Storczyki po reanimacji.
Witam, po długim czasie nieobecności powróciłam na forum
...dzięki radom Dorry udało się uratować moje storczyki. (jak mizernie wyglądały można zobaczyć w wątku ,,Brzydkie liście storczyka" który pisałam jakoś w lipcu 2017) Zaczynając od początku jestem amatorką jednak kocham storczyki za ich piękne kwiaty...przez ponad 2 lata uczyłam się jak je pielęgnować. z resztą cały czas się uczę..hehe..mam kilkanaście phalaenopsis..zakupionych w marketach. Zazwyczaj było tak, że przynoszone do domu po kilku dniach lub tygodniach opadały...nie wypuszczały nowych pędów liście i korzenie stały w miejscu... a ja kupowałam kolejny i kolejny by nacieszyć oko...czytałam jak je pielęgnować...niby stosowałam się do zaleceń a i tak skutek był marny. Latem zeszłego roku był kryzys... Zaczeły pojawiać się liście ale większość jakie wypuszczały była pozsychana, jakby miały jakąś chorobę lub szkodnika wypuszczały nowe pędy ale zanim pojawiły się pąki pęd usychał...wtedy pierwszy raz napisałam na forum...Dostałam poradę czym spróbować je psikać...pomogło...
Zimą odkryłam jeszcze jedno, że mam za suche powietrze w domu...szczerze to nigny tego nie sprawdzałam...Pojawiła się dzidzia kłopoty z noskiem kupiliśmy nawilżacz...i o dziwo moje storczyki sie odczarowały...
. Na niektórych zdj. widać liście jeszcze z lata zeszłego roku...Teraz tylko czekać aż wszystkie zakwitną....szczerze to już nie pamiętam który jaki kolor miał tyle czekam...ale warto było...
Pozdrawiam wszystkich miłośników storczyków. 