Bo po 9 dniach, wreszcie doszła przesyłka od Renii z jej ogromną kolekcją. I storczyki dotarły w super kondycji... pomimo że to zima i pomimo że tak długo szły. Ale jest się "zawodowcem" w pakowaniu to wszystko możliwe. Dziękuję ci Reniu.... bardzo, bardzo dziękuję!
Opowiem też jak ja się nimi zaopiekowałam po odpakowaniu by zmniejszyć stres transportowy i stres związany z nowym środowiskiem.
Storczyki były trochę wysuszone po podróży więc wilgoć i cyrkulacja powietrza to najważniejszy czynnik w tej sytuacji. Jednak to nie tak prosto jak tylko podlać.
Połowę roślin przesłanych przez Renię było nagie... to znaczy korzenie zostały wyjęte z podłoża i z doniczek tuż przed wysłaniem. To było konieczne bo Renia hodowała je w S/H i przesłanie storczyka w kompletnej S/H instalacji nie jest możliwe między innymi z powodu niskich temperatur.
Wiadomo też, że choćby się było najostrożniejszym, to zawsze się uszkodzi korzenie przy takich zabiegach. Uszkodzone korzenie żeby się wyleczyć, potrzebują co najmniej 10 dni mieć sucho. Wilgotne podłoże np po przesadzeniu storczyka powiększa ryzyko infekcji i zgnilizny korzeni.
Jedyne środowisko co pomimo wilgoci sprzyja rehabilitacji, to lekko wilgotne sphagnum.
Sphagnum jako podkład w doniczkach nie sprzyja wszystkim storczykom.... ale prawidłowo stosowane ma sphagnum właściwości lecznice między innymi z powodu że zawiera jod.
Tak więc umieściłam moje zmęczone i spragnione podróżą storczyki w lekko wilgotnym sphagnum i w pojemnikach z dużą wentylacją. Tak postoją 10 dni w tej karantannie.... potem umieszczę je dopiero w podłoża bardziej dopasowane do każdego gatunku.