Bardzo serdecznie witam wszystkich fascynatów Vand Od niedawna jestem również posiadaczką Vandy, a przywiozłam ją sobie z Tajlandii. Nie potrafię powiedzieć nic do jakiej podgrupy ją zaliczyć. Dostałam ją w prezencie od Tajki, która po prostu oderwała roślinę od matecznika z korzeniami i mi ją podarowała. Z netu dowiedziałam się że to Vanda, wcześniej widziałam te storczyki w LM i OBI ale nie interesowałam się nimi specjalnie. Moja Vanda ma miesiąc czasu stała sobie na balkonie w koszu z domieszką ziemi do storczyków zraszałam wodą destylowaną. Przeszła długą podróż w plastikowej butelce w walizce ale żyje. W warunkach naturalnych żyła przyklejona do drzewa i na dość ostrym słoneczku, ma trochę poparzone listki z ciemnymi kropkami. Przeniosłam ją do domu i za wszelką cenę chcę ją utrzymać. Korzonki natomiast ma tylko dwa szaro zielone a końcówki brązowe z jasnymi cętkami, i co z nimi mogę zrobić ? jak mogę pomóc mojemu kwiatkowi żeby mi pięknie zakwitł kolor kwiatu ma jasno różowy .Proszę o szybka informację jak postępować z tymi storczykami " oderwanymi z warunków naturalnych"
Witam, Panie Krzysztofie oczywiście ma Pan rację powinnam zrobić zdjęcie tej roślinki i dopiero wtedy prosić o pomoc forumowiczów - obiecuję, że już jutro zrobię zdjęcie mojej Vandzie bo bardzo mi na niej zależy. Pozdrawiam serdecznie.
Nie jestem ekspertem w temacie vand, ale po pierwsze przetarł bym liście olejkiem z drzewa herbacianego, ma bardzo skuteczne działanie antybakteryjne i antygrzybowe, podłoże korowe bym usunął, a jedynie pozostawił sphagnum. W przypadku braku korzeni dobrze by było zmontować namiot nad rośliną z przezroczystej folii z kilkoma otworami, miejsce w półcieniu, ciepło . . . i czekać
Ja trochę pomarudzę... Jeżeli Tajka zerwała Ci tę Vandę w swoim ogrodzie - pół biedy. W najgorszym przypadku przywlekłaś jakieś patogeny. Tyle, że jestem zdania, iż takie "importy" powinny robić osoby mające jakieś doświadczenie w walce z chorobami roślin. Jeżeli jest to gatunek botaniczny (co gorsza zerwany na wycieczce po lesie), to niewykluczone, że sporo ryzykowałaś przywożąc ją ze sobą. W Malezji np. grozi za to 50 000 $ grzywny lub 5 lat więzienia i jest to akcentowane na plakatach rozwieszonych na niektórych lotniskach... Zresztą, przy tak szerokiej ofercie sprzedaży jaka jest w tej chwili w Europie, nie rozumiem, po co ktoś miałby zwozić sobie prywatnie storczyki pozyskane w środowisku naturalnym..
Ja tez się zastanawiałam jak udało Ci się ją przewieźć bez niczyjej wiedzy bo z Tajlandii w ogóle nie wolno wywozić storczyków na własną rękę. No ale, skoro ją masz to trzeba ją trochę podratować, żeby przemyt nie poszedł na marne Trzeba ją czymś zdezynfekować jak radzi Krzysztof- może też być spirytus, krople propolisowe albo jakiś preparat typu grevit lub citrosept. Ja mam dwie vandy od kilku lat. Jedna dorosła kwitnie niezawodnie kilka razy w roku, druga jeszcze młoda. Obie uprawiam na południowym oknie w pełnym słońcu, Zraszam raz lub dwa razy dziennie. Starsza rośnie w dużym szklanym wazonie, a młodsza w słoiku i ta ma trochę sphagnum położonego luźno na korzeniach. Raz na miesiąc zalewam je wodą, żeby dobrze się nawodniły, po czym wodę wylewam. Problemem może być dla Twojej vandy drastyczna zmiana warunków uprawy. Na pewno postaraj się nie dopuścić do przesuszenia, możesz ja nawet codziennie przelać miękką wodą, ale pamiętając o tym żeby korzenie zdążyły podeschnąć do następnego podlania. Uważaj też, żeby woda nie dostała się do środka liści, jeśli się tam naleje to ją dobrze odsącz. Powodzenia w reanimacji!