Moje przeboje z Dendobium aggregatum
Mam tę roślinkę od 2010 roku. Kupiłam przecenioną, nadgryzioną przez ślimaki za 19 pln- trochę na próbę- czy dam radę z botanikiem i to takim, którego trzeba przechłodzić. Pierwszą zimę spędził w kuchni wypuszczając ochoczo nowe pseudobulwy i korzenie. Na wiosnę 2011 został wyeksmitowany na zabudowany balkon z cymbidiami i Dendrobium typu nobile. Koczował tam aż do przymrozków (na balkonie kilka stopni cieplej). Od końca września drastycznie ograniczyłam podlewanie- dostawał 20 ml (strzykawką
) co tydzień/dwa. Gdy temperatury spadły poniżej zera moje Dendrobium aggregatum i reszta balkonowców wróciły do domu za firankę. W nocy przy rozszczelnionym lub otwartym oknie miały 12/14 stopni a w dzień koło 20. Podlewanie było takie jak na balkonie. Koło lutego 2012 w 1/3 wysokości psudobulw pojawiły się jakieś "pipki", które radośnie zdiagnozowałam jako pędy kwiatowe. Pędy rosły, grubiały, pojawił się nawet liść
a ja nadal czekałam na kwiaty. Przywróciłam powoli podlewanie, początkowo samą wodą, później z dodatkiem nawozu. Któregoś dnia- przy codzinnej inspekcji moich przyszłych kwiatów odkryłam wyrastające u podstawy "pędów"- korzenie. Dotarło do mnie , że właśnie podziwiam całkiem dorodne keiki a nie pędy kwiatowe
Na zdjęciach widać jak moje keiki rosły, pęczniały, wypuściły korzenie, jak je "posadziłam" w mchu gdy były jescze "przy matce" i jak wyglądają teraz.
W tym roku mój aggregat był potraktowany tak samo ale dostał żarówkę 6500 K, którą był doświetlany 8 godzin dziennie. Jakiś miesiąc temu pojawiły się znowu "pipki" ale tym razem nie egzaltowałam się szczególnie dopóki nie miałam pewności, że tym razem to jednak prawdziwe pędy kwiatowe
Naliczyłam ich 12- zobaczymy jak się sytuacja rozwinie, aktualnie 4 są całkiem nieżle wysośnięte, zobaczymy co będzie z resztą.... Trzymajcie kciuki
Na zdjęciach widać jak moje keiki rosły, pęczniały, wypuściły korzenie, jak je "posadziłam" w mchu gdy były jescze "przy matce" i jak wyglądają teraz.
W tym roku mój aggregat był potraktowany tak samo ale dostał żarówkę 6500 K, którą był doświetlany 8 godzin dziennie. Jakiś miesiąc temu pojawiły się znowu "pipki" ale tym razem nie egzaltowałam się szczególnie dopóki nie miałam pewności, że tym razem to jednak prawdziwe pędy kwiatowe
Naliczyłam ich 12- zobaczymy jak się sytuacja rozwinie, aktualnie 4 są całkiem nieżle wysośnięte, zobaczymy co będzie z resztą.... Trzymajcie kciuki