Od przybytku głowa czasami boli...
Wszyscy znamy powiedzonko, że od przybytku głowa nie boli, hmm…jakby to powiedzieć, a mnie zabolała. Końcem kwietnia, zostałam z powodów zdrowotnych zmuszona do zamknięcia sporej części swojego przedszkola za szkłem. Szybciutko, w dużym akwarium zainstalowałam co trzeba, czyli światło (2 świetlówki 2x 10 W, zimne, białe), nawadnianie i wentylację (wiatrak komputerowy).
Roślinki zostały umocowane, kilka postawiłam w niewielkiej ilości luźnego sphagnum w małych doniczkach na dnie, na kratkę drenażową rzuciłam kawałek bluszczyka akwarystycznego, co się prawie wcale miał nie rozrastać, dodałam maleńką miniaturową paprotkę i …zaczęła się aklimatyzacja. Myślałam sobie, że pewnie ze dwa lata przyjdzie mi poczekać na kwitnienia, bo i roślinki młode, i nim warunki się w akwarium ustabilizują, to trochę potrwa. Tymczasem co zobaczyłam po trzech miesiącach ?
Nierozrastający się bluszczyk zarósł pół akwarium, wszedł pomiędzy płaty kory dębu korkowego, zadusił sadzonki storczyków w doniczkach, min. Oncidium coloratum i Laelia purpurata werkhauseri x coerulea, która miała już 5 całkiem ładnych psb. Termometr i higrometr musiałam odrywać spomiędzy jego korzeni, zarósł tak zbitą i gęstą masą zieloną, że trzeba było sporo siły, bo go wykarczować, wkręcił się nawet w skrzydełka wiatraczka, ale ten dał mu radę sprawnie go szatkując na miazgę…Bez szwanku(a nawet kwitnące) tylko to, co powyżej bluszczu.
Po wykarczowaniu bluszczyka w niespełna miesiąc zaczęły kwitnąć kolejne roślinki m.in. Aerangis mystacidii(1 pęd, dwa kwiatuszki). Aerangis citrina wypuścił trzy pędy kwiatowe, ale je obcięłam
podejrzewając jakieś grzybowe choróbsko, dopiero po fakcie przyjrzałam się na innych forach, że czernienie osłonek jest częste i o niczym złym zdaje się nie świadczy.
Obcięcie tych pędów skutkowało wypuszczeniem następnych, które sobie powoli rosną, jak na moje chcenie zbyt powoli. Przez kolejne dwa miesiące doczekałam się kwitnienia na kolejnych dwóch pędach Dtps.Purple Martin Dark BlueI i znowu Aerangis mystacidii
oraz ponownego zarośnięcia kolejnym bardzo ekspansywnym bluszczykiem, i paprotkami, które w porywach wiaterku rozrzuciły swoje zarodniki i jak widać poczynają sobie dość ochoczo, wyrastając wszędzie, gdzie im się żywnie podoba…
W dużym orchidarium podobna sytuacja.
Tutaj, jak widać powyżej, porozpychał się inny bluszczyk, cóż...ja kocham zieleninę i zdaje się z wzajemnością
. Długo wypatrywałam mojego dyżurnego kwitnącego storczyka, Haraella odorata była tak przerośnięta bluszczem, że musiałam ją wycinać nożyczkami spomiędzy jego pędów. Podobnie rozbujały się mchy zarastając co spotkały na swojej drodze, zadusiły Neofinetię,
która nimi przerośnięta nie przesychała zbyt szybko i miniaturowe paprotki, które porosły do pełnowymiarowych rozmiarów, ok 20 cm dł. liści . Kiedy bezlitośnie wycięłam paprotkę, oczom ukazał się taki widok.
Przyznaję, od razu poprawił mi się nastrój, na to kwitnienie czekałam ponad 4 lata
Wiem, że orchidarium, to sztuczne środowisko, ale zostawione na trochę bez czujnego oka i maczety,
kiedy „słonko” świeci, deszczyk popaduje i wiaterek powiewa
obrazuje chyba nieźle jak wygląda świat lasu deszczowego, gdzie wysoka temperatura i wilgotność sprawia, że życie tętni całą gębą…
Roślinki zostały umocowane, kilka postawiłam w niewielkiej ilości luźnego sphagnum w małych doniczkach na dnie, na kratkę drenażową rzuciłam kawałek bluszczyka akwarystycznego, co się prawie wcale miał nie rozrastać, dodałam maleńką miniaturową paprotkę i …zaczęła się aklimatyzacja. Myślałam sobie, że pewnie ze dwa lata przyjdzie mi poczekać na kwitnienia, bo i roślinki młode, i nim warunki się w akwarium ustabilizują, to trochę potrwa. Tymczasem co zobaczyłam po trzech miesiącach ?
Nierozrastający się bluszczyk zarósł pół akwarium, wszedł pomiędzy płaty kory dębu korkowego, zadusił sadzonki storczyków w doniczkach, min. Oncidium coloratum i Laelia purpurata werkhauseri x coerulea, która miała już 5 całkiem ładnych psb. Termometr i higrometr musiałam odrywać spomiędzy jego korzeni, zarósł tak zbitą i gęstą masą zieloną, że trzeba było sporo siły, bo go wykarczować, wkręcił się nawet w skrzydełka wiatraczka, ale ten dał mu radę sprawnie go szatkując na miazgę…Bez szwanku(a nawet kwitnące) tylko to, co powyżej bluszczu.
Po wykarczowaniu bluszczyka w niespełna miesiąc zaczęły kwitnąć kolejne roślinki m.in. Aerangis mystacidii(1 pęd, dwa kwiatuszki). Aerangis citrina wypuścił trzy pędy kwiatowe, ale je obcięłam
oraz ponownego zarośnięcia kolejnym bardzo ekspansywnym bluszczykiem, i paprotkami, które w porywach wiaterku rozrzuciły swoje zarodniki i jak widać poczynają sobie dość ochoczo, wyrastając wszędzie, gdzie im się żywnie podoba…
W dużym orchidarium podobna sytuacja.
Tutaj, jak widać powyżej, porozpychał się inny bluszczyk, cóż...ja kocham zieleninę i zdaje się z wzajemnością
Przyznaję, od razu poprawił mi się nastrój, na to kwitnienie czekałam ponad 4 lata
Wiem, że orchidarium, to sztuczne środowisko, ale zostawione na trochę bez czujnego oka i maczety,