Roślinki zostały umocowane, kilka postawiłam w niewielkiej ilości luźnego sphagnum w małych doniczkach na dnie, na kratkę drenażową rzuciłam kawałek bluszczyka akwarystycznego, co się prawie wcale miał nie rozrastać, dodałam maleńką miniaturową paprotkę i …zaczęła się aklimatyzacja. Myślałam sobie, że pewnie ze dwa lata przyjdzie mi poczekać na kwitnienia, bo i roślinki młode, i nim warunki się w akwarium ustabilizują, to trochę potrwa. Tymczasem co zobaczyłam po trzech miesiącach ?
Nierozrastający się bluszczyk zarósł pół akwarium, wszedł pomiędzy płaty kory dębu korkowego, zadusił sadzonki storczyków w doniczkach, min. Oncidium coloratum i Laelia purpurata werkhauseri x coerulea, która miała już 5 całkiem ładnych psb. Termometr i higrometr musiałam odrywać spomiędzy jego korzeni, zarósł tak zbitą i gęstą masą zieloną, że trzeba było sporo siły, bo go wykarczować, wkręcił się nawet w skrzydełka wiatraczka, ale ten dał mu radę sprawnie go szatkując na miazgę…Bez szwanku(a nawet kwitnące) tylko to, co powyżej bluszczu.
Po wykarczowaniu bluszczyka w niespełna miesiąc zaczęły kwitnąć kolejne roślinki m.in. Aerangis mystacidii(1 pęd, dwa kwiatuszki). Aerangis citrina wypuścił trzy pędy kwiatowe, ale je obcięłam
oraz ponownego zarośnięcia kolejnym bardzo ekspansywnym bluszczykiem, i paprotkami, które w porywach wiaterku rozrzuciły swoje zarodniki i jak widać poczynają sobie dość ochoczo, wyrastając wszędzie, gdzie im się żywnie podoba…
W dużym orchidarium podobna sytuacja.
Tutaj, jak widać powyżej, porozpychał się inny bluszczyk, cóż...ja kocham zieleninę i zdaje się z wzajemnością
Przyznaję, od razu poprawił mi się nastrój, na to kwitnienie czekałam ponad 4 lata
Wiem, że orchidarium, to sztuczne środowisko, ale zostawione na trochę bez czujnego oka i maczety,