Dzień dobry! W związku z powiększeniem się rodziny, od dwóch miesięcy moja opieka nad roślinami ograniczyła się do niezbędnego minimum, czyli do podlewania storczyków "kiedy tylko znajdę czas". Ostatnio tego czasu zrobiło się trochę więcej i zrobiłam małe oględziny. Zauważyłam, że brzegi młodych liści Phalaenopsis są jaśniejsze, tworząc taką otoczkę. Żadnych szkodników nie zauważyłam, pomyślałam, że może to od słońca, bo w ciągu ostatnich tygodni nie cieniowałam ich w słoneczne dni. Liście innych gatunków też nie wyglądały zadawajaco, ale pomyślałam sobie "jaka opieka, taka kondycja roślin". Ale, ale. W drugim pokoju stoi w kompletnym zapomnieniu małe dendrobium, któremu ostatnio pousychało spoko liści. Na wspomnianym wcześniej osobniku znalazłam sporo szkodników, które zidentyfikowałam jako tarczniki. I tu schodzimy do meritum mojej historii. Czy możliwe, że rośliny w drugim pomieszczeniu (te z jasnym rantem na liściach) zostały zaatakowane przez tego samego szkodnika? Nie przyłapałam żadnego na gorącym uczynku... Jak je zwalczyć? Czy istnieje jakiś naturalny sposób, inny niż przecieranie wacikiem? Storczykow jest sporo, a jak wspomniałam ostatnio każda minuta jest cenna
Bez chemi spróbuj: - wykąp bryłę korzeniową 15 min raz w tygodniu 3 razy w 50 cl Ludwika na 1 lit wody - spryskuj roślinę dokładnie nawet od dołu liści 5-6 razy co 7-10 dni w 20 cl Ludwika, 10 cl T-spirytusu, 1 lit wody
Co do brzegów liści to ja bym szukała wcionarstek....