Dzień dobry! Jestem początkująca pasjonatka storczyków, na razie w mojej kolekcji znajdują się dwa Phalaenopsis, w tym jedna miniaturka. Z okazji urodzin chłopak kupił mi kolejnego-z dumą oświadczył, że wybrał tego o najpiękniejszych kwiatach, nie zwracając w ogóle uwagi na korzenie i liście. I niestety, na liściach jest pełno czarnych kropek, zaczynają się już od nasady liści... Szukałam trochę w Internecie, wygląda na to, że to coś grzybicznego... Zamówiłam Biosept, myślicie że pomoże? Chciałabym go uratować... Na razie izoluje go od reszty kwiatów...
Bardzo możliwe, że jest to infekcja grzybowa. W takiej sytuacji absolutnie nie wolno zraszać liści. Proponuję zastosować rozcieńczoną w wodzie nalewkę propolisową lub olejek z drzewa herbacianego. Najpierw przemywamy liście ciepłą wodą z detergentem, płuczemy czystą wodą, a następnie przy pomocy watki z preparatem przecieramy liście. Przy tej operacji powinno się wyjąć roslinę z podłoża
Być może to głupie pytanie z mojej strony, ale czy detergentem może być łagodny płyn do mycia naczyń? W jakim stężeniu proponuje Pan, by przygotować roztwór z olejkiem herbacianym? Po zabiegu przesadzę go do nowego podłoża i w nową doniczkę i się zastanawiam czy suche korzenie mogę bez obaw poucinac czy lepiej je zostawić na razie?
Wystarczy dosłownie kropla detergentu do wody. Ja stosowałem w tym roku olejek bez rozcieńczenia, trochę ryzykowałem, ale phalaenopsisowi się nic nie stało. Można również rozcieńczyć, w jakim stężeniu proszę poszukać w necie. Martwe korzenie zawsze się usuwa.
A czy mogę ranki po cieciach zabezpieczyć olejkiem herbacianym, poczekać aż przeschnie i dopiero włożyć do doniczki? Czy lepiej użyć cynamonu? Przyznam szczerze, że nie mam w ogole węgla drzewnego... Chyba, że taki apteczny? Ale on z kolei ma cukier, który może być pozywka dla bakterii ....
Po wykonaniu wymienionych zabiegów warto roślinie zapewnić jak najlepsze warunki bytowe. Temperatura w miejscu gdzie stoi roślina nie powinna spadać poniżej 20 stopni. Jednym słowem - zaraz przy oknie - to nie będzie optimum. Podczas reanimacji/kuracji o tej porze roku doświetlam świetlówką lub żarówką ledową (zimno białe światło byłoby optymalne, ale każde, byle nie ciepłe - żółte będzie ok.). Podlewanie sugerowałbym przez podsiąkanie wody ze spodka, przy czym proponowałbym utrzymanie stale lekko wilgotnego podłoża przy jednoczesnym doskonałym drenażu. Krótko mówiąc - warto stworzyć warunki sprzyjające wegetacji. W mojej ocenie opisane zabiegi mają duży wpływ na to, czy uda się uratować roślinę/zwalczyć infekcję, czy nie.
Może taka uwaga z mojego doświadczenia: u mnie liść cattlei zrobił się natychmiast czarny w miejscu, gdzie zastosowałam słabo rozcieńczony olejek z drzewa herbacianego. Tak jakby go wypalił. Dałam wtedy chyba kilka kropel na małą nakrętkę wody. Tak normalnie, bez szkód na roślinach, daję około 5 kropli na litr wody.
Dziękuję za tak szybką i liczną pomoc! Jeśli chodzi o doświetlanie, to mam do tego specjalną lampę - doświetlam nią moje pozostałe phalaenopsis. Szkoda mi obcinać pędu kwiatowego, bo tak pięknie kwitnie... Ale jeśli będę czekać aż przekwitnie, to może już nie będę miała co ratować Warto namoczyć korzenie w Biosepcie? Drenaż proponujecie zrobić z keramzytu czy styropianu (czytałam w jakiejś książce, że jest to jeszcze lepszy drenaż...)
Jak pisałem - mnie się sprawdza w przypadku Phalaenopsis podsiąkanie (z okresami lekkiego przeschnięcia) i do tego celu keramzyt się nadaje, styropian - nie. Przy klasycznym zanurzaniu doniczki styropian jako drenaż mógłby się sprawdzić jak sądzę bardzo dobrze.
Phalaenopsis w czasie wegetacji nie powinny przesychać całkowicie. Zresztą one w naturze w zdecydowanej większości nie przechodzą wyraźnego okresu spoczynku. Obrazowo - kiedy zdecydowana większość korzeni jest przeschnięta ale niektóre - pojedyncze jeszcze ciemnozielone - podlewam. Taki sposób uprawy czasami bywa nazywany: semi-hydroponika. Jest zalecany w szczególności dla Sabotków (ale mnie sprawdza się w dla zdecydowanej większości storczyków). Wiele osób uprawia sabotki w pełnej hydroponice, gdzie pewien poziom wody w drenażu jest zawsze.
