Czy Twoje cymbidium pochodzi z uprawy :
http://www.orchidiva.nl/index.php?lang=en?
Czy roślina była przesadzana , czy nadal jest w doniczce hodowcy?
Jestem dopiero początkująca w uprawie storczyków i żaden ze mnie autorytet w rozpoznawaniu chorób kwiatów, ale ośmielam się zabrać głos, gdyż podobne problemy przechodziłam z cymbidium, kupionym u przedstawiciela polskiego hodowcy storczyków, który poszerzył ofertę o cymbidia z Holandii.
Roślina była z gwarancją, że jest "5 letnim, dorosłym osobnikiem uprawianym z dbałością". Storczyk wyglądał dorodnie i bardzo zdrowo, miał dwa pędy kwiatowe, na jednym kształtowały się pąki, drugi już częściowo obsypany był kwiatami. Miałam duży dylemat, czy "zaglądać w doniczkę", w ostateczności stwierdziłam, ze lepsze jest wrogiem dobrego i nie będę "poprawiać " hodowcy. Dokładnie ogladnęłam, liście i kwiaty, i wszystko wyglądało ok. Jedyne co zauważyłam, to drobne kropelki przy kwiatach. Stwierdziłam, że pewnie to stres z powodu zmiany otoczenia, a że roślinę kupowałam o 5 rano na giełdzie kwiatowej to i zmarznąć mogła.
Roślina wylądowała w kwarantannie, na wschodnim parapecie, temp. 17-20 C. Wcześniej bulwy opryskałam wodą utlenioną. Przelałam doniczkę topsinem.
Gutacja niestety zaczęła się nasilać i po kilku dniach kwiaty zaczęły się tulić i brązowieć im płatki. Niektóre liście zaczęły brązowieć od wierzchołków. Nie czekałam więc długo i po tygodniu dobrałam się do doniczki. Okazało się że z florą kupiłam i faunę - w donicy były ślimaki obżerające korzenie u nasady, niżej grasowały białe gąsienice ( całkiem sporę i grube jak korzenie ), z wierzchniej warstwy podłoża wyleciało kilka motyli ( wyglądały jak wielkie mole, ćmy ). Korzenie były w katastrofalnym stanie. Suche i puste, a te które wyglądały na żywe urywały się u nasady. W zasadzie powinnam obciąć wszystkie, te obżerane przez ślimaki były czarne, jak zwęglone. Niestety pęd z kwiatami musiałam obciąć - zaczął brązowieć, kwiaty były posklejane, a z nierozwiniętych pąków zaczęły wychodzić małe, czerwonawe mszyce ( ?). Kilka liści odcięłam całkowicie, a pozostałe przycięłam do miejsca gdzie brązowiały. Korzenie i zielone części spryskałam dokładnie wodą utlenioną. Później wykąpałam w Topsinie. Na razie liście nie brązowieją. Drugi pęd kwiatowy po wybiciu "mszyc" zaczął rozwijać pąki. Roślina na pewno jeszcze będzie chorować, ale mam nadzieje , że nie stracę jej.