To mój pierwszy post na forum (i mam nadzieję nie ostatni
Moja przygoda ze storczykami zaczęła się tydzień temu.
Wybrałam sobie dwa zdechlaczki z przeceny i postanowiłam doprowadzić do stanu używalności społecznej.
No i się zakochałam. W związku z tym - mam w tym momencie 4 storczyki. Dwa zdechluny i dwa silne okazy.
Martwię się, że mój instynkt macierzyński, który "nakazał"mi opiekę nad tymi dwoma biedakami może nie wystarczyć.
Stąd - proszę o poradę. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe informacje, łącznie z tymi na forum i staram się dbać o swoje "dzieci".
Mam jednak pytanie o zdechluny:
1. Czy wyjąć je z podłoża, zrobić im przebiórkę korzeni i przesadzić? Czy lepiej dać im odpocząć i obserwować?
2. Widziałam korzonki suche i puste w środku do połowy, a do połowy zielone - czy można "ciachnąć" korzeń do zdrowego miejsca i zasypać, czy takie działanie załatwi korzeń?
3. Podłoże było przesuszone, więc wstawiłam doniczki do wody deminaralizowanej z kroplą nawozu. To było dwa dni temu - obecnie podłoże nadal jest lekko wilgotne. Czy tempo przesuszania nie jest zbyt wolne? Czy/i jak ewentualnie je zwiększyć? Dodam, że mieszkanie jest położone tak, że ciężko zrobić mocny przeciąg.
Roślinki mają kwiatki (chociaż u jednej są one wyraźnie oklapłe) i nie chciałabym im fundować jakiegoś silnego szoku.
Dodam, że czekam na żarówkę wspomagającą fotosyntezę u roślinek i sphagnum na wypadek "przeprowadzki".
Będę wdzięczna za każdą poradę, bo emocję mną targają silne