Kupiłam nową vandę. Zaczęło się od bardzo gęstej pajęczyny w koszyczku i mnóstwa rudych pajączków (widziałam tylko tłuste grube kropki? nawet przez lupę) na wszystkich liściach. Opryskałam dwukrotnie trzymając vandę "do góry nogami" i wszystko znikło. Resztki tej pajęczyny (przypominającej zwykłą, ale bardzo gęstą pajęczynę) pozostały w koszyczku. Po jakimś czasie dolne liście zaczęły schnąć od trzonu. Moczę tę vandę jak pozostałe, ale tylko u niej coś dzieje się z liśćmi. Uprzejmie proszę o pilną poradę i pomoc, bo nie chciałabym jej stracić. Opryskałam ją previcurem. Dołączam zdjęcia
Wg mnie dobrze kombinujesz- ja bym obstawiła fytoftorozę czy inną "grzybiozę"- ja stosowałam Previcur z Topsinem. U mnie vandy chorowały od zimnego parapetu- niby moczone rano, do odpowiedniej wysokości (w pokoju ciepło) a niektóre zaczynały gubić liście a korzenie robiły się brązowe przy trzonie. Wymyśliłam, że może to zimno z parapetu przenika przez wazon i poraża leżące na dnie korzenie. W tej chwili wszystkie Vandowate stoją dodatkowo na kawałku styropianu i od kilku lat nie miałam takiego przypadku (odpukać)
Myślę, że masz rację. Nie wpadło mi do głowy, że jest jej za zimno. Pozostałe stoją w kuchni na podgrzewanym parapecie, a ona w pokoju i pod nią nie ma kaloryfera, za to czasem uchylam balkon i choć ją przysłaniam, ale wazon jest cały czas zimny. Opryskałam ją dla odmiany Topsinem i przeniosłam do kuchni. Może będzie dobrze Dzięki za podpowiedź
Niestety - przestawienie i opryski na chwilę wyhamowały problem. Tylko na chwilę Teraz to wygląda, jakby cały trzon usychał, kolejne liście schną od nasady. Nie ma żadnych pasożytów. Grube korzenie pobierają wodę (przynajmniej tak wygląda). Wychodzi nowy listek. Dlaczego schnie od dołu i obsycha - jakby kurczy się - trzon? Już nie mam pomysłu jak ją ratować. Nawet nie wiem jak kwitnie, bo kupiłam bez żadnego pąka. Może ktoś będzie miał pomysł jak ją ratować? Pliiiiz
No niestety te choróbska grzybowe są bardzo ciężkie do wyleczenia- przeważnie (przynajmniej u mnie) kończy się zejściem rośliny. Udało mi się dwukrotnie uratować storczyka przy nawet już nie wiem ilu zgonach. Jedna z odratowanych vandovatych wyglądała tak
oprócz oprysków ucięłam trzon do zdrowego a powyżej cięcia były ze dwa korzonki i odżyła, teraz jest trzy razy wyższa i ma las korzeni ale na kwiaty nadal czekam. Aktualnie jestem na etapie tracenia Sedirea japonica- już zgubiła wszystkie liście (w tydzień ) i jeszcze kilku roślin- stojących w różnych pokojach, podlewanych oddzielnie i zaatakowanych przez jakieś raczej śmiertelne ścierwo. Pora roku też nie sprzyja odratowywaniu chorasków.
Obawiam się, że może być fusarium. Roślina zaatakowana najczęściej ginie. Grzyb atakuj wiązki przewodzące, co objawia się purpurowym pierścieniem po przecięciu łodygi zaatakowanej rośliny. Jedynym rozwiązaniem jest radykalne cięcie i obserwowanie. Najczęściej zewnętrzne objawy na roślinie oznaczają już zajęcie całej rośliny.