kupienia nowej doniczki, starą starannie wymyłam i zdezynfekowałam i wsadziłam falka do nowego podłoża (specjalne dla storczyków - kora, keramzyt i chyba coś jeszcze). Włożyłam doniczkę do wody, żeby złapała trochę wilgoci i odstawiłam na parapet (wschodnie okno). Było to jakieś półtora tygodnia temu. Dzisiaj, kiedy znów wróciłam do domu, okazało się, że jeden liść całkowicie zżółknął, a drugi już jest taki w połowie (żółknie od końca blaszki). Do tego zaczęła usychać łodyga (podczas przesadzania storczyk nie kwitł, została tylko łodyga).Postanowiłam wyjąć go z doniczki. Niestety, to co zobaczyłam nie napełniło mnie optymizmem...
To jakaś pleśń? Da się jeszcze coś zaradzić? I zastanawia mnie, co zrobiłam źle. Nie chcę w przyszłości popełnić podobnego błędu