Mocno odeszliśmy od tematu, ale generalnie chciałem uwypuklić dość logiczny fakt, że po infekcji, cięciu, przesadzaniu itp. zapewnienie optymalnych warunków życiowych to podstawa, a te, późną jesienią nie są łatwe do osiągnięcia na parapecie...
Witam ponownie, Zdaję raport z mojej reanimacji. Zrobiłam wszystko, tak jak Państwo pisaliście. 2 dni po przesadzeniu najstarszy liść zaczął żółknac od nasady bardzo uważałam, by nie zalać stożka wzrostu... Więc to chyba nie moja wina? Nie wiem co się z nim dzieje... po przesadzeniu nie podlewalam go jeszcze (czekam te 2 tygodnie), naswietlam go.... Załączam zdjęcia. Proszę, doradzcie mi, czy najstarszy liść jest w takim stanie, bo widać nadszedł już jego czas, czy to stozek wzrostu? Gdy przesadzalam nie widziałam zgnilizny, ale te korzenie biedne, malutko ich, cieniutkie, delikatne...
Zadna roślina nie przeżyje jeśli stoi nad kaloryferem. Jeśli minęło 1,5 tygodnia proponuję podlać. Roślina ciągnie soki z liścia. Nic nie obcinać i nie upiększać w ludzkim pojęciu. Marta
Kaloryfer nie jest bezpośrednio pod doniczkami - jest jakieś pół metra dalej, cały czas przykryty ręcznikiem... Proponuje Pani, by lepiej je zabrać z parapetu? Miałam nadzieję, że dobrze im zrobi trochę światła, szczególnie, że pogodę mamy jeszcze raczej wiosenną... Z drugiej jednak strony mam lampę doświetlającą, więc mogłabym przestawić je gdzie indziej, ale to słoneczko...
Eh, nie wiem kompletnie co się dzieje, jest z nim coraz gorzej. Liść zżółkł do końca, pozostałe natomiast, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (chyba czarownicy) zrobiły się wiotkie i miękkie, lekko pomarszczone na wierzchu. Jak wyjeżdżałam w piątek, wszystko było ok (tzn. liść do połowy zżółknięty, reszta liści mięsista i sztywna), wracam w niedzielę, a tu wszystko oklapło... Zabrałam go z parapetu, stoi teraz na biurku, na środku pokoju... Może było mu za gorąco, lub wręcz na odwrót, za zimno? Nie mam żadnych zdjęć korzeni podczas przesadzania, ale nic zgniłego nie było, tylko te korzenie suche, cieniutkie i pomarszczone. Spróbowałam zrobić zdjęcia tego, co widać przez samą doniczkę (załącznik).
Rzeczywiście jest bardzo mocno odwodniony. Po prostu to podłoże (extra) bardzo słabo chłonie wodę. To akurat dobrze, tylko trzeba je póki co zalewać do znacznie wyższego poziomu albo przelewać. Korzenie są jasne i mocno pomarszczone w zasadzie w całej objętości - trzeba koniecznie podlać.
Chciałam bardzo serdecznie podziękować za pomoc! Minęły 3 dni i proszę jak się już ładnie kwiatuszek regeneruje (zdjęcie poniżej). D-z-i-ę-k-u-j-ę! Teraz tylko obserwować liście, czy nie pojawi się więcej plamek. Ciesze się, że znowu są mięsiste i twarde
Korzystając z okazji chciałam spytać, jaki nawóz Państwo polecacie? Jest ich taki wybór, że aż głowa puchnie...
Ja na polskich się zawiodłam. Kup najdroższy zagraniczny. Ja używam Peters Professional, Peters Foliar Feed. Ponieważ to jest Phalaenopsis, które stale kwitnie, to najlepszy byłby Peters blossom booster. Wszystkie nawozy Petersa są do kupienia przez internet. Kupuj w małej ilości bo po czasie podlegają hydrolizie i zmienia się ich skład. Można je używać także do innych roślin. Ja resztką rozrobionego nawozu skrycie podlewam kwiatki sąsiadki , które stoją na klatce schodowej. Cieszy się że ładnie jej rośnie ta ,,zawszawiona,, sałata. Pamiętaj że przy storczykach lepiej mniej nawozić, niż zbyt dużo. Lepszy storczyk głodny, niż przenawożony (=bez korzeni). Marta
Ja używam Peters Professional starter plant i jestem zadowolona. Dodatkowo Biohumus do storczyków firmy Ekodarpol. Ale nie za dużo a raczej mało gdyż podlewam deszczowka a nie z RO. Jak Phalaenopsisy są przenawozone to mało kwitna , raczej produkują liście a potem tracą korzenie.