Jako zagorzały miłośnik Stanhopei i wszystkich jej krewnych przymierzam się do zakupu w tym sezonie rośliny z rodzaju Coryanthes, a konkretnie Coryanthes speciosa. Dużo czytałem na temat uprawy, na zagranicznych forach są doniesienia o przypadkach kwitnienia nawet w warunkach parapetowych, choć u mnie z odpowiednim miejscem nie będzie akurat kłopotu (mam na myśli zapewnienie odpowiedniej wilgotności powietrza i temperatury). Najbardziej problematyczna wydaje się kwestia podłoża. Najczęściej zalecane jest Sphagnum, które trzeba utrzymywać stale wilgotne, zwłaszcza w czasie wzrostu. Roślina ma cienkie liście lubiane przez przędziorki, na to również należy zwrócić uwagę. Podkreśla się szczególnie wagę pH podłoża, które MUSI BYĆ KWAŚNE (pH=3). Sam mech ma odczyn kwaśny, jednak niewystarczająco, dlatego posiadacze tego gatunku radzą zakwaszać wodę do podlewania sokiem z cytryny lub octem. Policzenie wymaganej objętości soku jest co najmniej problematyczne ale już z octem nie ma problemu, przyjmując gęstość 10% octu 1g/ml, stałą dysocjacji kwasu 2*10^-5 i stężenie kwasu niezdysocjowanego równe w przybliżeniu stężeniu początkowemu, chcąc osiągnąć pH=3, należałoby dodać do 970 ml wody 30 ml octu spożywczego. Chciałbym się dowiedzieć, czy ktokolwiek uprawiał rośliny z rodzaju Coryanthes? Będę wdzięczny za wszelkie wskazówki. Rezygnować nie zamierzam, ale nie chciałbym zrobić głupiego błędu. Zwłaszcza kwestia "octowa" mnie nurtuje. Czytałem również coś o korze sekwoi, której rzekomo nie trzeba zakwaszać (jednak jest niedostępna w Polsce, a nawet w Europie) oraz podatności roślin na choroby grzybowe (konieczna dobra wentylacja, ja rozważam również profilaktyczne opryski fungicydem, np. Topsinem).
Pozdrawiam, Michał
Kto żyje bez szaleństwa, mniej jest rozsądny, niż mniema.
Sądzę, że lepszym pomysłem jest zakwaszanie podłoża kwasem mrówkowym, bo właśnie w nadrzewnych mrowiskach często rosną coryanthesy. Widziałem w filmie BBC
Tylko pewnie trudniej go zdobyć (choć szczerze mówiąc nie szukałem). Gdyby to był ubiegły rok, to bym podprowadził na ćwiczeniach z chemii organicznej W razie czego mogę zaprząc do pomocy mrówki. A tak poważnie, to oba kwasy (mrówkowy i octowy) mają podobne właściwości, a chodzi tylko o osiągnięcie właściwego pH. Niemniej dziękuję Panie Krzysztofie za sugestię, jeśli uda mi się zdobyć kwas mrówkowy, na pewno go zastosuję.
Pozdrawiam, Michał
Kto żyje bez szaleństwa, mniej jest rozsądny, niż mniema.
Sądzę, że te storczyki są w jakiś sposób genetycznie przystosowane do kwasu mrówkowego (i może jest nawet przez nie przyswajalny) , natomiast co do kwasu octowego to np. stężony jest oznaczony jako trucizna dla człowieka, bardzo łatwo wchłaniany jest np. przez skórę.
Kwas mrówkowy z natury dymi, opary są szkodliwe, chcesz po domu w maseczce i okularach biegać?? Rozumiem, że wszystko dla dobra rośliny i tak jak w linku temat wyżej roślinki pięknie wyeksponowane pod drzewami, ale w domu? Polopiryna ma kwas salicylowy - mniej szkodliwy i może się nada Poza tym ja się nie znam, ale nie wyobrażam sobie kwasu mrówkowego w domu, a nie w laboratorium z wyciągami, w mrówce, w pszczółce lub naturalnie w przyrodzie... brrrrrrr
Pani uwagi odnośnie HCOOH są słuszne, jednak przy zachowaniu środków ostrożności nie ma powodu do obaw. Kwas mrówkowy "dymi" jedynie przy dużych stężeniach, natomiast aby uzyskać pH=3 potrzeba roztworu o stężeniu ok. 0,01-0,005 mol/l, a to jest naprawdę niewiele. Podaję około, ponieważ nie liczyłem dokładnie z użyciem stałej dysocjacji. Myślę, że warto spróbować, choć osobiście jestem za kwasem cytrynowym lub octowym-chodzi tylko o zakwaszenie.
Pozdrawiam, Michał
Kto żyje bez szaleństwa, mniej jest rozsądny, niż mniema.
Po zdobyciu pewnych doświadczeń chcę napisać parę słów o Coryanthes. Nie o samej uprawie, ale o nich samych w sobie. Otóż są to rośliny ekstremalnie delikatne! Pierwszy okaz, który kupiłem, przemarzł w transporcie, więc musiał wylądować w koszu. Drugi otrzymałem dzisiaj, w przeciwieństwie do poprzednika nie namarzł, jednak zgubił 4 z 6 liści (zostały 2 na najmłodszym przyroście), jako przyczyny upatruję przede wszystkim szok podróży, ponadto "zaduszenie" rośliny w paczce i przesuszenie podłoża, czego ten rodzaj nie znosi. To na razie tyle. Będę informował, jak idzie uprawa, ale myślę, że nie powinno być problemów, to storczyk jak każdy inny. Może to trochę niepokorne myślenie, ale muszę wierzyć w sukces. Proszę trzymać kciuki.
Pozdrawiam, Michał
Kto żyje bez szaleństwa, mniej jest rozsądny, niż mniema.
Roślina ma być zdolna do kwitnienia za min. 12 miesięcy, więc trochę wody jeszcze w Wiśle upłynie... Ale jeśli kiedyś zakwitnie, to rzeczywiście będzie wydarzenie.
Pozdrawiam, Michał
Kto żyje bez szaleństwa, mniej jest rozsądny, niż mniema.