Widoczne na zdjęciach mini orchidarium "rozwijam" od prawie roku.
W tej chwili zautomatyzowane jest:
-doświetlanie (udało się uzyskać 5 - 15 tysięcy luksów w każdym miejscu, zapewniają to świetlówka, ledy w oprawach i na listwach. Ledy na listwach są wymienione na takie o dużej wydajności)
-podlewanie (system dysz + pompa + programator + przekaźnik czasowy ustawiony na ok. 10 sekund)
-wentylacja
Do tego oczywiście pomiar wilgotności i temperatury w środku. Ponownie, niech przemówi obraz...
Teraz już czas (gratulacje dla tych co dotrwali) żeby nawiązać do tytułu wątku. Otóż wszystko działa zadowalająco, tyle że zalęgły się skoczogonki (nietypowy gatunek bo ciemnoszary). Irytowały mnie ale dawałem im żyć aż do zeszłego tygodnia - zabrały się za stożek wzrostu korzenia angraecum didieri
To oznaczało WOJNĘ.
Niestety Decis nie pomógł a po paru dniach wysysania ich ssawką bez widocznego zmniejszenia liczebności dałem za wygraną i zacząłem szperać w internecie.
Efekt szperania (już w mini-orchidarium) poniżej:
Jest to modliszka Creobroter gemmatus (na razie stosunkowo młoda nimfa), kiedy dorośnie i osiągnie postać imago będzie wyglądała tak:
http://www.garnek.pl/awnogaj/19786743/modliszka-oczkowa-creobroter
Wymagania ma mniej więcej takie jak storczyki ciepłolubne
No i najważniejsze - trochę ją (a właściwie jego, bo to samiec) poobserwowałem. Każdy skoczogonek który się zbliżył został zanihilowany