Witam,
rok temu (może troszkę wcześniej) dostałam od Dziadka storczyka. Na początku ładnie kwitł, potem go mocno przelałam i zostawiłam na pastwę losu na dłuższy czas. Ostatnio ze względów sentymentalnych postanowiłam się nim zająć. Liście ma ładne, zielone, choć trochę podziurawione od Ikeowej osłonki z ostrymi krańcami (zdecydowanie nie polecam):
Oto zdjęcie liści
A to osłonka:
Liście jednak wypuszczają kolejne listki:
Łodyga mojego storczyka stopniowo zaczęła brązowieć i twardnieć. Dziś postanowiłam go przesadzić, bo wyglądał marnie- przy okazji pozbyłam się pustych i zgniłych korzeni. Naczytałam się trochę w Internecie o tych brązowiejących łodygach, że ucinać nad 3cim oczkiem, ale od trzeciego oczka w dół łodyga też była brązowo-żółta. Dlatego ucięłam łodygę u samej nasady. Proszę mi powiedzieć, czy dobrze zrobiłam i czy w dobrym miejscu i czy jak będę dbała (przyrzekam na co mogę), to mi wyrośnie nowy pęd?
Oto ucięty pęd (może się wydawać, że ma zielone miejsca, ale w rzeczywistości są żółte):
A to miejsce, w którym go ucięłam (nie za nisko/wysoko?)
Baardzo proszę o pomoc, jestem koszmarnym laikiem w kwestiach ogrodniczych.
Dziękuję z góry!
EDIT: I czy powinnam zasypać uciętą łodyżkę węglem drzewnym, czy robi się to tylko w przypadku korzeni?