Trochę ciekawi mnie jak robicie z nowymi storczykowymi przybyszami. Kwarantanna oczywiście, ale myślę ... Przesadzacie je natychmiast po przybyciu do domu?
Osobiście chciałabym poczekać z przesadzaniem kilka tygodni, tak by roślina zaaklimatyzowała się u mnie bez dodatkowego stresu. Niestety rośliny dostarczane od europejskich hodowców czy to z Niemiec, czy z Belgii, czy nawet i z Polski... musiałam przesadzać bezpośrednio po rozpakowaniu. Ich korzenie utkwione były w twardym jak kamień Sphagnum. Tak mocno, że i pęsetą były trudności usunąć ten mech. I jak to ostrożnie się robi, to zawsze jakiś korzeń będzie złamany lub uszkodzony.
W moich oczach zabieg taki zarast po transporcie wstrzymuje wzrost roślin nawet i kilka miesięcy. Ale pozostawić rośliny w tym skamieniałym sphagnum... biorąc do tego pod uwagę moje ciężkie rutynowe podlewanie... nie jest rozwiązaniem.
Ja zawsze przesadzam. To pozwala też ocenić stan korzeni. Tylko w jednym wypadku po wyciągnięciu rośliny z doniczki okazało się, że z przesadzeniem można było poczekać.
A jakich producentów z Polski masz na myśli ? Jeśli chodzi o zwykłe Phalaenopsis to mamy jednego lidera, który w naszym kraju nie ma sobie równych. Nigdy nie zawiodłam się na tej firmie i wiem, że przesadzać nie muszę. Zdarzają się jedynie skoczogonki, ale przesuszenie podłoża daje sobie radę z nimi doskonale.
Wiesz... nie chcę wieszać tu imion... w szczególności że storczyki mi tu przysłane były w dość dobrej jakości. Ograniczę się tylko że w tym przypadku były to rośliny ze specjalnej listy na zamówienie, więc pewnie były przywożone z jakiegoś kraju Unji.
Jedno co mogę skrytykować to fakt, że pomimo że ja wysłałam mailem pokwitowanie z mojego banku, to czekał ten producent aż jego bank w Polsce to potwierdzi. A banki w Polsce to ślimaki w porównaniu z tym co ja się na codzień spotykam. W ogóle jak ja to odbieram to wszyscy w Polsce podejżewają wszystkich o najgorsze
Tak więc przywiezione przez niego zamówione przeze mnie młode rośliny, długo siedziały w zapakowaniu orginalnym (polski producent niestety nie dał im powietrza i odpakował w oczekiwaniu na tranzakcję...) zanim on do mnie je wysłał. I kiedy do mnie przybyły to były trochę smutne. Ale wszystkie oprócz jednej rosną i rozwijają się dzisiaj dobrze. Ta ostatnia chyba też przeżyje... bo po 6 miesiącach produkuje teraz nieśmiało nowy pęd.
Oj, ja bardzo chętnie niektórym sklepom i prywatnym sprzedawcom pięknych storczyków na zamowienie zrobiłabym tu reklamę, ale wiem, że nie mogę. Z nimi też raczej nie ma problemu, a i roślinki wraz z podłożem są solidne. Tak więc ja się nie zawiodłam. Pozdrawiam.
Z tego co wiem to gotowana kora będzie nasiąkać łatwiej i dłużej wysychać... trochę jak gąbka. To oznacza że łatwiej zmagazynuje sól i szkodliwe składniki. Ale jak się dopasuje podlewanie, zwiększy cyrkulację powietrza naookoło korzeni i często spłukuje bryłę korzeniową, to powinno to funkcjonować.
Osobiście mam zwyczaj ze zbyt intensywnym podlewaniem, więc tego typu zabieg nie jest dla mnie aktualny.
Kora znajduje się nad wodą. Jest w parze wodnej. W naturze nie jest odkażana ale też storczyki są w naturze. Te nasze są słabiutkie, mają tylko doniczkę i niesprzyjający klimat. Czasem mam uczucie że są na granicy przeżywalności. Marta
Marto, Ty z całą pewnością wiesz co mówisz. Myślę, że Twojemu doświadczeniu można zaufać, choć powiem szczerze, że bardzo mnie tym zaciekawiłaś. Czytałam gdzieś o odkażaniu podłoża w piekarniku lub w kuchence mikrofalowej. Zastanawia mnie to bardzo, jak orchidee dają sobie po takim zabiegu radę i jak często trzeba je przesadzać. Albo tak po prostu - jak długo żyją.
W parze czy w wodzie... charakterystyka właściwości kory przy wysokich tempetraturach i wilgotności zmienia się. Kora stanie się mniej lub bardziej jak gąbka. Wiedząc o tym dostosowuje się późniejsze podlewanie, kąpiele bryły korzeniowej itd, to nie ma problemu. Obawiam się jednak że mniej doświadczeni właściciele storczyków tego nie zauważą...