Mam tę roślinę od czterech lat. Kupiona przeceniona za 19 pln, przekwitnięta (nie znam koloru) z krocionogami, przędziorkami i chyba jakimś delikatnym grzybem (kropki na liściach). Przetrwała, rośnie coraz lepiej ale nigdy nie doczekałam się kwiatów. W tym roku zmieniłam koncepcję i po powrocie z balkonu wylądowała na klatce a nie na parapecie i teraz mam zagadkę
różnią się od siebie te "wyrostki" i po cichutku mam nadzieję, ze może nareszcie będą kwiaty...... Może bardziej zaawansowani cymbidiowcy by spróbowali zdiagnozować co mi rośnie
Jak pisali kiedyś znawcy przedmiotu, to "Co do cymbidium.Pęd kwiatowy ma być okrągły i zaokrąglony- tak zakończony .Pseudobulwa jest spłaszczona i ostro zakończona.Tak się mówi stardandowo.U mnie teraz rośnie okrągła,ale ostra.Miałam już okrągłą ,zaokrągloną na czubku i to była pseudobulwa. Niby prosto i jasno, ale jakoś to zawiłe - trudne do rozgryzienia. Moim zdaniem, jak nic nie stanie na przeszkodzie, będą kwiaty.
Pewnie jest, a jak nie mozaika to inna "grzybioza"- tak jest od początku (ponad 4 lata), opryskuje co jakiś czas różną chemią, proces jakby zanika nowych przyrostach ale chyba się tego nie pozbędę.
Na moim Cymbidium mam identyczne zmiany na liściach. Od grudnia się nie przeniosło na inne ale jakoś się tego obawiam mimo to Przegrzebałam sterty internetów i wyczytałam,że najlepiej zastosować oprysk preparatem biochikol 020 pc (bodajże porada Pani Mery) ale nigdzie nie umiem go znaleźć. Pojawił się preparat beta-chikol (następca? ) ale podobno jest raczej preparatem stymulującym wzrost niż bójczym... Ktoś stosował ten drugi środek na takie dolegliwości niewiadomego typu na Cymbidium? gggośka a Ty czym pryskałaś?
Ja mam od dłuższego czasu tego wirusa na jednym z moich phal liodoro (przeniosło się po ataku wełnowca), nadal żyje mimo wszystko Co jakiś czas ucinam te najbardziej zainfekowane liście (najstarsze, ucinałam też pędy kwiatowe, bo były całe w żółtych plamach). Obecnie wypuścił kolejny raz (chyba już od prawie 2 lat) nowy liść. Znowu czekam aż dojrzeje by dowiedzieć się czy już to świństwo przechodzi...
Ja uznałam, że to coś grzybowego i pryskałam mieszanką Topsinu i Previcuru ale to było z dwa lata temu. Od tamtego czasu dałam mu szanse i poza "podlewaniem orzechami piorącymi" od czasu do czasu nic nie robię. Mam wrażenie, że zmiany nie postępują- nowe pseudobulwy są bez tych czarnych kropek.
Ja tez mam zgryz z cymbidium. Mam 3lata tego kwiata i ani razu nie zakwitl. Od dwoch lat wystawiam go na balkon od maja do pazdziernika aby zazyl troche swiezego powietrza i nic, ani drgnął.
U mojego - tego ze zdjęć powyżej- czarne kropki rozmnożyły się niestety w sposób całkowicie niekontrolowany. Daję mu ostatnią szansę- albo zakwitnie w tym roku albo idzie do śmieci. U nas - nierówna walka o kwiaty trwa już 5 lat a ponieważ roślina jest chora, "niewydajna" i rozsadziła doniczkę (musiałabym jeszcze ją przesadzać) to moja cierpliwość się skończyła.
Zauważyłam,że oprócz wyniesienia na balkon w okresie wzmożonej wegetacji (tworzenie przyrostów) cymbidium lubi dobrze popić i podjeść. Moje od wiosny stoi prawie zawsze w wodzie i często nawożę. Od dwóch lat mam co roku kwitnienie. Oczywiście bliżej jesieni (wrzesień/październik) zaczynam przesuszanie. Wszystko zależy od temperatur na dworze. Do domu wraca jak się pojawiają pierwsze przymrozki ale na chłodny a nawet zimny strych i dopóki nie pojawi się pęd kwiatowy nie dostaje praktycznie wody. Dopiero potem przenoszę w cieplejsze warunki (około 17*C), delikatnie podlewam a gdy są już pączki przenoszę do mieszkania i już podlewam normalnie. I do rozwoju pąków potrzebuje dużo światła. To tyle z moich obserwacji.