Dendrobium kingianum
To Dendrobium kupiłem jako maleńką sadzonkę z 3 pseudobulwami około 7 lat temu od zaufanej osoby z wieloletnim doświadczeniem, więc mam pewność, że jest to Dendrobium kingianum, a nie co innego (zresztą wszystkie cechy budowy to potwierdzają). Jest to pierwszy gatunek Dendrobium, który u mnie zakwitł. Jednak nie było tak łatwo... przez pierwsze 3 lata miałem tylko keiki. Nie dysponowałem odpowiednio zimnym miejscem do spoczynku, zresztą tego spoczynku bałem się jak ognia, nie wiedziałem, co, jak i kiedy. W końcu 4 lata temu przeprowadziliśmy się do nowego domu i Dendrobium jesienią wylądowało na ganku (temperatury skrajne 8 i 16 stopni, zwykle 12-14 st.C) i po raz pierwszy zakwitło. Byłem oczarowany nie tylko wyglądem kwiatów, ale również ich zapachem. Wypróbowałem wszystko-bez suchego i zimnego spoczynku ze sporą dawką światła to Dendrobium nigdy nie zakwitnie. Od tego kwitnienia zaczął się mój dendrobiowy szał, kupuję niemal wszystkie gatunki, jakie mi się napatoczą (trochę przesadzam, bo mam raczej sprecyzowane priorytety, jeśli chodzi o gatunki, które chcę zdobyć w najbliższym czasie). A Den. kingianum obdarowuje mnie kwiatami niezawodnie co roku w połowie lutego, czasem trochę wcześniej. Kwiatów nie ma w tym roku oszałamiająco dużo, bo roślina stoi koło drzwi na strych, więc mama idąc wieszać ciuchy naraża ją na podmuchy zimnego powietrza, wskutek czego około 1/3 pąków opadła. Ale nic to-rzekł baca, wiążąc but glizdą 
Pozdrawiam, Michał
Pozdrawiam, Michał